Harfistka delikatnie – 16

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do pewnej Smutnej Krainy. Nie wiadomo, jak to mu się udało. Dźwięk ominął zasieki, radary i straże graniczne, jakimi Smutasy broniły swojego terytorium.

Brzmiał w ich uszach, w domach, na ulicach i placach. Nie wiedzieli, skąd dobiegał, więc nie mogli go wyłączyć, choć bardzo się starali. Powołali nawet kilka komisji, które zaczęły się wzajemnie zwalczać, bo myślały, że dzięki temu dźwięk ucichnie.

W końcu mieszkańcy Smutnej Krainy pogodzili się z dźwiękiem harfy i przestali go zauważać.

A harfa brzmiała przepięknie. Jej słodkie tony łagodziły smutki, rozpuszczały granice, jakie ludzie stawiali, by obronić się przed radością, i leczyły… kropelka po kropelce…, nutka po nutce…

Wreszcie, jeden z mężczyzn poprosił, by koledzy przestali nazywać go Smutasem. Inni poszli za jego przykładem i Smutna Kraina zmieniła swoją nazwę. Jej mieszkańcy oddychali z ulgą i brali lekcje gry na harfie.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Czerwcowa noc – 64

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka doczepione do wianków spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się nad wodę, żeby pooglądać wianki płynące z nurtem rzeki.

Byli wśród nich Merlinek* z Duszką oraz Młody Adept i Jagódka. Młodzi chcieli pokazać Duszce wianki, bo mała jeszcze nigdy w życiu ich nie oglądała.

Merlinek* nie odstępował Duszki na krok i podtrzymywał ją, gdy traciła równowagę. Młody Adept i Jagódka uśmiechali się, widząc opiekuńczość chłopca.

Głos roztoczył wokół nich pole siłowe, chroniąc ich przed oczyma niepowołanych osób. Po półgodzinnej zabawie wszyscy wrócili do Szkoły Czarowania przez portal, jaki otworzył dla nich Głos.

Autor: Archiwista SC

Kwiat paproci rozkwitał – 45

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał ludzi spragnionych bogactwa. Nie przeszkadzało im, że według legendy bogactwo, jakie da im ten kwiat, będzie z nimi tylko wtedy, gdy zachowają go dla siebie i nie będą dzielić się nim z innymi – nawet najbliższymi osobami.

Ludzie, głodni pieniędzy i dostatku, chodzili po lesie, szukając kwiatu paproci i zadeptywali poszycie leśne – również paprocie.

Leśne duszki, schowane za drzewami, bardzo się temu dziwowały. Wiedziały dobrze, że ludzie zostali wyróżnieni spośród innych stworzeń i obdarzeni łaską spełniania ich najskrytszych pragnień. Nie potrzebują kwiatu paproci, bo do spełnienia marzeń – również bogactwa – wystarczą im: pragnienie, modlitwa, wizja i mądre działanie.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Czerwcowa noc – 50

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na spacer wzdłuż rzeki, by podziwiać pływające wianki.

Znajdował się wśród nich Krasnoludek, który okrył się peleryną-niewidką. Miał nadzieję, że dzięki temu kamuflażowi nikt go nie zauważy – i nikt nie rozpozna… Nocna pora była dodatkowym atutem. Chciał sprawdzić, czy może już wrócić do swojego domu. Rozglądał się, wypatrując śladów Ciemności. Nie spodobało mu się to, co zobaczył.

Nagle potknął się o inną małą zakapturzoną postać. Była to zapłakana Marysia.

– Dziecko, co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony.

– Wymknęłam się za tobą. Tęsknię za domem.

– Ja też.

– Możemy tam pójść?

– Jeszcze nie, to niebezpieczne. Widzisz te ciemne postacie? Tam, po prawej stronie ogniska?

– Te, które idą w naszym kierunku?

– Tak, chyba nas wyczuły. Musimy wracać.

– Portal otwarty – odezwał się Głos, który wytworzył wokół Krasnoludka i Marysi gęstą mgłę udającą dym z ogniska.

