Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zamknął z powrotem. Chciał przedłużyć ten moment pomiędzy snem a jawą.
Autor: Felek
ćwiczenia literackie
Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zamknął z powrotem. Chciał przedłużyć ten moment pomiędzy snem a jawą.
Autor: Felek
Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i pomyślał – „jaka szkoda, że jest tak mgliście i pochmurno. Przydałoby się odrobinę słońca, które rozświetliłoby brzozy złociste w ten jesienny czas, a i człowiekowi lepiej by się wstało, raźniej”.
Autor: Felek
Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który wlókł się, noga za nogą, za ciągiem zwierząt przed nim, tak samo wolno idących. Mężczyzna, który na nim jechał, także pragnął odpoczynku, jak zwierzęta, a do oazy było jeszcze daleko – co najmniej dwie godziny jazdy. Trzymała go w pozycji pionowej myśl, że w oazie będzie mógł zmyć piasek, gnany przez wiatr. Piasek, który wciskał się mu wszędzie. Tego pragnął teraz najbardziej – porządnej kąpieli.
Autor: Felek
Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…
Szkoda psuć taką piękną i niepowtarzalną dekorację okna, pomyślałam. Wychuchana dziurka zepsułaby dzieło Dziadka Mroza. Opatuliłam się szczelniej pledem i usiadłam w swoim ulubionym kąciku z widokiem na okno, na akwarium z kolorowymi małymi rybkami i roślinkami zielonymi, które tak ochoczo rozmnażałam w lecie. Wkrótce pochłonęła mnie książka i zapomniałam o ornamencie na szybie.
Autor: Felek
Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były, przepływały nade mną i zdawały się nie mieć końca. Jedne znikały, pojawiały się następne – jak zdarzenia w życiu.
Autor: Felek
Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były takie białe, miały różne kształty, ale mnie najbardziej urzekł ciąg chmurek niezadużych, które przypominały mi pasmo gór kopulastych. Tak chciałabym je schodzić, a to przecież tylko chmurki.
Autor: Felek
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć tak naprawdę węszyła, skąd leci ten wspaniały dla niej zapach. Doszła. W czymś na stole leżało gotowane mięsko. Była malutkim szczeniaczkiem, ale sporych rozmiarów, więc wspięła się na tylnych łapach na stół i porwała znakomity kąsek. Smakował wspaniale. Warto nawet było być skarconą.
Autor: Felek