Światła latarni – 21

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy, którymi mieniły się również miejskie kałuże.

Powietrze pełne było wilgotnego światła, które nawilżało to, co dotąd było zeschnięte, wysuszone na wiór. Zarówno stare drewniane ławki i poręcze, jak i stare zaschnięte ludzkie nawyki i rutynowe myśli.

Część przechodniów odczuła to. Zatrzymali się, by kontemplować cudowny spektakl światła i wilgoci. Podziwiali piękne kałuże, deszcz mieniący się kolorami tęczy i światła latarni, które wspólnie tworzyły przepiękną scenografię.

Przystający ludzie nawet nie zauważali, że oddychają spokojniej i głębiej, a światło rozjaśnia ich płuca, serca, głowy i każdą komóreczkę ciała. Rozjaśniało również myśli. Jeden z przechodniów ułożył wiersz, który spisał tuż po powrocie do domu. Drugi – księgowy – wpadł na pomysł, jak jeszcze lepiej zoptymalizować swoją pracę. Inżynier rozgryzł problem, który go trapił, malarz namalował piękny obraz, a inni…? Każdy zrobił coś niecodziennego. I mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że inspiracją były: mżawkowy pył, kałuże i światła latarni.

dla Anny-Marii napisała Ewa Damentka

Na marmurowym blacie – 51

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty pełne były różnych historii. Zawierały dzieje wszystkich ludzi żyjących na świecie – i tych, którzy przeżyli kiedyś swoje życie, i tych, którzy żyją teraz…

Właśnie zapełnia się nowa karta, dla nowego podróżnika, dziecka, które było wymodlone i długo wyczekiwane przez swoich rodziców. Od dawna było już w drodze – wiele miesięcy w maminym brzuchu formowało się, rozwijało i szykowało do pierwszej dużej zmiany. Niedawno się urodziło, ku radości zakochanych w nim rodziców…

Całe życie przed nim. I dzięki temu, na kartach księgi pojawią się nowe, kolejne zapiski…

dla Maleństwa napisała Ewa Damentka

Światła latarni – 15

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy…

Mały ufoludek przyglądał się temu z dużą przyjemnością.

Oglądał już wiele planet, zwiedził różne zakamarki wszechświata, ale jak dotąd żaden z widoków nie przypadł mu do serca tak bardzo, jak wieczorny, jesienny, drobny deszczyk padający w pewnym mieście na planecie Ziemia.

Autor: Ewa Damentka

Stary archiwista – 34

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył świat swojego dzieciństwa. Obrazy, smaki, dźwięki i zapachy mieszały się ze sobą, tworząc harmonijną całość. Przypominały mu świąteczne pierniczki przygotowywane przez jego babcię.

Stary człowiek stał w półotwartych drzwiach, chłonąc świat, który przeminął, a jednocześnie był w nim cały czas…

„Pora na nowe obowiązki” – pomyślał – „Teraz, kiedy przechodzę na emeryturę, skupię się na tym, by zapewnić wspaniałe dzieciństwo swoim prawnukom”.

Autor: Ewa Damentka

Światła latarni – 10

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Młoda mama popatrzyła z czułością na swoje dziecko leżące w małym wózeczku. Odsłoniła daszek wózka, żeby maleństwo mogło oglądać mżawkowy pył. Nic mu się nie stanie. Jest ciepło, a poza tym mały nawet nie zmoknie, bo tata trzyma nad nim rozpostarty parasol – przezroczysty, żeby dziecko mogło oglądać świat i widoki, jakie rodzice chcą mu pokazać…

dla Mamy Maleństwa napisała Ewa Damentka

Światła latarni – 3

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy…

Śpieszący się mężczyzna nawet tego nie zauważył. Szedł zatopiony w swoich myślach. Pracował do późna. Przeciągał pobyt w biurze, choć nie chciał się do tego przyznać. Sam przed sobą ukrywał, że nie chce mu się wracać do domu.

Słodka kiedyś istota – teraz jego żona – zamieniła się w zgryźliwą jędzę, która zatruwała wspólne chwile.

Ocknął się z zamyślenia, gdy na jego nos spadła duża kropla wody, która spłynęła z latarni. Rozejrzał się dookoła i w mżawkowym pyle zobaczył kinowy neon. Postanowił sprawdzić, co grają. Może uda mu się spędzić miło godzinę lub dwie, oglądając ciekawy film.

