Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył plafon wiszący na suficie. W plafonie widoczne było zbiorowisko chitynowych pancerzy. Przypomniał sobie, że ubiegłego wieczora w plafonie siedziała martwa Heloiza, a obok niej powłóczył swoimi wieloszczetowymi nogami jej Abelard. Poranek współczuł Abelardowi, ponieważ nie chciało mu się zdejmować plafonu i uwolnić Abelarda. Częściowo wynikało to z lenistwa, częściowo zaś z faktu, że Poranek nie lubił owadów. I w ten sposób obok martwej Heloizy po pewnym czasie spoczął martwy Abelard, a to dlatego, że w plafonie paliły się żarówki i cała wilgoć, zgromadzona pod jego chitynowym pancerzem, wyparowała. Było to dla Poranka niemiłe zdarzenie, ale Poranek miał wieczornego doła. Dlatego, kiedy Poranek obudził się o poranku, poczuł się podbudowany, ponieważ smutną historię Heloizy i Abelarda miał już za sobą. A za oknem wstawał nowy dzień i Poranek postanowił zanurzyć się w jego jasne światło.
dla Felka napisał Dżony