Poranek obudził się – 13

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i ziewnął. Rozejrzał się dookoła i wyskoczył z łóżka. „Zaczyna się nowy dzień” – pomyślał wesoło – ciekawe, co przyniesie”.

Zrobił sobie poranną kawę i poszedł na spacer. Zaciekawiony przyglądał się ludziom smętnie wędrującym na przystanki autobusowe i tramwajowe. Poranek chuchnął, dmuchnął, trzepnął palcami, a otaczający go drobniutki pył uniósł się w powietrze i powędrował do zaspanych ludzi.

Każdy z nich otrzymał przynajmniej jedną drobinkę tego pyłku, niektórzy nawet więcej. Ludzie prostowali się, rozjaśniały się im oczy i raźnym krokiem szli do tramwajów i autobusów.

„Na pewno nie spóźnią się do pracy i na pewno będzie się im dobrze pracowało!” – pomyślał Poranek.

Niektórzy ludzie zastanawiali się, skąd taka nagła poprawa nastroju, a Poranek uśmiechał się tajemniczo i dalej wędrował przez zaspane uliczki, wypatrując kolejnych przechodniów, którzy wyszli z domu do pracy.

dla Felka napisała Kokoryczka

Rozległa pustynia – 11

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który szedł dostojnie i rozglądał się po okolicy.

Był tu nowy. Większość życia spędził na innej pustyni, a tu zawędrował razem z karawaną. Za nim widoczne były sylwetki pozostałych wielbłądów. Wszystkie szły zgodnie, w tym samym kierunku, niosąc na sobie bagaże oraz ludzi i ich sprawy.

Pierwszy wielbłąd przyspieszył kroku. W oddali zobaczył połyskującą tarczę wody i zielone palmy. Oaza…

Na szczęście oaza była prawdziwą oazą, a nie fatamorganą!

Wszystkim wielbłądom zdjęto ich ładunki. Zwierzęta porządnie odpoczęły przed dalszą drogą. A nasz wielbłąd dalej przyglądał się uważnie, bo tę oazę też widział po raz pierwszy w życiu.

dla Felka napisała Kokoryczka

Stado obłoków – 18

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były bardzo ciekawe, co tam na dole będzie się działo.

Kropelki porannej rosy, które rano wyparowały i dołączyły do chmurek, opowiadały, że ludzie szykują wielki festyn. Na łąkach będą rozłożone stragany, tancbuda, karuzela i inne atrakcje dla dorosłych i dla dzieci. Może nawet będą wyścigi rowerowe…

Obłoki zainteresowały się tym, więc płynęły bardzo wolniutko, chwilami nawet zatrzymywały się – bo chciały zobaczyć jak najwięcej.

dla Adasia napisała Kokoryczka

Kobieta leniwie przeciągnęła się – 49

Kobieta leniwie przeciągnęła się w łóżku, była rozmarzona. Przed chwilą wybudziła się z pięknego snu. Była na balu, wokół niej pełno było ładnie ubranych ludzi, słyszała gwar przyciszonych rozmów i muzykantów szykujących swoje instrumenty. Nagle zapadła pełna oczekiwania cisza. Na salę wszedł król, a wszyscy ukłonili się i z szacunkiem pochylili głowy. „Witajcie” – rozległ się głęboki, dźwięczny królewski głos. Ludzie wyprostowali się i podnieśli głowy. Ona również to zrobiła. Spojrzała na króla i zobaczyła mężczyznę swoich marzeń. Nigdy wcześniej go nie spotkała, a jednak wydawał się znajomy.

Nic dziwnego, śnił się jej co noc. Tańczyła z nim, przytulała się do niego, czuła jego ciepłe dłonie… Dotąd nie widziała jego twarzy, ale teraz nie miała wątpliwości. To był on! Ten jedyny, wymarzony, idealny i realny zarazem.

Król uśmiechnął się do niej. Widział jej zakłopotanie, więc nie podchodził, żeby nie peszyć jej jeszcze bardziej. Zaprosił do tańca jedną z dam dworu. Rozpoczął się bal…

Kobieta przycupnęła na wolnym fotelu i nie odrywała oczu od przystojnego władcy. Śledziła każdy jego ruch. Stopniowo uspokajała się. Oddech się wyrównał. Oparła głowę o oparcie fotela. „Czy to sen?” – pomyślała.

– To prawda, jawa a nie sen – usłyszała odpowiedź.

– Tak głośno myślę? – zapytała.

– Nie – odparł król – ale miałaś to pytanie wypisane na twarzy.

– To ty…

– Tak, to ja. Długo czekałem na ciebie.

Król podał jej rękę i poprowadził do tańca. Przetańczyli całą noc, aż do białego rana.

Teraz, leżąc w łóżku, nadal miała przed oczami jego kochaną twarz.

Autor: Kokoryczka

Była malutka – 39

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć była bliska paniki.

Prawdę mówiąc, to chciała zerwać się i uciec z tej sali, pełnej ludzi. Udawała, że jest spokojna, ale sądziła, że i tak wszyscy już ją rozpoznali.