Przeszli przez bramę. Portal zamknął się za nimi, a mgła się rozwiała. Chwilę później w miejscu, gdzie rozmawiali, pojawiły się ciemne sylwetki. Przybysze rozglądali się, jakby węsząc, dokąd udały się interesujące ich osoby.

– Dopadniemy ich w końcu. Coraz szybciej ich wyczuwamy – powiedział jeden z nich.

– Na razie mamy kłopot – skomentował drugi, wskazując ręką na spływające z nieba świetliste sylwetki Ratowników.

– Zwijamy się – zarządził pierwszy.

W mgnieniu oka cała grupa ciemnych postaci rozpłynęła się, jakby nigdy nie istnieli.

Przyglądał się temu zatroskany Głos. Zastanawiał się, czy pomocnicy światła są wystarczająco silni i liczni? Ratownicy, Słuchacze i Obserwatorzy mają bardzo dużo pracy… A będzie jej coraz więcej… „Musi się udać” – pocieszył sam siebie i zabrał się za obserwację innych ekranów.

Autor: Archiwista SC

Poranek obudził się – 13

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i ziewnął. Rozejrzał się dookoła i wyskoczył z łóżka. „Zaczyna się nowy dzień” – pomyślał wesoło – ciekawe, co przyniesie”.

Zrobił sobie poranną kawę i poszedł na spacer. Zaciekawiony przyglądał się ludziom smętnie wędrującym na przystanki autobusowe i tramwajowe. Poranek chuchnął, dmuchnął, trzepnął palcami, a otaczający go drobniutki pył uniósł się w powietrze i powędrował do zaspanych ludzi.

Każdy z nich otrzymał przynajmniej jedną drobinkę tego pyłku, niektórzy nawet więcej. Ludzie prostowali się, rozjaśniały się im oczy i raźnym krokiem szli do tramwajów i autobusów.

„Na pewno nie spóźnią się do pracy i na pewno będzie się im dobrze pracowało!” – pomyślał Poranek.

Niektórzy ludzie zastanawiali się, skąd taka nagła poprawa nastroju, a Poranek uśmiechał się tajemniczo i dalej wędrował przez zaspane uliczki, wypatrując kolejnych przechodniów, którzy wyszli z domu do pracy.

dla Felka napisała Kokoryczka

Stado obłoków – 44

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były ciekawe świata, więc rozglądały się dookoła. Dziś zwiedziły już spory kawałek Europy. Widoki były ładne, Miały dobrego przewodnika – wiatr. Wiedziały, że bezpiecznie dotrą tam, gdzie powinny się dostać, więc spokojnie przyglądały się zielonej krainie, nad którą właśnie przepływały.

Autor: Mgiełka-Iskierka

Stado obłoków – 42

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były zainteresowane odnalezieniem swojej kuzynki, która gdzieś zaginęła. Pokłóciły się i ona, mocno zdenerwowana, odłączyła się od nich. Widziały, jak ciemniała, rosła i błyskała piorunami.

Obłoki przestraszyły się i przycupnęły gdzieś, żeby przeczekać tę burzę. Nie wiedziały, co rozgniewało ich siostrę. Po pewnym czasie, gdy grzmoty piorunów ucichły, wyruszyły na jej poszukiwania. Nigdzie jej nie znalazły. Zatroskane zapytały o nią wiatr, który odpowiedział, że ona zamieniła się w deszcz i spadła na ziemię. Obłoki uważnie przyjrzały się krainie, nad którą właśnie przepływały. Była zroszona kroplami wody i świeciła mokrą zielenią w promieniach jasnego słońca.

Autor: Merlinek*

Wiosenny las – 47

Wiosenny las przyciągał spacerowiczów delikatną zielenią drzew, świeżą młodziutką trawą i orzeźwiającym zapachem. Aż chciało się wziąć głębszy oddech…

Leśną dróżką szedł młody mężczyzna i myślał o swojej dziewczynie. „Czy już czas się oświadczyć?” – pytał sam siebie.

Świeżość powietrza, zieleni i świergot ptaków sprawiły, że on też zapragnął założyć własne gniazdo. Przyspieszył kroku, by jak najszybciej dojść do domu swojej ukochanej.

Autor: Jęczyduszka