Na marmurowym blacie – 53

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty zapisane były wersami pełnymi radości i miłości, w związku ze zbliżającymi się narodzinami w kolejnych pokoleniach. W tym pokoleniu dziadek z babcią pisali do swojego przyszłego wnuka. Cieszyli się z jego narodzin. Głaskali go po brzuszku i uśmiechali się do niego. Rozmawiali z nim, a on reagował na to, co mówią, jakby rozumiał, co do niego mówią. A mówili językiem ogromnej miłości. Mówili, jak bardzo cieszą się, że będą z nim chodzili na spacery, czytali bajki, jak będą się z nim bawili. A on uśmiechał się do nich. Dziadek powiedział do wnuka, jak bardzo czeka, gdy dorośnie, żeby mógł pograć z nim w piłkę, bo jest fanem piłki nożnej i że ma nadzieję, że jego wnuk, też będzie kochał piłkę nożną.

dla Maleństwa napisała Danuta Majorkiewicz

Różnobarwne drzewa – 54

Różnobarwne drzewa przyciągały wzrok. Złota polska jesień cieszyła oczy. Właśnie wtedy przez park szła kobieta z twarzą uśmiechniętą, radosną. Zatopiona we własnych myślach. Kolorowych, lekkich.

Przed chwilą skończyła swój własny rachunek sumienia. Rozgrzeszyła się. Rozstała się z poczuciem winy. Już go nie potrzebowała. Ogarnęła ją lekkość, swoboda, życzliwość do siebie i ludzi.

Szła z głową uniesioną, radośnie wpatrzona w twarze mijanych osób. Jej radość udzielała się im. Energia przepełniała ją całą.

Jesień, każda jest piękna i kolorowa. Wraz z tą jesienią kobieta wypiękniała. Jej serce czyste przepełniała radość, że będzie się dzielić dobrem z ludźmi.

Autor: Danuta Majorkiewicz

W samo południe – 15

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament dający życie. Krople wody, z rozpuszczającej się powoli kostki lodu, nawilżały piasek wokół niej, coraz dalej i dalej. Nieopodal leżały w nim trzy ziarna, w pewnej odległości od siebie. Woda powoli, stopniowo docierała do nich. Nawilżała je, a one pęczniały, aż wykiełkowały i wyrosły trzy małe palemki, które ukorzeniały się w promieniach palącego słońca. Palemka położona najbliżej kostki lodu miała najlepszy dostęp do wody. Nie musiała się o nią starać. Jej korzenie były krótkie, słabe, rozłożone płytko pod powierzchnią piasku. Korzenie drugiej palmy drążyły piasek głębiej. Były dłuższe i mocniejsze. Najmniej życiodajnej wody docierało do trzeciej palmy położonej najdalej od kostki lodu. Jej korzenie w poszukiwaniu wody drążyły piasek coraz głębiej i głębiej. Były najdłuższe i najgrubsze. Trzecia palma była najlepiej ukorzeniona. Pewnego dnia zgasło słońce. Niebo zrobiło się ciemne, granatowe. Zerwał się ogromny wiatr. Nastała pustynna burza trwająca kilka dni. Palma słabo ukorzeniona, z długimi wątłymi liśćmi, nie wytrzymała naporu wiatru. Porwał ją daleko od życiodajnej kostki lodu. Druga pod naporem wiatru pochyliła się i swoimi liśćmi smagała powierzchnię piasku, przetrwawszy piaskową burzę. Zaś trzecia palma najmocniej ukorzeniona oparła się sile wiatru. Wyrosła piękna, wspaniała z szerokimi, mocnymi liśćmi dającymi ochłodę wędrowcom idącym przez pustynię, a jej dorodne owoce, orzechy kokosowe, były dla nich pokarmem dającym siłę do dalszej wędrówki przez pustynne piaski, wędrówki do celu, jaki sobie wyznaczyli…

