Harfistka delikatnie – 1

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do wnętrz serc ludzi słuchających tej anielskiej melodii.

Serca te były otwarte i radosne. Kołysała je muzyka. Pamiętały czas, kiedy docierały do nich jedynie ciężkie nuty, dlatego teraz tym bardziej doceniały i wzrastały w unoszących je dźwiękach.

Co to była za rozkosz. Czuć swoje cudowne przeznaczenie do bycia szczęśliwym. Codzienne wzrastanie w uśmiechu i radość bicia serca. Odkrywanie innych dobrych serc dookoła.

Dzielenie się dobrem.

Autor: Wędrowny Grajek

Przydrożny kamień – 7

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy wsłuchiwał się w ich tętno i czuł to, co czują ci wędrowcy. Bardzo to lubił. Tyle różnych historii i wspaniałych przeżyć. Od siebie dawał im siłę. Nie wiedzieli o tym, ale zauważali, że kiedy ruszali w dalszą drogę, czuli się wspaniale. Kamień również był szczęśliwy. Kto by pomyślał, że to w ogóle jest możliwe? Taka właśnie historia.

Autor: Wędrowny Grajek

Poranek obudził się – 1

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i poczuł, że nie ma ochoty wstać.

Wbrew powszechnym opiniom, Poranek nie lubił Poranków. Codziennie rano przypominał sobie o tym i zastanawiał się, skąd to przekonanie, że jest taki świeży i pełen energii.

Prawda była taka, że lubił Wieczory i z rozkoszą przebywał w ich towarzystwie. Potem jednak miał wyrzuty sumienia, chcąc sprostać oczekiwaniom tych wszystkich Skowronków, które z niecierpliwością czekały, aż otworzy oczy i będzie im towarzyszył.

Poczucie obowiązku powodowało, że zmuszał się do robienia zadowolonej miny, kiedy szczebiotały mu do ucha wszystkie poranne istoty.

Któregoś dnia nie wstał rano i spodziewał się katastrofy. Okazało się jednak, że nic złego się nie stało. Zdumiony zaczął obserwować świat. Wszystkie stworzenia, kochające Poranek, jak zwykle były szczęśliwe.

Kiedy go zobaczyły roześmiały się i powiedziały: „Głuptasku, kochamy cię jakim jesteś, bo jesteś naszym Porankiem”.

Autor: Wędrowny Grajek

Rozległa pustynia – 4

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który wydawał się być bardzo zadowolonym wielbłądem. Wędrował żwawym krokiem, z podniesioną głową. Oczy mu błyszczały, a nozdrza delikatnie się poruszały. Wracał właśnie z oazy, gdzie zrobił solidny zapas wody i zażył kąpieli. Podjadł trochę zielonych soczystych liści i pomyślał, że teraz się przejdzie, a potem się zdrzemnie.

Takie życie wiódł pan wielbłąd. Dobre życie. Lubił je i okazywał to na różne sposoby. Teraz już śpi, więc uszanujmy to.

Autor: Wędrowny Grajek

Stado obłoków – 5

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były silne i mocne zarazem. Potrafiły przybierać nieskończone ilości rozmaitych form, w zależności od potrzeby.

Czasem rozpływały się w powietrzu bez śladu, żeby pojawić się niespodziewanie w innej pięknej krainie. Naprawdę lubiły być obłokami.

Autor: Wędrowny Grajek

Mróz malował – 29

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

A na zewnątrz śnieżna zamieć zasłoniła świat. Wielkie, zielone dinozaury wolno posuwały się po oblodzonej ścieżce. Prowadziła ona na zamarznięte morze przypominające gigantyczne lodowisko. Kiedy zwierzęta dotarły na miejsce, zaczęły się ślizgać, jak małe dzieci zachwycone zabawą.

Niespodziewanie, gruba warstwa lodu pękła pod ciężarem olbrzymów i woda wciągnęła ich wielkie ciała pod lód. Jednemu z nich udało się wydostać z morskiej otchłani.

Pomógł pozostałym dotrzeć na brzeg. Wszyscy usiedli przytuleni do siebie, ogrzewając się swoimi ciałami.

Autor: Wędrowny Grajek

Ciemność zgęstniała – 56

Ciemność zgęstniała… Pochłonęła wszystkie kolory i całe światło. Na szczęście nie trwało to długo… W najczarniejszych czasach, w najmniej oczekiwanym miejscu, pojawiło się światło. Początkowo było malutkie. Rosło jednak z każdą chwilą, przynosząc nadzieję i ukojenie.

Ponura przeszłość zdawała się być tylko snem. Okazało się, że jest to możliwe, żeby życie zmieniło się na lepsze. Jest tylu ludzi, którzy mogą to potwierdzić. To nie przypadek. Może zdarzyć się każdemu.

Dobre, jasne życie staje się tak samo realne, jak kiedyś jego przeciwieństwo. I nigdy się nie kończy. Może jest czynnikiem wyboru, a może nie warto się nad tym zastanawiać. Tylko cieszyć się nim i pozwolić mu płynąć harmonijnie. Oczekiwać dobrych rzeczy. Być światłem. Akceptować swoją niedoskonałość.

Popatrz na mnie. Brawo ja! O ciemności przypomniałam sobie tylko ze względu na Ciebie. Żyję kolorowo, świadomie i szczęśliwie. Nigdy bym w to nie uwierzyła wtedy. Możesz zamknąć oczy, ale ja nie zniknę – będę powtarzać, że moje życie jest i będzie piękne.

Autor: Wędrowny Grajek

Mróz malował – 1

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Szalała tam zamieć śnieżna, w samym środku której widać było zarys trzech sylwetek ludzkich. Kobieta i dwoje dzieci opierali się podmuchom zimowej zadymki. Kiedy wydawało się, że nie mają szans z siłą natury, nagle wiatr zmienił kierunek i zaczął wiać im w plecy. Dostali jakby skrzydeł. Rozłożyli ręce i zaczęli biec, niesieni przez niewidzialne ramiona.

Wpadli roześmiani prosto do drewnianego, ogrzanego ogniem kominka, domku, gdzie na uroczystym stole paliły się ozdobne świece, a dobry przyjaciel czekał na nich z kolacją. Uściskali się serdecznie, a on pomógł rozgrzać się dzieciom.

Obok czekały na nich pokoje z przygotowanymi do spania łóżkami, z czystą białą pościelą.

Rano kobietę obudził się zapach świeżo parzonej kawy i beztroski śmiech dzieci. I odtąd tak już było. Jeśli chuchnęło się na szybę, można było zobaczyć, jak tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz. Tam słońce stopiło sople lodu i wszystko, co miało się stopić.

Autor: Wędrowny Grajek

Wiosenny las – 46

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i potknął się. Złamał nogę. Potem stracił pamięć. No i zapomniał o leśnej dróżce…

Autor: Wędrowny Grajek