Wczepiła się w swojego przyjaciela, ścisnęła mu gardło, wykręciła palce, plątała myśli. Urosła tak bardzo, że już sama przed sobą nie mogła udawać, że jest malutka. Olbrzymiała i tak wypełniła sobą swojego przyjaciela, że wydawało się jej, że za chwilę rozerwie go na strzępy.

Zupełnie nieoczekiwanie poczuła coś ciepłego i chłodnego jednocześnie, coś jakby dotyk lub myśl. Z jednej strony ogrzewał jej zziębnięte serduszko, a z drugiej strony chłodził rozgrzany, spanikowany umysł.

Razem z tym Ciepłym i Puchatym dotykiem przyszła kojąca myśl – „On jest wystarczająco dobry. Uwierz w niego”.

Trwoga zmalała. Przestała być Paniką, a stała się Troską zastanawiającą się, czy jej przyjaciel sobie poradzi. Sala pełna ludzi, a on dużo od siebie wymaga i chciałby jak najlepiej zagrać.

Ciepłe i Puchate rosło, podsuwając wspomnienia przyjemności, jaką jej przyjacielowi sprawia muzyka. Troska postanowiła zamienić się w Lekką Skuteczność. Rozluźniła palce swojego przyjaciela i jego gardło. Rozjaśniła myśli i pozwoliła, by melodia popłynęła.

Muzyk grał w natchnieniu, sam był muzyką. A wszyscy słuchacze płynęli razem z nim…

dla Darka napisała Kokoryczka

Mróz malował – 22

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz.

Mała dziewczynka była zafascynowana tą zabawą. Chuchała na szybę i oglądała świat za oknem. Gdy jeziorko zamarzało, chuchała znowu i znowu wyraźnie widziała to, co było po drugiej stronie szyby.

Zabawa zajęła ją tak bardzo, że nie dała się od niej oderwać. Nawet nie zauważyła, że starszy brat zapraszał ją na sanki. Cały wieczór chuchała, żeby pielęgnować małe czarne jeziorko na zamrożonej szybie – jeziorko pozwalające wyjrzeć na zewnątrz.

Zasnęła przy tej zabawie. Dziadek wziął ją na ręce, a babcia przyświecała mu latarką, bo przepaliła się żarówka w przedpokoju. Ułożyli małą w cieplutkim łóżeczku, w cieplutkim pokoiku, tak ciepłym, że mroźne kwiaty nie dały rady wyrosnąć na jego szybie. Dziadek dorzucił drewno do kominka, spojrzał na śpiącą wnusię i zmarszczył brwi, jakby się nad czymś zastanawiał. Babcia porozumiewawczo dotknęła jego ramienia. Dziadek odsunął się od łóżeczka ciągle zachmurzony, jakby czegoś mu brakowało. Rozjaśnił się, gdy usłyszał bajkę, którą wnusi zaczęła opowiadać jego żona. To o to chodziło! Tego brakowało! Usiadł wygodnie i wsłuchał się, jak żona opowiada bajkę o Mrozie, który maluje kwiaty na szybach i o Śnieżynkach mieszkających w pięknym, mroźnym, zimowym pałacu. Pałacu pełnym lodowych rzeźb, nawet kwiatów. Pałacu pełnym Śnieżynek, które wdzięcznie poruszają się, śmieją i wirują we wspólnym tańcu.

dla Małej Hani napisała Kokoryczka

Była malutka – 32

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć i tak wiedziała, że jest kochana. Rozkosznie przeciągnęła się i ziewnęła, wywołując przy tym zachwyt swoich rodziców. Zasnęła, nieświadoma, jak bardzo cieszyli się z jej narodzin.

Autor: Kokoryczka

Mróz malował – 9

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz – na baśniowy świat, w którym żyli bohaterowie bajek opowiadanych małej dziewczynce przez jej rodziców.

dla Zosi napisała Kokoryczka

Była malutka – 26

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć doskonale wiedziała, co zobaczy – znajome ściany, komodę z książkami oraz akwarium i… męża, który, lekko pochrapując, spał obok niej. Z przedpokoju dobiegało sapanie psa. Widocznie ukochanej suni, też się coś śniło.

Drobna kobietka przeciągnęła się i pomyślała, że na szczęście wszystko jest w porządku i pod kontrolą. Rano zacznie się normalny dzień, a ona, jak zwykle, będzie zarządzała rodzinnym rytmem i domownikami – czyli mężem i sunią. „Dobrze, że dzieci się już usamodzielniły” – pomyślała i przypomniała sobie, że jutro przychodzą na obiad. Zaczęła się zastanawiać, co dla ich przygotuje i… zasnęła…

Wtedy przebudził się na chwilę jej mąż. Popatrzył z czułością na jej drobną twarzyczkę i pomyślał – „Kochanie, dziękuję Ci, że jesteś ze mną” – i… znowu zasnął.

Ranek był podobny do poprzednich poranków. Kobieta, szykując śniadanie dla męża, układała w myślach plan zajęć, zadowolona, że będzie to kolejny, udany dzień…

dla Eli napisała Kokoryczka