Stado obłoków – 39

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były różnych kształtów. Chwilami przypominały watę cukrową, rozciągniętą z niektórych stron trochę mniej, z niektórych trochę bardziej.

Były też tam ciemne bure chmurzyska próbujące przysłonić małe delikatne jak pajęczynka obłoczki, pod którymi prześwitywało cudowne chabrowo-szafirowe niebo.

Hania była wtedy w ogrodzie małą ogrodniczką. Na grządkach rosły tysiące kwiatów. I fioletowe delikatne dzwoneczki, i tulipany, i narcyzy, i maki polne, rumianki, Fiołki aksamitki. Były też Róże, Hortensje i Lilie, malwy, georginie i zwykłe warszawianki.

Całe mnóstwo kwiatów potrzebujących słońca. „Muszę przegonić te chmurzyska” – pomyślała Mała Hania i natychmiast zdjęła z głowy błękitny kapelusz, na którego brzegach można było dostrzec, wyhaftowane przez jej babcię, drobniutkie małe kwiatuszki.

Hania chwyciła kapelusz i zaczęła nim przewiewać chmury. Była pewna, że jej się uda. Nie wiedziała wtedy, że dorośli by jej nie uwierzyli. Duża Hania, dorosła Hania patrzyła na Małą z uśmiechem, bo była przekonana, że to możliwe. Zaczęła wykonywać ćwiczenie tai-chi „poruszać rękami jak chmury”.

Autor: Hania

Była malutka – 35

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć udawała, że niby nic się nie dzieje. Tak naprawdę szukała możliwości wyjścia z pokoju. Na zewnątrz lało, dlatego opiekunowie nie chcieli jej wypuścić na dwór. A ona musiała wyjść.

Na dworze, gdzieś, nie wiadomo gdzie, leżał jej malutki, bezbronny, zagubiony miś. „Na pewno jest mokry” – myślała mała Hania. „Muszę go uratować i tym razem nic mnie nie powstrzyma”.

Wychowawczynie nie znały przecież Misia, dlatego nie pozwalały wyjść. Hania założyła czerwone gumowce i granatowy płaszczyk i już była na dworze. Mokrą ścieżką wśród drzew pobiegła przed siebie, rozglądając się wokół.

Dostrzegła go pod rynną. Leżał mokry, lekko ubłocony. „Teraz już będziesz bezpieczny. Zabiorę cię do mojego królestwa”. Hania schowała misia pod kurtkę i wróciła cichutko do pokoju. Tam go wysuszyła. A potem uszyła mu małe misiowe ubranko.

I Miś i Hania byli bardzo szczęśliwi.

Opiekunki widziały, że miała mokre włosy i że wychodziła, ale machnęły na to ręką.

O Misiu na razie nie wiedział nikt. Był bezpieczny. Mała Hania też, bo to był jej zagubiony Miś, którego w końcu odnalazła.

Autor: Hania

Mróz malował – 16

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz

Mała Hania spojrzała przez dziurkę. Zobaczyła swojego ojca, który niósł na rękach stertę porąbanego drewna. Hania podbiegła do drzwi, żeby je otworzyć. Za chwilę wszyscy razem usiedli przy piecu, do którego ojciec dołożył kilka szczapek drewna. Matka postawiła na fajerkach rondel, w którym podgrzała mleko. Brat podbiegł do kredensu po kubki i za chwilę naczynia napełniły się pysznym kakaem.

Ojciec zatarł dłonie rozgrzewając je nad ogniem. „Na dworze sroga zima, a nam ciepło i bezpiecznie. Cieszmy się tym” – powiedział. „Cieszmy się” – krzyknęli wszyscy – „tu jest tak ciepło, sucho i bezpiecznie”.

Autor: Hania