dla Ciebie napisała Danuta Majorkiewicz

Poranek obudził się – 9

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął, otworzył oczy i z ciekawością spojrzał na ziemię. Był porankiem upalnego lata, więc słonecznie zajrzał w okna domostw ludzi. Jedni jeszcze spali. Inni równie leniwie jak poranek przeciągnęli się i wstali z łóżek do swych codziennych obowiązków. W jednym z mieszkań pies radośnie merdał ogonem, uradowany widokiem swej pani, która przecierała oczy i szła do łazienki. Pies pomyślał: „Bardzo lubię spacery, szczególnie te poranne. Uwielbiam świeżość poranka, zapach trawy i poranną rosę. Śpiewające ptaki i letni ciepły wiatr. Zwiedzam zakamarki podwórka i spotykam się ze swoją kudłatą labradorką. Lubię wetknąć nos w jej piękne, miękkie włosy. Pogadamy. Uśmiechnę się do niej, a ona odpowie mi radością w oczach. Lubi mnie i wie, że ja też darzę ją sympatią. A gdy ja rozkoszuję się spacerem, moja pani załatwia różne rozmowy telefoniczne, bo nie wiem czemu, w domu nie ma połączenia. Może zasięg szwankuje? A gdy wrócimy do domu, lubię patrzeć, jak razem z moim panem krzątają się po kuchni i przygotowują śniadanie dla siebie, a dla mnie miskę z pysznie pachnącym jedzeniem. Potem delektujemy się jedzeniem i byciem razem. Lubię takie chwile, a gdy jeszcze wpadną dzieci, to jest cudownie”.

dla Felka napisała Danuta Majorkiewicz

Na ekranie – 37

Na ekranie zaczęły pojawiać się, przesuwać i znikać cyfry, litery i kropeczki. W pewnej chwili ich chaotyczny ruch ustał. Ekran zgasł. Potem rozjaśnił się na nowo i wyświetlił wyraźny napis: „To ja. Twój umysł. Jestem oczyszczony. sprawny. Zdrowy”.

Autor: Danuta Majorkiewicz

Stado obłoków – 12

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były błękitne, delikatne jak puch. Jedne płynęły same, inne przytulały się do siebie. Swym ciepłem otulały ziemię, lasy, łąki i pola. Łąki kwitły pełną paletą barw. A wśród zielonych łanów zbóż mieszkały myszki, nornice, chomiki oraz inne mniejsze i większe zwierzątka. Zielone zboża to dla nich raj, bo zwierzątka były eko, więc mogły jeść do syta i zdrowo, i uprawiały jogging w rytm delikatnego wiatru tańczącego wśród ździebeł zbóż.

dla Felka napisała Danuta Majorkiewicz

Mróz malował – 21

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli dmuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

Za oknem kraina jak z bajki. Dachy pokryte szronem. Na gałęziach drzew i krzewów osiadł biały mróz i czarne kruki. Na śniegu widać ślady ptasich łap. Z osiedlowej górki dzieci zjeżdżają na sankach i na nartach. Szczęśliwe, roześmiane, z rumianymi od mrozu twarzami. Obok usypana śniegowa mulda. Co odważniejsi próbują sił w skokach na nartach. A wokół górki spacerują babcia z dziadkiem. Obserwują swoich wnuków, szczęśliwi z ich szczęścia.

Gdy zaczął zapadać zmierzch, wrócili z nimi do domu. Siedli przy kominku, popijając gorącą, rozgrzewającą herbatę z sokiem malinowym. Na zmianę opowiadali im bajki. A wnuki, wtulone w dziadków, usnęły i śniły o lodowej krainie.

dla Felka napisała Danuta Majorkiewicz

Była malutka – 13

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć często gościła w życiu ludzi. Iskra. Spokojnie leżała pod popiołem przygasającego ogniska. A tu nagle wiatr dmuchnął, chuchnął, iskra rozżarzyła się, rozpaliła drwa pozostałe w ognisku. Rozświetliła wesołe twarze biesiadników. Dookoła zrobiło się widno. Muzykanci zaczęli przygrywać z iskrą, więc wszyscy z życiem i rozmachem poderwali się do tańca i bawili się do białego rana, aż iskry leciały. A gospodyni wszystkich i wszystko doglądała, i pilnowała psa, który był żywy jak iskra. A że miała iskrę bożą do pisania, więc wszystko opisała w opowiadaniu pt. „Biesiada – pięćdziesiąt lat minęło”.

dla Eli napisała Danuta Majorkiewicz

Morskie fale – 42

Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżał wysoki, przystojny mężczyzna, opalony na oliwkowo. Ale nie jego wygląd zwracał uwagę. Na jego klatce piersiowej leżało na brzuszku niemowlę. Utulone biciem serca ojca. Spokojne, bezpieczne. Każdy, przechodzący plażą, spoglądał na nich. Na widok ojca z niemowlęciem promieniały twarze ludzi. Radowały się oczy. Cichły rozgadane usta na widok ojcowskiego macierzyństwa.

Autor: Danuta Majorkiewicz