Rozległa pustynia – 26

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który zdawał się być coraz bardziej niespokojny. Przeczuwał zbliżająca się burzę piaskową i wyraźnie przyspieszył kroku, nie zważając na powściąganie lejców przez znużonego i beztroskiego jeźdźca.

Po kilku chwilach żółto-pomarańczowe barwy pustyni zmieniły się na biało-szare. Nadciągnął silny wiatr, wciskając wszędzie ziarnka piasku i groźnie, głośno świszcząc. Nagle wszystko stało się jednym wielkim tumanem kurzu i pyłu.

Duszące porywy wiatru zapierały dech w piersiach, a przymrużone mocno oczy, okrywane dłonią przed uderzeniami piasku, nie potrafiły wypatrzeć świateł ani nawet zarysu obozu.

Po kilku chwilach, zdających się wiecznością, wielbłąd doprowadził jeźdźca do namiotów. Tam mógł już bezpiecznie schronić się i odetchnąć z ulgą.

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 25

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który w zaskakująco wierny sposób odwzorowywał prawdziwego. Dzieło to, wykonane z mokrego piasku, wykończone starannie ciemno-brązową farbą, dumnie prezentował, szczerząc w uśmiechu białe zęby, młody Ali. Jako jedyny, z pobliskiej małej wioski, porzucił sprzedaż koralików i kamieni na rzecz piaskowej „sztuki jednego dnia”. I opłaciło mu się to stokrotnie! Z czasem został zaproszony przez prawdziwego artystę na nauki do jego atelier.

Autor: Ewa Majewska

Była malutka – 56

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć i tak nie spodziewała się już zobaczyć nic zaskakującego Przerobiła już niemal wszystkie lekcje i odkryła powtarzającą się w czasie cykliczność zdarzeń, zachowań, nastrojów i opadów. Teraz już TYLKO spokojnie SOBIE BYŁA – tak po prostu – taka malutka albo i nieco większa.

Autor: Ewa Majewska

Była malutka – 55

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć i tak wiedziała, że wszystko, co widzi wokół siebie nie jest prawdziwe i, jak tylko zamknie oczy, zniknie. A więc, jest tak, jakby tego nie było. Przynajmniej dla niej. Przynajmniej wówczas, gdy jej powieki się zamykają.

Autor: Ewa Majewska

Stado obłoków – 38

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były lustrzanym odbiciem zielonej krainy. Co bardziej sprawni i wytrenowani osobnicy, uprawiając poranny jogging, odbijali się raz po raz od wzniesień pagórków i od najbliższych krainie chmur. Odbicia były bardzo miękkie i przyjemne – amortyzowały późniejsze zetknięcie stóp z ziemią.

Autor: Ewa Majewska

Stado obłoków – 37

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były odzwierciedleniem myśli niewielkiej społeczności zielonej krainy. A że była piękna, to i myśli emanowały dobrem, ciepłem, miłością i miło było patrzeć na obłoki nad zieloną krainą. W każdej chwili, jeśli tylko masz ochotę – możesz do niej zajrzeć… Nie ma tam żadnych przejść granicznych ani strażników… Droga do niej zawsze jest otwarta…

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 19

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który mrużył swoje wielkie ciemne oczy, oprawione długimi zawiniętymi rzęsami, i uważnie przyglądał się człowiekowi owiniętemu szczelnie w niebieski turban, który nieubłaganie zbliżał się w jego kierunku. Mężczyzna zbliżył się w końcu na tyle, że jego wyciągnięta ręka ujęła wielbłąda za uzdę i jednym stanowczym ruchem zmusiła go do powstania z wygodnego legowiska. Wielbłąd posłusznie, z pełnym dostojeństwem, powoli udał się za niebieskim człowiekiem pustyni.

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 17

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który ze swoim wielbłądzim dostojeństwem i dumą powoli stąpał po żółto-pomarańczowych wydmach. Nie przejmował się ani trochę obsuwającym się co jakiś czas piaskiem, wytrącającym go tylko na chwilę z dostojnego, równego marszu, ani palącym słońcem, ani nawet burzą piaskową…, choć ziarna piasku, uderzające w jego sierść mocną siłą wiatru, musiały go boleć. On szedł, aż dostał sygnał, że jest na miejscu. Wtedy, z dostojeństwem i dumą wielbłądzią, padał na kolana i oddawał się zasłużonemu wypoczynkowi.

Autor: Ewa Majewska