Stary archiwista – 21

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył… wiewiórki. Dużo wiewiórek – siedzących na gałęziach, wyglądających z dziupli, skaczących z drzewa na drzewo oraz siedzących pod drzewem, z orzeszkiem w łapkach.

Zdziwiony patrzył na zieloną trawę, drzewa z zielonymi listkami i rude wiewiórki, które czuły się swobodnie i nie uciekały na jego widok. Kilka z nich nawet przyjrzało mu się ciekawie, by po chwili wrócić do swoich zajęć.

„Może wziąć z nich przykład?” – pomyślał archiwista, który zawsze był akuratny i spięty. Nieśmiało zrobił pierwszy krok, potem drugi i trzeci. Stąpał po zielonej trawie. Słońce oświetlało jego twarz, a lekki wiaterek wichrzył włosy.

Starszy pan położył się na zielonej trawie, wystawił twarz do słońca, zamknął oczy i zaczął marzyć o niebieskich migdałach. Rozluźnił się i zasnął. Drzwi do archiwum cichutko się przymknęły, a wiewiórki obsiadły mężczyznę, przyglądając mu się ciekawie.

Archiwista miał spokojną twarz i dalej marzył. Już nie musiał się niczego bać. Wiedział, że za kilka minut, jak się zrelaksuje, to otworzy oczy i wróci do pracy. Tym razem będzie już jednak pamiętał, że ma własny pokój do regeneracji.

Autor: Ewa Damentka