Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który szedł dostojnie i rozglądał się po okolicy.
Był tu nowy. Większość życia spędził na innej pustyni, a tu zawędrował razem z karawaną. Za nim widoczne były sylwetki pozostałych wielbłądów. Wszystkie szły zgodnie, w tym samym kierunku, niosąc na sobie bagaże oraz ludzi i ich sprawy.
Pierwszy wielbłąd przyspieszył kroku. W oddali zobaczył połyskującą tarczę wody i zielone palmy. Oaza…
Na szczęście oaza była prawdziwą oazą, a nie fatamorganą!
Wszystkim wielbłądom zdjęto ich ładunki. Zwierzęta porządnie odpoczęły przed dalszą drogą. A nasz wielbłąd dalej przyglądał się uważnie, bo tę oazę też widział po raz pierwszy w życiu.
dla Felka napisała Kokoryczka