Stary archiwista – 3

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wielką salę wypełnioną regałami z dokumentacją.

Z zawodowego nawyku przyjrzał się opisom na teczkach, szukając klucza, według którego uporządkowano zbiory. Szybko go znalazł! Alfabetycznie, według nazwisk i imion, uporządkowano teczki osób piastujących ważne stanowiska w kraju. W kolejnych salach teczki były porządkowane wg numerów PESEL.

Ze zdziwieniem zobaczył własną teczkę. Były tam jego notatki, pamiętnik, wysłane listy i e- maile, sms-y, zapisy jego rozmów telefonicznych oraz rozmów z przyjaciółmi i rodziną – zarówno w domach, jak i podczas spacerów. Również były zdjęcia – jego i jego rozmówców. Zawstydził się, gdy zobaczył zdjęcia z własnej nocy poślubnej. Zdziwiony odkrył, że w teczce znajdują się również materiały, które zniszczył. Ba, nawet przypomniał sobie, kiedy to zrobił i w jaki sposób.

„Nic nie ginie” – z megafonu popłynął głos – „Teraz ty będziesz zajmować się tym archiwum. Zadbaj o to, by nie wpadło ono w niepowołane ręce. Korzystaj z niego ostrożnie – zgodnie z własnym sumieniem i interesem społecznym – rzeczywistym interesem, a nie wydumanym! Bądź bardzo uważny i ostrożny, bo udoskonalamy sposoby pozyskiwania materiałów. Niedługo w teczkach będą zapisywane także myśli i zamiary każdego człowieka”.

Stary człowiek obudził się zlany zimnym potem. Zapalił nocną lampkę, wsłuchał się w oddech leżącej obok niego żony. Westchnęła przez sen i przewróciła się na drugi bok. Panika powoli ustępowała. „Więc to tylko sen” – pomyślał i po raz pierwszy w życiu ucieszył się, że jest już emerytem…

Autor: Ewa Damentka

W samo południe – 40

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Dziecko przyglądało się jej uważnie. Chciało jej dotknąć, ale cofnęło rączkę. Przyglądało się tak, jakby widziało po raz pierwszy w życiu kostkę lodu na pustyni.

Jego tata, barman, od rana bawił się, kładąc kolejne kostki lodu na piasku. Dziecko przyglądało się uważnie każdej kostce. A rozgrzany piasek pustyni był bardzo wdzięcznym tłem dla tej zabawy.

Autor: Ewa Damentka

Drewniana łódka – 14

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce zalała ona cały świat pewnego człowieka. Topił się i widział, jak tonęło wszystko, co dotąd znał.

Bezradnie patrzył, jak łódka uwalnia się, bo łańcuch, którym przymocował ją do pomostu, zsunął się z palika.

Człowiek nie chciał, a może nie umiał wsiąść do łódki… Nie chciał, a może nie umiał zostawić swojego świata, który właśnie tonął w odmętach… Łódka odpłynęła, a on się temu przyglądał…

O dziwo, nie zatonął. Nie wie, jak to się stało, ale nie zatonął. Jednak nie został w swoim świecie. Nawet nie wie, gdzie ten świat jest, bo powódź, która wcześniej udawała falę przypływu, zaniosła go gdzieś daleko, nie wiadomo gdzie. Na nowe lądy, nowe wody, do nowych ludzi, nowych zasad…

Człowiekowi ciężko żyć w tym nowym świecie, w którym wszystko jest nieznane. Nie ma tego, do czego się przyzwyczaił. Wie jednak, że powinien do tego nowego przywyknąć…

Tęsknota za starym światem nie mija i często szarpie, więc czasami człowiek marzy po cichutku, że nadejdzie nowa powódź i zaniesie go z powrotem do jego poprzedniego świata… może… kiedyś….

