W samo południe – 6

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Większość ludzi uważa pewnie, że to niemożliwe. Kostka lodu na szczęście o tym nie wiedziała i cieszyła się swoim istnieniem. Co więcej, wkrótce cieszyła się – i nadal się cieszy – również towarzystwem innych kostek lodu, które, ośmielone jej przykładem, także postanowiły zamieszkać na pustyni. Nie interesuje ich, czy ktokolwiek wierzy w ich istnienie, ani czy daje im prawo do istnienia w tak niezwykłych warunkach. Po prostu są i już…

dla Ciebie napisała Ewa Damentka

W samo południe – 4

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Właściwie to nie powinno jej być. Skoro jednak ktoś ten fakt zauważył, warto się nad tym pochylić – czy zastanowiwszy się, kto to powiedział, czy też uznawszy taki fakt za możliwy lub nie.

Bardzo ciekawe są zjawiska opisane czy wyliczane przez matematykę i fizykę, ale nie istniejące jeszcze w rzeczywistości. Radosne jest, gdy owo zjawisko zostanie poświadczone doświadczalnie. Często jednak nakłady lub efekt czasowy są tak ogromne, że nigdy w życiu nie doczekamy się pewnych potwierdzeń.

dla Ciebie napisał Adam

W samo południe – 3

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament o dość pokaźnych wymiarach. Musiał wypaść z torby jednego z bardziej zapobiegliwych turystów powracających przed chwilą z karawany, o wschodzie słońca. Jak widać chyba pustynia zignorowała jego przejawy zapobiegliwości i sprawiła mu psikusa…

Autor: Ewa Majewska

W samo południe – 2

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament, którego ranty zmniejszały się szybko, a dokoła kostki powstawała plamka wody. Kiedy słońce rozpuściło już ostatnią drobinę lodu, zaciekawiony tym przedstawieniem żuczek mógł nareszcie zaspokoić swoje pragnienie. Potem został tylko piasek i napojony żuk.

dla Ciebie napisała Magda z Dachu

W samo południe – 1

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Podeszła do niej piękna, szczupła młoda kobieta z włosami do pasa i w długiej sukience. Przykucnęła, z wyprostowanymi plecami i delikatnie podniosła kostkę. W jej dłoni zamieniła się ona w prawdziwy diament, którego blask roztaczał się na wszystkie strony świata. Kobieta musiała być naprawdę kimś wyjątkowym.

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 36

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który wędrował dostojnym krokiem przez pustynię. Za nim wyłonił się następny, a potem kolejne wielbłądy. To grupa turystów doświadczała przyjemności przejażdżki na tych zwierzętach. Było mnóstwo śmiechu i robienia zdjęć.

Autor: Anna-Maria

Rozległa pustynia – 35

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który uwielbiał pustynię i gwiazdy, które nad pustynią świecą jaśniej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Mimo tego, bardzo chciał zobaczyć ocean.

Słyszał o nim tak wiele od ziaren piasku pustyni, które pamiętały jeszcze pieszczoty fal sprzed trzech milionów lat. Tak im pozazdrościł, że postanowił zrobić wszystko, żeby któregoś dnia zanurzyć wszystkie cztery nogi w morskiej wodzie i poczuć na własnej skórze chłód słonej wody i falowanie fal.

Wkrótce przyjechał kupiec i odkupił od pustynnej karawany kilka wielbłądów, które miały wozić na swoim grzbiecie na krótkie przejażdżki niedzielnych turystów z aparatami fotograficznymi. Te przejażdżki odbywać się miały – tak zupełnie przypadkiem – po jednych z najpiękniejszych, piaszczystych plaż nad wielkim otwartym oceanem…

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 34

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który właśnie dotarł na sam jej środek, a przynajmniej tak mu się zdawało. Wielbłąd miał za sobą mnóstwo przygód, przypadkowych spotkań, fatamorgan i prawdziwych oaz. I choć teraz widział tylko piasek i błękit, był pewien, że ma już w sobie wszystko, czego potrzebuje. Przystanął w blasku zachodu, czując na języku dziwnie słodki i chłodny smak. Otwarł pyszczek i wypuścił z niego bańkę mydlaną, potem jeszcze jedną, a potem kolejne. Zdziwiony przyglądał się, jak powoli unoszą się przed nim, odbijając jego postać jak barwne lusterka.

Wielbłąd nie wiedział wiele o bańkach mydlanych, ale z całą pewnością mógł stwierdzić, że te nie są zwyczajne. Być może wcale nie były tym, czym się wydawały. Niby unosiły się jak bańki i lśniły jak bańki, ale ciągle rosły, a wnętrza miały zamglone. Wielbłąd przypatrywał się w skupieniu; im dłużej te nie-bańki wisiały w powietrzu, tym bardziej zmieniały formę z obłej na kanciastą i stawały się coraz bardziej przejrzyste. Wreszcie zmieniły się w czyste kryształy i teraz odbijały promienie słońca ze zwielokrotnioną mocą.

Nie zastanawiając się, co robi, wielbłąd narysował wokół siebie kopytkiem szeroki okrąg, a kryształy ułożyły się nad piaskiem wzdłuż wyznaczonego kształtu. Czuł ich przyjemny chłód, a kiedy zaczęły się powoli obracać wokół własnych osi, wywołały lekki ruch powietrza, jakiego wielbłąd od dawna nie czuł w gęstym upale. Sprawiło mu to niewypowiedzianą ulgę. Jednocześnie poczuł, jak bardzo doskwiera mu już pragnienie i właśnie wtedy na końcach kryształów zalśniła skroplona woda. Oczy wdzięcznego wielbłąda zalśniły również.

Wiele lat później, kiedy kostki wielbłąda i jego późniejszych towarzyszy zbielały już dawno i rozsypały się w proch, a wiatr pojawił się wreszcie i zabrał wielbłądzi pył ze sobą, kryształowy krąg ciągle wisiał nad pustynią, dając wędrowcom schronienie i pozwalał uzupełnić zapasy wody, jak wisząca studnia. Wokół narysowanego dawno temu okręgu wyrosły odporne na pogodę rośliny, których kolorowe owoce o słodkim miąższu wbrew legendom nie odurzały, ale przywracały siły i poprawiały wzrok.

Autor: Justyna Czekała