Drewniana łódka – 28

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce okolicy nie dało się już wcale rozpoznać. Pod wodą nie zniknęły tylko wierzchołki drzew. Listonoszka obserwowała powódź z dachu budynku, wdzięczna losowi za ocalenie. Gdyby nie dała się zatrzymać starszej pani spod ósemki na pogawędkę, dawno płynęłaby z prądem przez osiedla. Tymczasem wydobyła z torby trzy pozostałe do doręczenia listy. Wyjęła złożony arkusz papieru z koperty i złożyła w samolocik. Patrzyła przez chwilę, jak szybował nad wartkim potokiem wody i błota, aż znikł za rogiem sąsiedniego budynku. Wtedy dostrzegła, jak szybko przez ten czas podniosła się woda – sięgała już najwyższej kondygnacji. Listonoszka wyjęła kolejny list i złożony w łódeczkę, puściła na płynące tuż pod jej stopami fale. Z ostatniego listu zrobiła dziecięcą zabawkę piekło-niebo. W nagłym szumie powietrze zaczęło wibrować. Helikopter ratunkowy lądował na dachu.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 41

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Ilustracja, napisanego odręcznie zbioru baśni, na pierwszy rzut oka nie miała wiele wspólnego z historią, której towarzyszyła. Przypominała kryształy ze snów, o których mama często opowiadała przy śniadaniu. Do książeczki dołączone były akwarelki, żeby samodzielnie pokolorować baśniowe obrazki. Najlepszy prezent na świecie.

Autor: Justyna Czekała

Harfistka delikatnie – 42

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również ula, wokół którego krążył rój pszczół. Owady zdawały się poruszać w doskonałej harmonii z muzyką, jakby rozumiały jej język. Przechadzający się po ogrodach państwo wykłócali się ściszonymi głosami, krążąc między zielonymi alejkami. Kiedy mijali altanę, z której płynęła miękka melodia, ucichli i zatrzymali się. Pan westchnął, pani uśmiechnęła się lekko. Cichutkie brzęczenie mieszało się z dźwiękami harfy i wypełniało letnie powietrze. Muzyka pachniała jaśminem.

Autor: Justyna Czekała

Drewniana łódka – 18

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce król zobaczył, że futro przy jego płaszczu nasiąka od gromadzącej się na dnie wody. Westchnął i drżącymi rękoma zaczął wyrzucać z łódki kolejno berło, koronę, skrzynię złota. Zarzucony desperacko na wystające z wody konary płaszcz uratował królewski zad.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 37

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament, ale Justyna nie usiadła, z oczyma utkwionymi w kostkę, z zamiarem obserwacji powolnego procesu topienia się i parowania. Takie zajęcia, choć bardzo wciągające, należały już do przeszłości. Dlatego Justyna zrobiła tylko jedno szybkie zdjęcie kostki, póki jeszcze lód zachwycał blaskiem, a potem wróciła do mapy i cyrkla.

Autor: Justyna Czekała

Harfistka delikatnie – 38

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również małej, ciemnej kuchni w suterenie, gdzie dziewczynka o brudnej twarzy stała ze spuszczoną głową w oczekiwaniu na karę. Na przegniłej posadzce leżała garść rozrzuconych drobnych pakunków. Na zewnątrz było tego wieczoru bardzo mroźno; przechodnie spieszyli się do domów i nikt nie chciał od niej kupić zapałek, więc zmarznięta ostatkiem sił pobiegła do domu. Dziewczynka za wszelką cenę starała się koncentrować na płynącej z oddali muzyce.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 33

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament, zupełnie jak ten akrylowy wisiorek na takim jakby srebrnym łańcuszku, który dodawali ostatnio do tygodnika o gwiazdach ekranu. Ciotka żałowała, że nie kupiła go w końcu, bo fajny był i na pewno by się podobał wszystkim, i ona chodziłaby po kapustę przez osiedle w takim wisiorku, jak znana aktorka przed kamerami. Trza było się nie zastanawiać, a tak, to już wykupiły sąsiadki i one się będą obnosić po podwórku. Tymczasem lód stopniał i wyparował.

Autor: Justyna Czekała