Mróz malował – 4

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Dziecku spodobała się zabawa, którą pokazał mu dziadek. Siedząc na dziadkowych kolanach, dmuchało na szybę i wyglądało przez utworzone przez siebie okienko – małe jeziorko.

Co chwila prosiło dziadka, by przeszli do kolejnego okna, do kolejnej szyby. Starszy pan chętnie spełniał te dziecięce prośby i wkrótce każda szyba w domu była ozdobiona okrągłymi jeziorkami.

Autor: Ewa Damentka

Mróz malował – 3

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i zobaczyć świat zewnętrzny, z ośnieżonymi choinkami, oszronionymi kablami wysokiego napięcia i migocącym śniegiem. Świat ten wydawał się piękny, bardzo baśniowy, być może dlatego, że oglądany z wnętrza ciepłego domu.

Autor: Anna-Maria

Mróz malował – 2

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Mróz wie, co robi, zaczynając delikatnym rysunkiem… (Chociaż niedelikatne „drzwiami w twarz” też bywa użyteczne…)

Autor: Ewa Majewska

Mróz malował – 1

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Szalała tam zamieć śnieżna, w samym środku której widać było zarys trzech sylwetek ludzkich. Kobieta i dwoje dzieci opierali się podmuchom zimowej zadymki. Kiedy wydawało się, że nie mają szans z siłą natury, nagle wiatr zmienił kierunek i zaczął wiać im w plecy. Dostali jakby skrzydeł. Rozłożyli ręce i zaczęli biec, niesieni przez niewidzialne ramiona.

Wpadli roześmiani prosto do drewnianego, ogrzanego ogniem kominka, domku, gdzie na uroczystym stole paliły się ozdobne świece, a dobry przyjaciel czekał na nich z kolacją. Uściskali się serdecznie, a on pomógł rozgrzać się dzieciom.

Obok czekały na nich pokoje z przygotowanymi do spania łóżkami, z czystą białą pościelą.

Rano kobietę obudził się zapach świeżo parzonej kawy i beztroski śmiech dzieci. I odtąd tak już było. Jeśli chuchnęło się na szybę, można było zobaczyć, jak tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Tam słońce stopiło sople lodu i wszystko, co miało się stopić.

Autor: Wędrowny Grajek