Udało się. Był w kinie trzy godziny i wrócił do domu, gdy żona już spała.

Autor: Ewa Damentka

Stary archiwista – 21

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył… wiewiórki. Dużo wiewiórek – siedzących na gałęziach, wyglądających z dziupli, skaczących z drzewa na drzewo oraz siedzących pod drzewem, z orzeszkiem w łapkach.

Zdziwiony patrzył na zieloną trawę, drzewa z zielonymi listkami i rude wiewiórki, które czuły się swobodnie i nie uciekały na jego widok. Kilka z nich nawet przyjrzało mu się ciekawie, by po chwili wrócić do swoich zajęć.

„Może wziąć z nich przykład?” – pomyślał archiwista, który zawsze był akuratny i spięty. Nieśmiało zrobił pierwszy krok, potem drugi i trzeci. Stąpał po zielonej trawie. Słońce oświetlało jego twarz, a lekki wiaterek wichrzył włosy.

Starszy pan położył się na zielonej trawie, wystawił twarz do słońca, zamknął oczy i zaczął marzyć o niebieskich migdałach. Rozluźnił się i zasnął. Drzwi do archiwum cichutko się przymknęły, a wiewiórki obsiadły mężczyznę, przyglądając mu się ciekawie.

Archiwista miał spokojną twarz i dalej marzył. Już nie musiał się niczego bać. Wiedział, że za kilka minut, jak się zrelaksuje, to otworzy oczy i wróci do pracy. Tym razem będzie już jednak pamiętał, że ma własny pokój do regeneracji.

Autor: Ewa Damentka

Drewniana łódka – 36

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce łódka była wolna, bo łańcuch, który przywiązywał ją do pomostu, odplątał się.

Łódka skorzystała dobrze z tej wolności i pływała tam, gdzie miała ochotę popłynąć. Dość długo trwało, zanim zorientowała się, że człowiek, który w niej siedzi i wiosłuje, nie jest jej częścią.

Było to dla łódki dziwnie, ale lubiła tego człowieka i dalej chętnie wypływała z nim w morze.

dla Ciebie napisała Ewa Damentka

Stary archiwista – 12

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył swoje dawne kłopoty.

Dobrze bawiły się – przyćmione światło, dym z cygar, zapach perfum, karty, roznegliżowane kobiety, muzyk grający skoczne melodie na pianinie, obok wielka kartka z napisem „UWAGA – nie strzelać do pianisty”, kowboje, chodzący rozkołysanym krokiem, z coltem u pasa.

Archiwista stał jak skamieniały. Kłopoty zobaczyły go i nie były zadowolone. „Znowu ten stary ciamajda” – jęknął któryś z nich. Zaczęły się naradzać. Jeden z nich krzyknął: „Wynoś się! Nie chcemy cię tutaj! Nie po to uciekliśmy, żebyś nas odnalazł”.

Patrzyły groźnie w jego stronę. Mężczyzna cofnął się zaskoczony. Obok niego przebiegło kilka cieni. Rozpoznał je bez problemu – to jego aktualne kłopoty. Skoczyły do sali z dawnymi. Drzwi się zamknęły, ściana zasunęła, a przycisk zniknął.

Archiwista czuł olbrzymie zdumienie, aż potrząsnął głową z niedowierzaniem. I pomyślał: „Kłopoty zniknęły. Już nie mam żadnego usprawiedliwienia. Muszę być zdrowy i zadowolony. Inaczej to wszystko nie miałoby sensu”.

Autor: Ewa Damentka

W samo południe – 46

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament…

Czekała na osobę, która ją zauważy i doceni. Która nie potraktuje jej jak kuriozum, coś, czego nie powinno być. Na kogoś, kto zatrzyma się, zagadnie życzliwie, popatrzy z sympatią. Wtedy z kostki lodu zostanie zdjęty czar i odzyska ludzką postać.

Tym razem już nie będzie podatna na złe czarodziejskie wpływy, bo wcześniej dostanie bezinteresowną akceptację, życzliwość, zgodę na swoje istnienie i na to, że może być sobą. Już nigdy nikogo nie będzie musiała udawać.

Tak sobie leży i czeka na kolejnego turystę – wędrowca, który ją wypatrzy.

Kto wie, może czeka właśnie na Ciebie?

dla Anny-Marii napisała Ewa Damentka