W dolinie – 35

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pracowała młoda kobieta. Miała gęste ciemne włosy. Jej zielone oczy z uwagą przyglądały się wzorowi, który wyłaniał się z tkanego właśnie dywanu. Zręczne ręce przeplatały wątek między nitkami osnowy. Intuicyjnie dobierała odpowiednie kolory i odpowiednią grubość włóczki.

Każdy dywan był dla niej zagadką. Każdy wzór zaskakiwał. Teraz kobieta pracowała szczególnie uważnie, bo tym razem tkała dywan dla siebie samej.

Wszyscy, na których jej zależało – przyjaciele i rodzina, dostali już swoje dywany. Została tylko ona. Chciała skończyć go jeszcze tej nocy, by móc do nich dołączyć.

Udało się! Było jeszcze ciemno, gdy skończyła tkać. Zgasiła światło w pokoiku. Wszyscy w miasteczku spali, więc nikt nie zauważył latającego dywanu, który zaniósł kobietę prosto do nieba, do krainy szczęśliwie spełnianych marzeń. Krainy, która daje odwiedzającym ją ludziom siłę, radość i zdrowie.

Kobieta, razem z rodziną i przyjaciółmi, wróciła na ziemię jeszcze przed wschodem słońca. Kolejnej nocy, gdy całe miasteczko znów zaśnie, polecą tam ponownie, by całą noc cieszyć się swoim towarzystwem, zdrowiem i szczęśliwą krainą.

dla Pauliny napisała Ewa Damentka

Mróz malował – 17

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Pierwsza faza mrozu, który jeszcze daje się rozpuszczać. Za czas jakiś nie da się tego zrobić. Mróz sięgnie w głąb domów i zamrozi kaloryfery i piece.

„Dziwny sen” – pomyślałem, nakrywając się kocem.

Autor: Andrzej

Mróz malował – 16

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz

Mała Hania spojrzała przez dziurkę. Zobaczyła swojego ojca, który niósł na rękach stertę porąbanego drewna. Hania podbiegła do drzwi, żeby je otworzyć. Za chwilę wszyscy razem usiedli przy piecu, do którego ojciec dołożył kilka szczapek drewna. Matka postawiła na fajerkach rondel, w którym podgrzała mleko. Brat podbiegł do kredensu po kubki i za chwilę naczynia napełniły się pysznym kakaem.

Ojciec zatarł dłonie rozgrzewając je nad ogniem. „Na dworze sroga zima, a nam ciepło i bezpiecznie. Cieszmy się tym” – powiedział. „Cieszmy się” – krzyknęli wszyscy – „tu jest tak ciepło, sucho i bezpiecznie”.

Autor: Hania

W dolinie – 34

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, był czarny kot. I była tam piękna kobieta o śniadej cerze, ubrana na biało. Wpatrywała się w ciemność za oknem i czuła się bardzo, bardzo samotna. Jej długa biała szata powłóczyła się po podłodze. Kobieta opuściła ramiona i płakała za utraconym dzieciństwem. Wyczekiwała na księcia z bajki, który by ją uwolnił z marazmu i więzienia, jakie sama zbudowała z własnych mrzonek o szczęśliwym życiu.

Autor: Paulina

Mróz malował – 15

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz… Ktoś wszedł na jeziorko. Wydawało się zamarznięte, ale nie było. Lód trzasnął. Ciąg dalszy nastąpił – szybko i dynamicznie. Tym razem jeszcze udało się… zmienić zakończenie z „Dekalogu”.

Autor: Ewa Majewska

Mróz malował – 14

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz.

Po kilku miesiącach już nie trzeba było chuchać, bo przyszła odwilż, a następnie wiosna. Życie na wsi bardziej niż w mieście pokazuje, że w przyrodzie są rytmy i cykle. Korzystając z miejskich wygód owe rytmy mamy tylko w pamięci. Cykle przyrody dla żyjących na wsi są bardziej odczuwalne, tak że konieczna wydaje się współpraca z przyrodą, a nie przeciwstawianie się jej wielkim siłom.

Autor: Adam

Mróz malował – 13

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Zima jest taka ciepła, jak się ma takie magiczne okno!

Pozwól naturze malować w swojej duszy takie rysunki, jak tylko ma ochotę.

Natura jest czymś tak wspaniałym i magicznym, że nic nie może być bardziej doskonałe.

Autor: Patisonek

Mróz malował – 12

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i obserwować.

Latem jest rower, a zimą mogą być sanki lub narty. Dużo radości daje obserwacja bardzo małych dzieci, które jeżdżą lub uczą się poruszać na nartach.

Stary narciarz zauważył, że małe dzieci łatwo uczą się jazdy na nartach, bo spadają z małej wysokości.

Autor: Adam

Mróz malował – 11

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz… Ktoś wszedł na jeziorko. Wydawało się zamarznięte, ale nie było. Każdemu coś się wydaje…

Autor: Ewa Majewska

Mróz malował – 10

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Młoda dziewczyna zerkała przez nią, żeby zorientować się, gdzie jest, bo chciała wysiąść na właściwym przystanku. Jechała tramwajem starego typu, w którym nie było ogrzewania oraz elektrycznych tablic z trasą. Rano nawet nie wiedziała, że takie tramwaje jeszcze kursują w jej mieście…

Początkowo była niezadowolona, że do niego wsiadła. W czasie jazdy jednak zmieniła zdanie, bo chuchanie w okno przypomniało jej zabawy z dzieciństwa. Poza tym zimowe ulice pięknie wyglądały wieczorem. Światło lamp rzucało świetliste kolorowe plamy na śnieg i fasady domów, nadając im tajemniczy, świąteczno-bajkowy charakter.

Autor: Jagódka