Stary archiwista – 27

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył siebie, jako małego pięcioletniego chłopczyka. Wzruszony podszedł bliżej i bardzo mocno go przytulił.

Autor: Ewa Majewska

Stary archiwista – 26

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wielkie słoje stojące na podłodze. Miały one duże nakrętki – tak duże, że trzeba je było odkręcać dwiema rękami. Słoje zawierały wiedzę, dobro i radość. Po ich odkręceniu można było czerpać. Wystarczyło stanąć przy odpowiednim słoju, odkręcić nakrętkę i oddychać.

Autor: Adam

Stary archiwista – 25

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył piwnicę pełną światła. Od ściany do ściany, wzdłuż i wszerz, ciągnęły się rzędy zielonych krzaczków. Nad nimi wisiały zapalone żarówki. Ich ciepło archiwista poczuł na policzkach, kiedy otwierał drzwi – wewnątrz musiało być jak na Jamajce. Zapach roślin nie pozostawiał złudzeń co do uprawianego tutaj gatunku. Archiwista wziął jeszcze jeden głęboki wdech i wtedy tuż za sobą usłyszał ciężkie kroki.

Autor: Justyna Czekała

Stary archiwista – 24

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył duży pomnik, popiersie. Było ono wykonane w profesjonalny sposób. Na pewno ręka doświadczonego rzemieślnika.

Przy pomniku nie było żadnej tablicy ani grawerowania, więc postać z pomnika była dla archiwisty bezimienna.

W głowie starego człowieka zaczęły buszować myśli. Przede wszystkim, czy miejsce wstawienia pomnika ma coś wspólnego z jego historią? Po drugie, jaki jest przypuszczalny czas utworzenia pomnika? To były pytania wiodące. Szansę odpowiedzi na te i inne pytania mogła dać skrzynia stojąca za pomnikiem.

Autor: Adam

Stary archiwista – 23

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył cudowny ogród.

Oślepiło go słońce, które migotało między orientalnymi roślinami. Czarowny zapach, jaki wydzielały kolorowe, olbrzymie kwiaty, odurzył starszego pana na chwilę. Zobaczył piękne ptaki i czyste jezioro lśniące jak lustro. Panowała tu pełna harmonia. Usłyszał śmiech i radosne okrzyki. Poszedł za tymi dźwiękami jak zaczarowany, a zmurszała ściana z czerwony przyciskiem zatrzasnęła się za nim.

Nawet tego nie zauważył, ponieważ znalazł się w innym świecie. Prawdziwym i szczęśliwym świecie. Takim, którego nie znał. W jego archiwach nie został odnotowany.

Kiedy tak podążał za pragnieniem serca, ktoś uścisnął jego dłoń i roześmiał się życzliwie. Pociągnął delikatnie w stronę ogniska, dookoła którego tańczyli roześmiani mieszkańcy tego niezwykłego miejsca.

Słyszał muzykę. Współgrała ona z jego pulsem. Zaczął tańczyć i poczuł radość bycia wolnym i szczęśliwym. Śmiał się głośno i widział, jak śmieją się wszyscy bawiący się razem z nim. Został tu na zawsze.

Autor: Wędrowny Grajek

Stary archiwista – 22

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył absolutną czerń. Im dłużej wpatrywał się w ciemność, tym dłużej ciemność wpatrywała się w niego. Archiwista zmarszczył brwi i zamknął drzwi.

Autor: Justyna Czekała

Stary archiwista – 21

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył… wiewiórki. Dużo wiewiórek – siedzących na gałęziach, wyglądających z dziupli, skaczących z drzewa na drzewo oraz siedzących pod drzewem, z orzeszkiem w łapkach.

Zdziwiony patrzył na zieloną trawę, drzewa z zielonymi listkami i rude wiewiórki, które czuły się swobodnie i nie uciekały na jego widok. Kilka z nich nawet przyjrzało mu się ciekawie, by po chwili wrócić do swoich zajęć.

„Może wziąć z nich przykład?” – pomyślał archiwista, który zawsze był akuratny i spięty. Nieśmiało zrobił pierwszy krok, potem drugi i trzeci. Stąpał po zielonej trawie. Słońce oświetlało jego twarz, a lekki wiaterek wichrzył włosy.

Starszy pan położył się na zielonej trawie, wystawił twarz do słońca, zamknął oczy i zaczął marzyć o niebieskich migdałach. Rozluźnił się i zasnął. Drzwi do archiwum cichutko się przymknęły, a wiewiórki obsiadły mężczyznę, przyglądając mu się ciekawie.

