Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były różnych kształtów. Chwilami przypominały watę cukrową, rozciągniętą z niektórych stron trochę mniej, z niektórych trochę bardziej.
Były też tam ciemne bure chmurzyska próbujące przysłonić małe delikatne jak pajęczynka obłoczki, pod którymi prześwitywało cudowne chabrowo-szafirowe niebo.
Hania była wtedy w ogrodzie małą ogrodniczką. Na grządkach rosły tysiące kwiatów. I fioletowe delikatne dzwoneczki, i tulipany, i narcyzy, i maki polne, rumianki, Fiołki aksamitki. Były też Róże, Hortensje i Lilie, malwy, georginie i zwykłe warszawianki.
Całe mnóstwo kwiatów potrzebujących słońca. „Muszę przegonić te chmurzyska” – pomyślała Mała Hania i natychmiast zdjęła z głowy błękitny kapelusz, na którego brzegach można było dostrzec, wyhaftowane przez jej babcię, drobniutkie małe kwiatuszki.
Hania chwyciła kapelusz i zaczęła nim przewiewać chmury. Była pewna, że jej się uda. Nie wiedziała wtedy, że dorośli by jej nie uwierzyli. Duża Hania, dorosła Hania patrzyła na Małą z uśmiechem, bo była przekonana, że to możliwe. Zaczęła wykonywać ćwiczenie tai-chi „poruszać rękami jak chmury”.
Autor: Hania