Przydrożny kamień – 3

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy rozgrzewał się, by swoim ciepłem rozluźnić swoich gości. Emanował spokojem, życzliwością, nadzieją, a wręcz pewnością, że każdy z nich szczęśliwie dojdzie do swojego obecnego celu i szczęśliwie zakończy każdą kolejną podróż.

dla Ciebie napisała Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 39

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach.

Było to dziwne, bo zamek od dawna był niezamieszkały i zamknięty na cztery spusty. Wejścia do niego broniła brama, drzwi zamknięte na łańcuch i tabliczka z napisem: „Wstęp wzbroniony. Obiekt zagrożony katastrofą budowlaną”.

Któż więc ośmielił się sforsować te zabezpieczenia?

Do pierwszej postaci dołączyły kolejne. Kilka ludzkich figurek wędrowało po zamkowych murach.

Pilnujący obiektu nocny strażnik zadzwonił po policję. Otoczono zamek i poczekano, aż nieproszeni goście sami zejdą na dół.

Okazało się, że nie zeszli, a… zjechali na linach. Była to grupa alpinistów, którzy w ramach praktyk postanowili wspiąć się na zamkowe mury.

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 1

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy był bardzo uważny. Przyglądał się im, wczuwał w ich położenie i… działał…

Był Aniołem, wysłanym na Ziemię, by pomagać tym, którzy na nim usiądą. Rozjaśniał ich myśli, koił serca i do centrali w niebie wysyłał zamówienia. Anioły, tkające przyszłość, uwzględniały jego spostrzeżenia i dalej już same sprawdzały, czego potrzebuje wędrowiec.

Ludzie nie wiedzieli o misji kamienia. Mimo to, przynajmniej raz dziennie ktoś, niby przypadkiem, przysiadał na nim i się zamyślał, przedłużając swój odpoczynek.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 22

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył Noc, która pochylała się nad nim z troską w oczach.

– Wstawaj Poranku – odezwała się – Ja już muszę odejść, a Świtu jeszcze nie ma. Zadzwonił, że coś zatrzymało go w drodze. Dzisiaj go nie będzie, więc ty wcześniej musisz zacząć swój dzień.

Poranek zamrugał oczami i próbował wstać z łóżka. Zakręciło mu się w głowie. Pora była nieprzyzwoita. Jeszcze nigdy nie musiał wstawać tak wcześnie! Noc popatrzyła na niego ze współczuciem i powiedziała:

– Poranku, w kuchni czeka na ciebie kawa i gorąca owsianka. Ja już wychodzę.

Poranek pokiwał głową. Noc założyła płaszcz i pomachała mu ręką na pożegnanie. Usłyszał trzaśnięcie drzwi i powlókł się do kuchni. Kawa pachniała wspaniale. Ale wybrał owsiankę, bo burczało mu w brzuchu. Powoli wracała jasność umysłu. Rozpoczął nowy dzień…

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 20

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i znowu je zamknął. Zanurzył się głębiej w ciepłą pachnącą poduszkę. Głowę miał lekką i jasną.

– Jaki cudowny dzień – pomyślał – mam dużo czasu… i taki jestem wypoczęty…

Uszy pieściła łagodna muzyka.

„Noc nastawiła relaksację, jak miło” – pomyślał i uśmiechnął się do siebie.

– A ja przynoszę ci śniadanie do łóżka – powiedział Świt.

– Mmmm? – niepewnie mruknął Poranek.

– Głośno myślałeś – uśmiechnął się Świt.

Poranek speszony usiadł na łóżku. Świt podał mu tacę ze śniadaniem. Kawa pachniała wspaniale.

– Nie musisz się śpieszyć, wcześniej wstałeś.

– Aha – odpowiedział Poranek, pałaszując świeże bułeczki.

– Plan zajęć masz na biurku, ja jeszcze nastawię zmywanie – powiedział Świt i zniknął w kuchni.

Poranek jadł z leniwą przyjemnością. Popatrzył na biurko i uśmiechnął się do siebie. „Zapowiada się wspaniały dzień” – pomyślał….

Autor: Ewa Damentka

Rozległa pustynia – 33

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który szedł spokojnie miarowym krokiem i przenosił na swoim grzbiecie człowieka i jego bagaże. Wielbłąd przemierzał ten szlak wiele razy. Dobrze znał teren, mimo że pod wpływem wiatru wydmy zmieniały swój kształt i położenie. Wielbłądowi to nie przeszkadzało, jego właścicielowi również. Obydwaj nawet nie rozglądali się po okolicy. Wiedzieli, że nogi wielbłąda niechybnie znajdą właściwą drogę i doprowadzą ich prosto do domu.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 16

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i usiadł na łóżku. Niepewnie dotknął głowy. Wstał i z powrotem szybko usiadł na łóżku.

– Znowu balowałeś w nocy? – zapytał Świt, podając mu kawę.

– Nie. Wcześnie się położyłem. Miałem jakieś sny. Coś latało mi po głowie. Nie mogę sobie przypomnieć. Męczące to było.