Archiwista miał spokojną twarz i dalej marzył. Już nie musiał się niczego bać. Wiedział, że za kilka minut, jak się zrelaksuje, to otworzy oczy i wróci do pracy. Tym razem będzie już jednak pamiętał, że ma własny pokój do regeneracji.

Autor: Ewa Damentka

Stary archiwista – 20

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył salę pełną dokumentów. Były tam grube tomy i cienkie zeszyty. Rulony i małe karteczki. Dokumenty były wszędzie – na podłodze, blatach i regałach. Wylewały się z szuflad i skrzyń.

Zobaczył też świetlistą postać, która stała, a właściwie unosiła się nad podłogą. Postać powitała starego archiwistę i powiedziała, że czekała na niego. Zdziwiony usłyszał: „Wiem, że przechodzisz na emeryturę i martwisz się o swoją przyszłość, bo archiwum jest i było całym twoim Światem. Wypełniało całe twoje życie. Jeśli chcesz możesz tu zostać, mieszkać z nami i porządkować nasze zbiory. Możesz też mieszkać w swoim mieszkaniu, a do nas przychodzić tak, jak przychodziłeś do pracy w archiwum. Z wdzięcznością przyjmiemy twoją pomoc”.

Archiwista nie odezwał się. Słowa nie przechodziły mu przez ściśnięte gardło. Postać uśmiechnęła się wyrozumiale. Archiwista rozejrzał się po sali. Podniósł kilka karteczek. Ostrożnie rozwinął jeden z rulonów i jego oczom ukazał się tekst, pisany dziwnym językiem. Zaskoczony zdał sobie sprawę, że rozumie ten tekst, choć nigdy nie uczył się tego języka.

Nieśmiało popatrzył na świetlistą postać i powiedział, że widzi kłopot w tym, że dziś jest ostatni dzień w pracy. Wychodząc odda przepustkę i już nie będzie mógł przychodzić do swojego archiwum.

Postać rozjaśniła się jeszcze bardziej i wyjaśniła, że doskonale o tym wie. Dodała również, że jutro rano przycisk znajdzie się w jego mieszkaniu i archiwista będzie tu mógł przychodzić, kiedy tylko zechce.

Starszy pan z żalem pożegnał się ze świetlistą postacią i niechętnie wyszedł z jej archiwum, bo bał się, że jednak tu nie wróci. Jednak musiał już wyjść, bo z oddali słyszał wołających go współpracowników.

Wielkie było jego zdziwienie, gdy nazajutrz rano, po przebudzeniu, zobaczył znajomy czerwony przycisk migający na ścianie jego pokoju.

Autor: Archiwista SC

Stary archiwista – 19

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wykute w skale schody. Wiodły w dół i wielokrotnie zakręcały. Gdzieniegdzie w kamiennej ścianie pojawiały się wąskie pionowe szczeliny, przez które, nie wiadomo skąd, wpadało światło o ciepłej barwie ognia. Cienkie smużki nie rozświetlały korytarza, ale pozwalały poruszać się w ciemnościach.

Wiedziony chłopięcym pragnieniem przygody, archiwista schodził po stopniach coraz dalej i głębiej, aż otwarła się przed nim ogromna podziemna przestrzeń wypełniona chłodnym powietrzem i pulsującym blaskiem z samego jej centrum. Najpierw zatrzymał się i zasłonił oczy, ale kiedy tylko wzrok przyzwyczaił się trochę do jasności, archiwista rozejrzał się wokół.

Oślepiające światło emitował drobny przedmiot unoszący się nad rzeźbionym w kamieniu postumentem. Sen archiwisty o byciu Indianą Jonesem spełniał się, gdy powoli zbliżał się do centrum groty, mrużąc oczy przed niesamowitą światłością. Wreszcie zobaczył jej źródło w całej okazałości. Nad skalnym postumentem lewitował szczerozłoty zszywacz do papieru.

Wtedy archiwista zbudził się z drzemki przy biurku. Natychmiast zasłonił oczy przed złotym blaskiem. Kula zachodzącego słońca wynurzała się zza chmur i świeciła mu przez okno wprost na twarz.

Autor: Justyna Czekała

Stary archiwista – 18

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył przejście na taras zbudowany dookoła piętra. Spacerując, można było oglądać cztery strony świata. Było wysoko, ale taras był masywny, a widoki doskonałe. Od strony północnej można było podziwiać ogromne hektary zieleni. Schody i windy znajdowały się po drugiej stronie budynku. Przestronna kuchnia wewnątrz zachęcała do prac kulinarnych. Potrawy najlepiej jednak smakowały, gdy spożywano je na tarasie, pod daszkiem.

Autor: Adam