Na marmurowym blacie – 15

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty kusiły, przywoływały marzycieli i racjonalistów, obiecywały…

Księga potrafiła stworzyć świat, który odpowiadał jej czytelnikowi. Umiała dostosować się do każdego, kto ją przeglądał. Czasami słychać było krzyki, wołania o pomoc ludzi, którzy zostali w niej uwięzieni. Nie było ich dużo, bo księga zwykle tworzyła światy odpowiadające gustom jej czytelników.

Dla tych niezadowolonych tworzyła kolejne iluzje. W końcu wszyscy uwierzyli, że z niej wyszli i wreszcie prowadzą życie w realnym świecie.

Czarodziej, który wyczarował tę księgę i umieścił ją na marmurowym blacie, miał nadzieję, że wchłonie ona wszystkich ludzi i świat stanie przed nim otworem.

Nie zauważył, że coraz mniej osób czyta tradycyjne książki. A ci, co jeszcze je lubią, coraz częściej wybierają e-booki. Nie zauważył również, że rolę książek zastąpił coraz powszechniejszy internet. On też potrafi wciągnąć….

Autor: Ewa Damentka

Kwiat paproci rozkwitał – 41

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał ludzi spragnionych spokoju, radości i miłości. Ludzi, którzy pragnęli się odnaleźć i nie chcieli ponownie zgubić się w życiu. A czasy były coraz szybsze, zakręcone i ciężkie, wręcz ponure. Kwiat paproci swoją obecnością obiecywał i zawsze dotrzymywał tej obietnicy. Obdarowywał każdego bez wyjątku. Wystarczyło tylko znaleźć się blisko niego, by dostać w prezencie przestrzeń i aurę – świetlistą otoczkę, która otaczała człowieka i spowalniała wewnętrzny czas, wprowadzała spokój miłość i wewnętrzny ład.

Autor: Ewa Damentka

Na marmurowym blacie – 10

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty pamiętały wiele wydarzeń, zarówno tych, które były w niej opisane, jak i tych, których była świadkiem.

Kronika pamiętała wszystkich archiwistów, którzy zapełniali jej strony starannym pismem. Pamiętała również ilustratorów, którzy przyozdabiali ją pięknymi ilustracjami.

Sama chętnie czytała zapisywane w niej historie. Równie chętnie porównywała je z rzeczywistością. Dobrze pamiętała rozmowy archiwistów i była trochę zdziwiona, kiedy kilka, a czasami kilkadziesiąt, lat później inni archiwiści zapisywali swoje notatki o przeszłych wydarzeniach i dokonywali zmian w starych zapiskach. Bohaterów zamieniano w antybohaterów i odwrotnie. Znaczące osoby pomijano, a nieznaczącym przypisywano zasługi.

Księga z nadzieją myślała, że jej czytelnicy uruchomią swój zdrowy rozsądek i czytając ją, będą zawsze pamiętali, że historia nie jest obiektywna, bo zwykle jest dostosowywana do potrzeb aktualnych władz.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 43

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył Świt, który przyglądał mu się z marsową miną i troską w oczach,

– Poranku, kaszlałeś przez sen – powiedział Świt i dodał – proszę, zadbaj o siebie.

Mówiąc to, Świt podał mu tacę z bułeczkami z masłem i kubkiem gorącego kakao. Poranek spojrzał na niego z wdzięcznością i zabrał się za swoje śniadanie.

Świt przyglądał mu się uważnie i powiedział:

– Poleż jeszcze. Dziś nie musisz wstawać. Ja zostanę dłużej, a Przedpołudnie przyjdzie wcześniej.

Poranek ze wzruszeniem pomyślał o swoich przyjaciołach. Błogo zrobiło mu się na myśl, że może jeszcze poleżeć i pospać.

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 28

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy traktował ich tak, jak gospodarz domu podejmuje gości. Rozpraszał smutki i częstował spokojną radością.

Ludzie często do niego wracali, choć nie wiedzieli czemu.

Tylko nieliczne osoby były na tyle wrażliwe, żeby zauważyć, co robi kamień. Wtedy z reguły myślały z wdzięcznością o jego staraniach. A kamieniowi robiło się wtedy lekko na sercu i myślał, że dla takich chwil warto trwać jak najdłużej.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 41

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i uśmiechnął się szeroko. „Nowy dzień” – pomyślał przepełniony wdzięcznością – „Boże, dziękuję Ci za nową szansę i nowy wspaniały dzień”.

Wstał uśmiechnięty i poszedł do kuchni, żeby nastawić wodę na herbatę

Autor: Ewa Damentka

Księżyc wyszedł zza chmur – 45

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Była to spragniona sensacji turystka, która ukryła się w jakimś kącie podczas zwiedzania muzeum i teraz rozkoszowała się pięknym, nieziemskim widokiem… Pochłonięta zachwytem zapomniała, że widok jest jak najbardziej „ziemski”…

Autor: Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 12

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy delikatnie kołysał się, jakby chciał utulić ich do snu, by porządnie odpoczęli, zregenerowali się, zostawili na nim swoje troski i lżejsi, weselsi, z nadzieją ruszali w swoją stronę.

