Przyszło nowe – 6

Przyszło nowe. Jedna chwila wystarczyła, by świat się zmienił… Była to chwila świadomej decyzji dotyczącej wyboru Życia. Wyboru Życia z każdą kolejną chwilą. Decyzja była Dobra. Życie nabrało rozpędu. Życie nabrało kolorów. Decyzja raz podjęta wymagała potwierdzenia jej, aby Życie mogło takie być. Świat stał się wyraźny. Pozwalał wziąć z niego to, co najlepsze i najcenniejsze. Świat stał się przychylny. Przyszło nowe.

Autor: Wędrowny Grajek

Duży stół wystawiono – 48

Duży stół wystawiono na środek pokoju i nakryto białym obrusem. Położono na nim talerze, sztućce, szklaneczki i potrawy wigilijne w pięknych salaterkach. Na stole było więcej talerzy niż zwykle. Przyszykowano bowiem dodatkowe nakrycie – dla niespodziewanego gościa, który tak naprawdę nie był tak całkiem niespodziewany. To przyjaciel domu, znany i lubiany przez jego właścicieli. Kiedy przychodził, dom się jakby dopełniał, promieniał.

Dom powstawał etapami. Właścicielka włożyła całe serce i determinację w jego utworzenie. Kolacja wigilijna była zwieńczeniem jej trudów. Każda potrawa przypominała kolejny etap kreacji tego miejsca. Kiedy o tym myślała, łzy szczęścia napływały jej do oczu. Droga była trudna i niewiarygodna. W noc wigilijną wydawała się być niczym Opowieść Wigilijna…

Przyjaciel pojawił się niespodziewanie w życiu naszej bohaterki. Starannie się sobie przyglądali, zanim dali szansę nowej przyjaźni…

Dzisiaj wszyscy promienieli.

Autor: Wędrowny Grajek

Światła latarni – 32

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Czas nie istniał, a kojąca cisza była wszechobecna. Każda spadająca kropla deszczu kryła w sobie jakąś historię, która po dotknięciu ziemi opowiadała się światu. Wszystkie historie działy się jednocześnie, nie zdając sobie z tego sprawy. Kiedy wypoczywały po to, aby znowu spaść na ziemię, były coraz piękniejsze. Aż w końcu deszcze przestał padać, a ziemia stała się rajem.

Autor: Wędrowny Grajek

Mikołaj szykował – 4

Mikołaj szykował świąteczne prezenty. Pomagały mu „śliczne” elfiki, wyglądające jak zdziecinniali dorośli, poprzebierani w śmieszne fatałaszki.

Kompletnie nieświadome, jak komicznie wyglądają, z zapałem zawiązywały czerwone kokardki na pudełkach z upominkami.

Mały chłopczyk przyglądał się im ciekawie. Był bystry i inteligenty, a jego poważna Duma kpiła w myślach z zapracowanych Elfów.

Kiedy jednak przyszła kolej na rozpakowanie prezentu, przeznaczonego dla chłopca, jego hardość gdzieś zniknęła. Otrzymał bowiem dziecięcą radość i beztroskę, o których zapomniał. Zrozumiał wtedy, że Elfy są szczęśliwe i spowodowały, że on też.

Autor: Wędrowny Grajek

Była malutka – 62

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć na pozór nie było na czym zawiesić oka.

Wstała w dużego łóżka, spowitego czystą, białą pościelą.

Było jasno i przyjemnie. W tle słychać było dźwięki kojącej muzyki. Posprzątane dzień wcześniej mieszkanie czekało na podziw jego właścicielki.

Przez okno wpadało słońce, a kot leniwie się przeciągnął.

Poukładane przedmioty domowego użytku zachęcały do działania. Z jednego z pokoi dochodził zapach świeżej farby z malowanego obrazu. W dwóch kolejnych pokojach smacznie spały dzieci. Za godzinę ma odwiedzić domowników przyjaciel. Może wyjdzie z psem na spacer, a potem będzie im wszystkim wesoło. Zaplanują wspólny wyjazd lub powygłupiają się zwyczajnie. Przyjaciel zobaczy nowy obraz swojej ukochanej artystki.

Ona z niedowierzaniem przygląda się przepływającym czasem wspomnieniom i obrazom z przeszłości. Przeszłości piekła na ziemi.

Teraźniejszość okazała się wspaniała. Szanuje ją i tworzą razem Przyszłość.

Autor: Wędrowny Grajek

Różnobarwne drzewa – 53

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy spełniło się najskrytsze marzenie Kate.

Świadomość tego uskrzydlała ją. Tyle miesięcy wyczekiwań przyniosło upragniony cel. Zobaczyła, że zasługuje na wszystko co najlepsze.

Naprawdę żyła i była żywa. To, co widziała tyle razy oczyma wyobraźni, stało się faktem. A to był dopiero początek spełnienia.

Było to niewiarygodne. To tak, jakby grała w jakimś fascynującym filmie. Była jego reżyserem, grała główną rolę i była widzem jednocześnie.

Autor: Wędrowny Grajek

Stary archiwista – 23

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył cudowny ogród.

Oślepiło go słońce, które migotało między orientalnymi roślinami. Czarowny zapach, jaki wydzielały kolorowe, olbrzymie kwiaty, odurzył starszego pana na chwilę. Zobaczył piękne ptaki i czyste jezioro lśniące jak lustro. Panowała tu pełna harmonia. Usłyszał śmiech i radosne okrzyki. Poszedł za tymi dźwiękami jak zaczarowany, a zmurszała ściana z czerwony przyciskiem zatrzasnęła się za nim.

Nawet tego nie zauważył, ponieważ znalazł się w innym świecie. Prawdziwym i szczęśliwym świecie. Takim, którego nie znał. W jego archiwach nie został odnotowany.

Kiedy tak podążał za pragnieniem serca, ktoś uścisnął jego dłoń i roześmiał się życzliwie. Pociągnął delikatnie w stronę ogniska, dookoła którego tańczyli roześmiani mieszkańcy tego niezwykłego miejsca.

Słyszał muzykę. Współgrała ona z jego pulsem. Zaczął tańczyć i poczuł radość bycia wolnym i szczęśliwym. Śmiał się głośno i widział, jak śmieją się wszyscy bawiący się razem z nim. Został tu na zawsze.

Autor: Wędrowny Grajek

Drewniana łódka – 5

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce łódka kołysała się, dotykając niemalże chmur.

Niespodziewanie przechyliła się w jedną stronę, a z jej wnętrza zaczęły wylewać się, przypominając gorącą lawę – złoto i wszelkie kosztowności. Trwało to tak długo, że można by pomyśleć, że łódka nie ma dna. Kosztowności w wodzie zamieniały się w przepiękne świetliste rybki, które powolutku udekorowały sobą cały wielki ocean i to było piękne.

Autor: Wędrowny Grajek

W samo południe – 28

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament…

Co ciekawe, nie roztopiła się. Skrzyła się pięknie i zdawało się, że nie wie, jaka jest niezwykła. Kiedy w nocy na pustyni temperatura gwałtownie spadała, kostka odpoczywała od gorąca. W dzień jakby powracała, żeby się pięknie skrzyć i udowodnić, że wszystko jest możliwe.

Autor: Wędrowny Grajek