Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył przed sobą jakąś drobną istotkę, no w każdym razie tak mu się wydawało, bo jak się schylił i przyjrzał, to jednak zmienił zdanie. Jakkolwiek istota nie była wielkich rozmiarów, to jednak jej spojrzenie budziło respekt.
– Co z naszą umową? – zapytała istota, w której Poranek rozpoznał wreszcie Elę.
– Uuuuu, jak mi się chce spać – jęknął Poranek – która to godzina?
– Już dziesiąta, a wokół ciągle ciemno! Wstawaj zaraz i zapal słońce, bo wszyscy na ciebie czekają!
– Buuuu, a ja chciałbym mieć jeden, choć jeden malutki dzień wolny.
– Mój biedaku, chodź, pomogę ci, daj mi rękę. Chodźmy razem, przecież bez ciebie nic nie może się zacząć i wszyscy cię do siebie zapraszają. Dzieci wyglądają cię przez okna, dorośli pytają o ciebie, a przepowiadacze pogody martwią się, co się z tobą stało. Nawet zwierzęta i drzewa wypatrują twojego blasku.
Poranek szybko wyciągnął dłoń do Eli i zaraz poczuł przyjemne ciepło, jakie od niej biło. Czuł się miło połechtany, że jest taki ważny. Zaraz też się wyprostował i był gotowy do drogi. Trzymając się za ręce Poranek i Ela poszli zapalać dzień.
dla Felka napisała Agnieszka