W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament i ciągle rosła. Lód systematycznie powiększał masę w pełnym słońcu południa. Jednocześnie tracił ciężar i po chwili uniósł się nad piaskiem, potem nad falującym powietrzem, aż ogromna bryła lśniącego lodu rozciągnęła się jak kosmiczny balon światła we wszystkich kierunkach, aż po horyzont. Wtedy kropelki skrzącej wody zaczęły padać na pustynię rzęsistym deszczem. Przez pryzmat lodu światło słońca rozszczepiało się na wszystkie kolory tęczy i barwiło pustynny deszcz, jak okiem sięgnąć. Ziemia odetchnęła i nabrała koloru.
Autor: Justyna Czekała