Przydrożny kamień – 12

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy delikatnie kołysał się, jakby chciał utulić ich do snu, by porządnie odpoczęli, zregenerowali się, zostawili na nim swoje troski i lżejsi, weselsi, z nadzieją ruszali w swoją stronę.

Ich troski kamień przekazywał Matce-Ziemi, a ona rozdzielała je między swoich podopiecznych – dzięki temu trawa rosła zieleńsza, a rośliny i drzewa też były zdrowsze i bardziej dorodne. Ludzkie troski dodawały im sił, były ich pożywieniem. „A ludzie też na tym zyskiwali” – tak sobie myślał kamień, kiedy zajmował się kolejnym przechodniem.

Niektórzy z wędrowców – nie wiedzieć czemu – często wracali. To tak, jakby wędrowali tylko po to, by mieć pretekst, by usiąść na kamieniu. Kamień uśmiechał się na ich widok, kołysał się lekko i nucił im swoją melodię…

dla Ciebie napisała Ewa Damentka