Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.
W pewnej chwili zobaczył słońce wyzierające zza chmur i chowające się z powrotem. Po chwili słońce znów wyjrzało i znów się schowało… Wędrowiec przystanął i zaczął obserwować, jak słońce chowa się, wygląda zza chmur i znów się chowa – jakby bawiło się w jakąś grę.
A może jednak się nie bawiło? Do wędrowca zaczęły docierać komendy wydawane przez dwie osoby stojące na różnych pagórkach. Droga, którą szedł, wiodła akurat między nimi.
Wędrowiec wdrapał się na jeden z pagórków. Zobaczył czarodzieja, który wyciągał ręce do góry i krzyczał wielkim głosem:
– Słońce, schowaj się za chmury i siedź tam, aż do końca dnia!!!
– Co robisz – zapytał wędrowiec.
– Każę słońcu, by się schowało – odpowiedział Czarodziej.
– I słucha?
– Jak widzisz
– A po co to robisz?
– Żeby pomóc ludziom w dolinie. Przyda się im trochę cienia.
Wędrowiec podziękował za rozmowę i powędrował na drugi pagórek. Czarodziej, który na nim stał, krzyczał:
– Słońce, wychodź zza chmur i świeć najlepiej jak potrafisz!
– Co robisz – zapytał wędrowiec.
– Każę słońcu, by świeciło i wyszło zza chmur – odpowiedział Czarodziej.
– A po co to robisz?
– Żeby pomóc ludziom w dolinie. Potrzebują światła.
Wędrowiec pomyślał, że chciałby porozmawiać ze słońcem. Ku swojemu zdziwieniu zaczął unosić się do góry i po chwili opadł na małą chmurkę.
– Nie otwieraj oczu, bo jestem dla nich niebezpieczne – powiedziało słońce i dodało – chyba chcesz mnie o coś zapytać?
– Tak – czemu chowasz się za chmury, potem wychodzisz i znowu znikasz za chmurami.
– Bo mnie o to prosicie – odpowiedziało słońce.
– Nie rozumiem
– JESTEM PO TO, ŻEBY WAM SŁUŻYĆ. Wasi czarodzieje są mi potrzebni na dole, bo dzięki nim lepiej wam pomagam. Oni dobrze orientują się w waszych potrzebach.
– Ale przecież przekazują ci sprzeczne polecenia – zaprotestował wędrowiec.
– Ufam im. Nie mogę i nie zamierzam kwestionować ich kompetencji – łagodnie odpowiedziało słońce.
Wędrowiec został delikatnie postawiony na ziemi. Zamyślony, przestał zwracać uwagę na otoczenie – słońce i obydwu czarodziei. Zaczął rozmyślać o swoim życiu, o tym co chce i czego nie chce. Nawet nie zauważył, że czarodzieje zeszli z pagórków i przyglądali mu się z sympatią. Nie zauważył, że dali znak słońcu, by robiło to, co samo uzna za słuszne. Nie zauważył też, że po chwili zniknęli, rozmyli się w powietrzu…, tak jakby ich nigdy tu nie było…
Wędrowiec, rozmyślając, nie zauważył również, że zawrócił i nogi same prowadzą go do domu…
dla Anny-Marii napisała Brzozowa Bajdulka