Przydrożny kamień – 6

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy podskakiwał lekko. Nie chciał pozwolić, by w błogim odpoczynku nabrali w siebie spokoju, odzyskali siły.

Był to bowiem zaklęty mnich. Przemierzał ongiś drogi, aby w miastach i siołach głosić płomienne nauki. Za swą niezłomność, za brak zrozumienia dla ludzkich słabości i chęci poszukiwania, skazany został na bezruch i niespokojne trwanie.

Miał tak być zastygnięty do czasu, aż przyjdzie doń ktoś, kto się nie zachowa typowo, czyli nie ucieknie, tylko zainteresuje się kamieniem.

dla Ciebie napisał Motyl

Poranek obudził się – 21

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył kłęby mgły, połacie całe lasów i zboczy górskich otulone, jak watą, białymi chmurami… i tylko wierzchołki gór mógł ozłocić. „Gdzie ludzie?” – zapytał.

Ludzie pili zwykle z niego, jak koktajl jakiś (z pomarańczą); z każdym łykiem nabierając przy tym rumieńców.

Ludzie za mgłą – skonstatował. Nagle na jednym ze wzgórz dojrzał Elę.

– Poranku, witaj! – zawołała – Zmachałam się, by tu dojść, a teraz żądam i namawiam: weź moją energię!

Poranek zniżył się, ucałował czółko Eli i zaczął pracowicie rozpędzać mgłę. Część wygnał w dalekie krainy, część spadła jako złoty deszcz kijanek i żab. Ela brodzi w deszczu zaczarowanym, schodząc ze wzgórza.

dla Felka napisał Motyl