Morskie fale leniwie obmywały piaszczystą, białą plażę rajskiej wyspy, leżącej na środku wielkiego oceanu. Na tej właśnie plaży leżał kiep.
Kiep, jak to kiep, zmięty, niedopalony, wilgotny i oblepiony piaskiem. Co jakiś czas kiepa obmywały fale. Wtedy piana się przy nim gromadząca, wyglądała jak interwencja strażaków.
Kiep wyglądał na osamotnionego. W zasięgu wzroku nie widać było innych niedopałków, a nawet żadnego innego przyciągającego uwagę obiektu.
Zbliżało się południe. Odpływ spowodował, że fale coraz rzadziej sięgały kiepa. Nadszedł moment, gdy kiep już wcale nie czuł obecności fal, a słońce zaczęło go palić.
Autor: Allbeertt