– Jak ważne, to się przypomni. Na razie puszczę ci relaksację.

– Dobrze – niepewnie odpowiedział Poranek.

Wypił łyk kawy i trzymając się ścian dotarł do łazienki.

Odkręcił kurek, a gdy woda zaczęła napływać do wanny, usłyszał dźwięki relaksacji.

Z wdzięcznością pomyślał o Świcie – „On zawsze o wszystkim pamięta. Ideał chodzący”. Zaraz pojawiła się kolejna myśl – „Nieważne, wskakuję do wanny”.

Z rozkoszą zanurzył się w ciepłej wodzie, namydlił, wyszorował…

– Miłego dnia – krzyknął Świt – śniadanie masz w kuchni. Ja już wychodzę.

– OK! – odpowiedział Poranek

Leżał leniwie w wannie pełnej ciepłej wody, słuchał relaksacji i czuł, jak ciało zaczyna się rozluźniać, a myśli układać. Prawie zobaczył, jak przejaśnia mu się w głowie.

– Jeszcze wczesny ranek. Dużo zdążę zrobić – pomyślał z satysfakcją.

Zanurzył się głębiej w ciepłej wodzie i zaczął układać plan dzisiejszych zajęć.

Po chwili, radosny i rozluźniony, wyszedł z wanny. Ubrał się, zjadł śniadanie i wziął się do roboty.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 14

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i ziewnął. „Chyba pora wstawać” – pomyślał sobie i znowu ziewnął.

Zaspany popatrzył na Świt, który krzątał się wesoło po kuchni.

– No, wstałeś wreszcie – z ulgą powiedział Świt – śniadanie masz w kuchni, ja już wychodzę

– Mieliśmy pogadać – niepewnie szepnął Poranek.

– Dziś już nie zdążymy. Może jutro się uda? – odpowiedział Świt.

– Codziennie tak mówisz – mruknął Poranek i wygodniej ułożył się w łóżku.

– Bo codziennie długo śpisz. Co robiłeś w Nocy?

– Nie pamiętam, chyba byłem czymś zajęty.

– To życzę miłego dnia. Do jutra! – Świt przesłał całusa i zniknął.

Poranek pomyślał, że pewnie znowu poleciał na randkę z Jutrzenką.

Zastanowił się chwilę, i niechętnie zszedł z łóżka.

Przedpołudnie z Południem pewnie zaczną niedługo dobijać się do drzwi, Niedługo potem zjawi się Popołudnie a następnie Wieczór. Nie wypada, żeby zastali go zaspanego i w piżamie.

Wszedł pod prysznic i, kiedy mył się pod ciepłą wodą, pomyślał z buntem, że ma dziś dużo pracy. Zaraz jednak przyszedł spokój. Poranek przypomniał sobie, że to od niego zależy, jak ułoży się cały dzisiejszy dzień.

Poszedł do kuchni, wlał sobie herbaty, posłodził ją. Zjadając śniadanie planował dzisiejsze zajęcia…

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 11

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i szybko zamknął je z powrotem. Chciało mu się spać. Slyszał głosy dobiegające z kuchni. „Mamy gości?” – pomyślał zdziwiony i wygodniej ułożył się w łóżku.

Trzasnęły drzwi wejściowe – widocznie Świt właśnie wyszedł. „A kto został w mieszkaniu?” – zastanawiał się leniwie Poranek. Bardzo nie chciało mu się wstawać. Jednak mus, to mus…

Zrezygnowany usiadł na łóżku i właśnie wtedy w drzwiach jego pokoju stanęła Ela. Popatrzyła na niego z troską i powiedziała:

– Poranku kochany, zrób sobie wolne i pośpij do Południa. Ja zajmę się wszystkim.

Poranek popatrzył na nią z niedowierzaniem, jednak posłusznie położył się i zamknął oczy. Ela otuliła go kołdrą, mówiąc:

– Odpoczywaj, należy ci się dzień urlopu.

Poranek przeciągnął się…, poprawił sobie poduszkę…, rozkoszował się wygodnym materacem…, wreszcie zasnął… Na chwilę otworzył oczy, gdy Popołudnie żegnało Elę.

Poranek rzadko miał okazję do wypoczynku. Pomyślał o Eli z wdzięcznością i znowu zanurzył się w krainę sennych marzeń.

dla Felka napisała Ewa Damentka

Stado obłoków – 45

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były zielone. Płynęły po różowym niebie, oświetlanym przez niebieskie słońce. W dole widziały żółte wstążki rzek, fioletową ziemię, czerwone drzewa i żółto-pomarańczowe morze.

Namalowane były przez małe dziecko. Na szczęście nikt z dorosłych nie powiedział mu, jak należy malować, więc maluszek tworzył kolejne barwne obrazki, które rodzice zawieszali na ścianach jego pokoju.

Ten z obłokami urzekł ich szczególnie. Oprawili go pięknie i zawiesili w salonie.

Autor: Ewa Damentka