Autor: Ewa Damentka

W samo południe – 35

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament… Leżała, chociaż nie powinna. Trwała, choć nie mogło się to udać. A jednak… była… i dawała nadzieję, że można łączyć skrajności i że niemożliwe jest całkiem możliwe, prawdziwe i realne.

Autor: Ewa Damentka

W samo południe – 32

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Kiedyś myślałabym, że to niemożliwe, ale teraz wydaje mi się to całkiem prawdopodobne. Jakiś czas temu, we włoskiej knajpce w Śródmieściu Warszawy, zamówiłam deser o nazwie „lody w cieście”. Ku swojemu zdziwieniu, otrzymałam gorące ciastko, trójkątne, a w środku były bardzo zimne lody. Były pyszne. Od tego czasu i kostkę lodu na pustyni potrafię sobie wyobrazić.

Autor: Ewa Damentka

Drewniana łódka – 1

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce woda zakryła pomost, do którego łódka była przywiązana. Łańcuch mocujący zsunął się z palika i uwolniona łódka odpłynęła wraz z cofającymi się falami, wyruszając w swoją własną podróż.

Dopłynęła do kolejnej przystani, gdzie znalazła nowego opiekuna, który zawsze pamiętał o tym, żeby przymocowywać ją niezbyt starannie do pomostu, żeby silne fale przypływu znowu mogły ją uwolnić, a odpływ mógł ją zabrać w kolejną podróż.

„Kto wie, ile podróży i ile przygód czeka jeszcze tę drewnianą łódkę? Może kiedyś wróci z powrotem do starego właściciela?” – tak sobie myślał jej nowy opiekun.

Bardzo ucieszył się, gdy któregoś dnia, po wyjątkowo wielkim przypływie, łódka zniknęła z przystani. Uradowany zapatrzył się w morze i życzył łódce szczęśliwej podróży.

Autor: Ewa Damentka

Nitki babiego lata – 66

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki. Maleńka żabka przycupnęła na listku, który płynął środkiem strumyka. Czuła się jak odkrywca, bo odbywała właśnie najdłuższą podróż swojego dotychczasowego życia…

Autor: Ewa Damentka

W samo południe – 22

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Nawet nie przeszkadzało to, że była sztuczna. Pracownicy pobliskiego hotelu podrzucali ją i inne sztuczne kostki lodu na piaski pustyni. Turyści zwykle zatrzymywali się na ich widok, cudowali, robili zdjęcia, a potem tłumnie przychodzili do hotelowej restauracji na przepyszne zimne napoje – oczywiście z prawdziwymi kostkami lodu włożonymi do szklanek.

Autor: Ewa Damentka

Harfistka delikatnie – 30

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do kobiety i mężczyzny, którzy ślęczeli nad jakimiś papierami. Była to dokumentacja pewnego projektu.

Początkowo przeglądali ją trochę bezładnie, próbując znaleźć jakiś punkt zaczepienia – punkt startowy. Teraz, gdy zabrzmiała muzyka, oboje poczuli jej rytm i w tym rytmie zaczęli pracować. Szybko uporali się z zadaniem, jakie mieli do wykonania i sięgnęli po kolejną dokumentację. Oboje, skupieni na wykonywanym zadaniu, nie rejestrowali upływu czasu. Harfistka przestała grać, a oni nadal pracowali w rytm jej muzyki. Wieczorem każde z nich miało poczucie dobrze spędzonego dnia i satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.

Autor: Ewa Damentka

Nitki babiego lata – 58

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Łąka lśniła w promieniach słońca. Kolorowe, pachnące kwiaty przyciągały owady, więc nad łąką panował spory ruch i gwar – trzepot motylich skrzydeł mieszał się z buczeniem trzmieli, brzęczeniem pszczół i os, bzyczeniem komarów…

Muzyczny letni koncert wzbogacało jeszcze kumkanie żab, żyjących w pobliskim stawie, i śpiew ptaków…

Pracowity, gwarny, codzienny, letni dzień…

Autor: Ewa Damentka