Harfistka delikatnie – 25

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również uszu bardzo zagniewanego człowieka. Pan ten nigdy nie wybaczał. Rejestrował każdą prawdziwą lub domniemaną krzywdę, jaką mu wyrządzono i odpłacał pięknym za nadobne. Pilnował swojej złości, zaciętości i swojego gniewu, jak największych skarbów. Bo też one od lat wyznaczały kierunek jego życia, stanowiły jego sens.

Dźwięki harfy dobiegały zza ściany. „Widać nowa sąsiadka jest muzykiem” – pomyślał. Zaintrygowany rozsiadł się wygodnie w fotelu i zaczął słuchać. Dźwięki harfy były dla niego czymś nowym i dziwnym…

W pewnym momencie bardzo zaczęło boleć go serce, a jednocześnie jakiś żal mocno ściskał za gardło. Mężczyzna chciał krzyknąć, żeby sąsiadka przestała grać, ale nie potrafił wydać z siebie dźwięku. Nie mógł również ruszyć się, żeby wstać z fotela. Łzy płynęły mu po policzkach. Ból serca i ścisk w gardle nasilały się. Po długim czasie zelżały, a po jeszcze dłuższym puściły. Po policzkach dalej płynęły łzy, ale teraz były to łzy wzruszenia.

Mężczyzna wyciągnął notes, w którym były przekreślone, ale nadal czytelne, numery telefonów jego byłych przyjaciół. Pierwszy raz dopuścił do siebie myśl, że może warto którąś z tych znajomości odnowić…

Autor: Brzozowa Bajdulka

Harfistka delikatnie – 16

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do pewnej Smutnej Krainy. Nie wiadomo, jak to mu się udało. Dźwięk ominął zasieki, radary i straże graniczne, jakimi Smutasy broniły swojego terytorium.

Brzmiał w ich uszach, w domach, na ulicach i placach. Nie wiedzieli, skąd dobiegał, więc nie mogli go wyłączyć, choć bardzo się starali. Powołali nawet kilka komisji, które zaczęły się wzajemnie zwalczać, bo myślały, że dzięki temu dźwięk ucichnie.

W końcu mieszkańcy Smutnej Krainy pogodzili się z dźwiękiem harfy i przestali go zauważać.

A harfa brzmiała przepięknie. Jej słodkie tony łagodziły smutki, rozpuszczały granice, jakie ludzie stawiali, by obronić się przed radością, i leczyły… kropelka po kropelce…, nutka po nutce…

Wreszcie, jeden z mężczyzn poprosił, by koledzy przestali nazywać go Smutasem. Inni poszli za jego przykładem i Smutna Kraina zmieniła swoją nazwę. Jej mieszkańcy oddychali z ulgą i brali lekcje gry na harfie.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Kwiat paproci rozkwitał – 45

Kwiat paproci rozkwitał. Pięknie pachniał i świecił jak gwiazda, rozjaśniając każdy zakamarek wielkiego lasu. Przyciągał ludzi spragnionych bogactwa. Nie przeszkadzało im, że według legendy bogactwo, jakie da im ten kwiat, będzie z nimi tylko wtedy, gdy zachowają go dla siebie i nie będą dzielić się nim z innymi – nawet najbliższymi osobami.

Ludzie, głodni pieniędzy i dostatku, chodzili po lesie, szukając kwiatu paproci i zadeptywali poszycie leśne – również paprocie.

Leśne duszki, schowane za drzewami, bardzo się temu dziwowały. Wiedziały dobrze, że ludzie zostali wyróżnieni spośród innych stworzeń i obdarzeni łaską spełniania ich najskrytszych pragnień. Nie potrzebują kwiatu paproci, bo do spełnienia marzeń – również bogactwa – wystarczą im: pragnienie, modlitwa, wizja i mądre działanie.

Autor: Brzozowa Bajdulka

Polną drogą – 56

Polną drogą szedł samotny wędrowiec. Posłuchał głosu serca i opuścił rodzinny dom, by w szerokim, wielkim świecie znaleźć to, czego dotąd brakowało mu w życiu. Szedł dziarskim krokiem i rozglądał się ciekawie dookoła, ponieważ nie wiedział, co to jest, a bardzo zależało mu, żeby to odnaleźć.

W pewnej chwili zobaczył słońce wyzierające zza chmur i chowające się z powrotem. Po chwili słońce znów wyjrzało i znów się schowało… Wędrowiec przystanął i zaczął obserwować, jak słońce chowa się, wygląda zza chmur i znów się chowa – jakby bawiło się w jakąś grę.

A może jednak się nie bawiło? Do wędrowca zaczęły docierać komendy wydawane przez dwie osoby stojące na różnych pagórkach. Droga, którą szedł, wiodła akurat między nimi.

Wędrowiec wdrapał się na jeden z pagórków. Zobaczył czarodzieja, który wyciągał ręce do góry i krzyczał wielkim głosem:

– Słońce, schowaj się za chmury i siedź tam, aż do końca dnia!!!

– Co robisz – zapytał wędrowiec.

– Każę słońcu, by się schowało – odpowiedział Czarodziej.

– I słucha?

– Jak widzisz

– A po co to robisz?

– Żeby pomóc ludziom w dolinie. Przyda się im trochę cienia.

Wędrowiec podziękował za rozmowę i powędrował na drugi pagórek. Czarodziej, który na nim stał, krzyczał:

– Słońce, wychodź zza chmur i świeć najlepiej jak potrafisz!

– Co robisz – zapytał wędrowiec.

– Każę słońcu, by świeciło i wyszło zza chmur – odpowiedział Czarodziej.

– A po co to robisz?

– Żeby pomóc ludziom w dolinie. Potrzebują światła.

Wędrowiec pomyślał, że chciałby porozmawiać ze słońcem. Ku swojemu zdziwieniu zaczął unosić się do góry i po chwili opadł na małą chmurkę.

– Nie otwieraj oczu, bo jestem dla nich niebezpieczne – powiedziało słońce i dodało – chyba chcesz mnie o coś zapytać?

– Tak – czemu chowasz się za chmury, potem wychodzisz i znowu znikasz za chmurami.

– Bo mnie o to prosicie – odpowiedziało słońce.

– Nie rozumiem

– JESTEM PO TO, ŻEBY WAM SŁUŻYĆ. Wasi czarodzieje są mi potrzebni na dole, bo dzięki nim lepiej wam pomagam. Oni dobrze orientują się w waszych potrzebach.

– Ale przecież przekazują ci sprzeczne polecenia – zaprotestował wędrowiec.

– Ufam im. Nie mogę i nie zamierzam kwestionować ich kompetencji – łagodnie odpowiedziało słońce.

Wędrowiec został delikatnie postawiony na ziemi. Zamyślony, przestał zwracać uwagę na otoczenie – słońce i obydwu czarodziei. Zaczął rozmyślać o swoim życiu, o tym co chce i czego nie chce. Nawet nie zauważył, że czarodzieje zeszli z pagórków i przyglądali mu się z sympatią. Nie zauważył, że dali znak słońcu, by robiło to, co samo uzna za słuszne. Nie zauważył też, że po chwili zniknęli, rozmyli się w powietrzu…, tak jakby ich nigdy tu nie było…

Wędrowiec, rozmyślając, nie zauważył również, że zawrócił i nogi same prowadzą go do domu…

dla Anny-Marii napisała Brzozowa Bajdulka