Ich troski kamień przekazywał Matce-Ziemi, a ona rozdzielała je między swoich podopiecznych – dzięki temu trawa rosła zieleńsza, a rośliny i drzewa też były zdrowsze i bardziej dorodne. Ludzkie troski dodawały im sił, były ich pożywieniem. „A ludzie też na tym zyskiwali” – tak sobie myślał kamień, kiedy zajmował się kolejnym przechodniem.

Niektórzy z wędrowców – nie wiedzieć czemu – często wracali. To tak, jakby wędrowali tylko po to, by mieć pretekst, by usiąść na kamieniu. Kamień uśmiechał się na ich widok, kołysał się lekko i nucił im swoją melodię…

dla Ciebie napisała Ewa Damentka

Poranek obudził się – 30

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i przez otwarte drzwi swojego pokoju zobaczył salon i ślady wczorajszej zabawy. Stosy brudnych talerzy, brudne szklanki i kieliszki, resztki jedzenia. Widział też gości, którzy leżeli na kanapach, na podłodze lub kiwali się na krzesłach. Noc siedziała w fotelu z opaską na oczach i jęczała. Świt przykładał jej mokry kompres na czoło i podawał gorącą, mocną herbatę. Wieczór jęknął i próbował się przekręcić z boku na bok. Nagle krzyknął z bólu i złapał się za brzuch. „Ja muszę do łazienki” – jęczał.

Świt posłał Porankowi błagalne spojrzenie. Poranek zrozumiał, szybko wstał z łóżka i zaopiekował się Wieczorem. Z niesmakiem patrzył, jak ten wymiotował, zwracając wczorajszą kolację. Wlał gorącą wodę do wanny i pomógł Wieczorowi wykąpać się. Wytarł go, założył mu szlafrok i zaprowadził do sypialni. Wrócił do salonu i bezradnie popatrzył na gości. Niektórzy spali twardo, inni pojękiwali przez sen.

– Zostaw ich – powiedział Świt – obudzą się i pójdą sobie.

Rozległ się dzwonek do drzwi. Poranek otworzył je i zobaczył Przedpołudnie, które uśmiechnęło się do niego promiennie i powiedziało:

-Jestem wcześniej, mam przeczucie, że się przydam.

Świt nadal pielęgnował cierpiącą Noc, a Poranek z Przedpołudniem wzięli się za sprzątanie. Pomagało im Południe. Goście stopniowo budzili się i wracali do swoich domów.

Gdy przyszło Popołudnie, cały dom lśnił czystością. Zmęczona Noc powędrowała swoją drogą. Wieczór jeszcze spał, a wyczerpany Świt położył się na wolnym łóżku i też zasnął. Poranek marzył o tym, by pójść jego śladem. Przedpołudnie i Południe też były zmęczone.

Popołudnie popatrzyło na nich bystrym okiem. Otworzyło barek i zapytało:

– Może drinka na dobre samopoczucie?

Poranek przypomniał sobie poranny widok i głośno powiedział:

– Nie, dziękuję.

Przedpołudnie i Południe również odmówiły.

– Jak chcecie – Popołudnie wzruszyło ramionami i nalało sobie alkohol. Wypiło jednym duszkiem i znowu sięgnęło po butelkę.

– Nie rób tego – warknął Poranek.

– O co ci chodzi? – zapytało zdziwione Popołudnie.

– Nie rób tego więcej – powtórzył Poranek, a widząc, że Popołudnie nalewa sobie drugiego drinka, ponownie ostrzegł – nie rób tego więcej, albo samo będziesz sprzątać po sobie.

Popołudnie zdziwione rozejrzało się po mieszkaniu.

– Jest czysto, o co ci chodzi?

Poranek poczuł, że roznosi go wściekłość, zacisnął pięści i starał się opanować. Popołudnie popatrzyło na niego jak na wariata.

– Poranek ma rację – powiedziało Przedpołudnie i dodało – Ty masz zabawę. Wieczór i Noc chorują, a my z Porankiem sprzątamy. Jeśli nadal będziesz pić, to przestaniemy sprzątać i będziesz siedzieć w brudzie i wymiocinach Wieczoru i twoich gości.

– Zobaczymy – ze złością powiedziało Popołudnie i szybko wypiło drugiego drinka.

Popatrzyło triumfująco po zebranych i zapytało drwiącym tonem – I co mi zrobicie?

– Dotrzymamy obietnicy – spokojnie powiedział Poranek. A Przedpołudnie i Południe przytaknęły.

Zostawili Popołudnie i poszli odpocząć. Popołudnie, porządnie rozzłoszczone, kopnęło najbliższe krzesło i sięgnęło po butelkę. Nalało sobie trzeciego drinka. Usiadło w fotelu, kieliszek trzymało w dłoniach. „Chyba się napiję” – pomyślało…

Poranek, zasypiając, zastanowił się, jak będzie wyglądało mieszkanie, gdy obudzi się jutro rano. „Już nie mam na to wpływu. Ale muszę być konsekwentny, bo inaczej Popołudnie się nie opamięta” – pomyślał i zamknął oczy. Wyobraził sobie czyściutkie mieszkanie i radosny Świt, który powita go następnego ranka. „Niech się tak stanie” – cichutko szepnął Poranek i zasnął…

Autor: Ewa Damentka