Przydrożny kamień – 22

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy koncentrował się na tym, by w upale podarować im tyle chłodu, ile tylko miał, a gdy było zimno – oddawał im całe ciepło skumulowane z promieni górskiego słońca.

W ten sposób poznawał różnych ludzi. Jedni opierali się na kamieniu tylko dla równowagi, by poprawić sznurówki i natychmiast biegli dalej. Inni z ulgą opuszczali na niego cały ciężar siebie albo swojego bagażu. Jeszcze inni podchodzili tylko, by okopać kamień butami i oczyścić je z błota. Ale było też wielu podróżnych, którzy doceniali chłód i ciepło kamienia, jego wagę i stabilność. Niektórym jego spłaszczony, łagodny kształt pozwolił pokroić bochen chleba, innym – przepakować plecak. Ktoś przewinął na nim niemowlę, ktoś inny napisał list. Szczeliny, wykruszone lodem i wypłukane deszczem w ciągu lat pod niebem, nie pozwalały wodzie gromadzić się na płaskiej powierzchni kamienia, dlatego pozostawał gładki i gotowy do pomocy przechodniom.

Od kiedy kamień przestał odliczać czas, nie odczuwał już wcale jego upływu. Zajmowało go tkwienie w bezruchu i bycie dla innych, nawet bardzo ruchliwych istot. Nie wiedział, od kiedy tak trwał i nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Pewnego zimowego dnia, w jego okolicy z wysokiej góry zeszła lawina i pchnęła kamień ze sobą aż do stawu. Zanim zapadł się w ciemność, zdążył pomyśleć z nadzieją, że ta głęboka czerń pod lustrem wody być może również ma swoje ruchliwe istnienia i swoje kamienie, i on też jakoś się tam odnajdzie.

Autor: Justyna Czekała

Przydrożny kamień – 21

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy zauważał, że gdy pada śnieg lub deszcz – wędrowców jest mało. Latem, przy dobrej pogodzie, jest ich najwięcej. Wędrują ludzie młodzi, starsi i dzieci. Często z plecakami. Dokąd oni idą lub skąd wracają? Czy ich celem jest tylko podróżowanie? Czy może wędrując, dążą do osiągnięcia czegoś swojego?

Autor: Adam

Czerwcowa noc – 50

Czerwcowa noc pachniała liliami. Rozjaśniały ją pływające światełka, doczepione do wianków, spuszczanych na wodę przez roześmianych ludzi. Sobótka, najkrótsza noc roku. Wiele osób wybrało się na spacer wzdłuż rzeki, by podziwiać pływające wianki.

Znajdował się wśród nich Krasnoludek, który okrył się peleryną-niewidką. Miał nadzieję, że dzięki temu kamuflażowi nikt go nie zauważy – i nikt nie rozpozna… Nocna pora była dodatkowym atutem. Chciał sprawdzić, czy może już wrócić do swojego domu. Rozglądał się, wypatrując śladów Ciemności. Nie spodobało mu się to, co zobaczył.

Nagle potknął się o inną małą zakapturzoną postać. Była to zapłakana Marysia.

– Dziecko, co ty tu robisz? – zapytał zaskoczony.

– Wymknęłam się za tobą. Tęsknię za domem.

– Ja też.

– Możemy tam pójść?

– Jeszcze nie, to niebezpieczne. Widzisz te ciemne postacie? Tam, po prawej stronie ogniska?

– Te, które idą w naszym kierunku?

– Tak, chyba nas wyczuły. Musimy wracać.

– Portal otwarty – odezwał się Głos, który wytworzył wokół Krasnoludka i Marysi gęstą mgłę udającą dym z ogniska.

Przeszli przez bramę. Portal zamknął się za nimi, a mgła się rozwiała. Chwilę później w miejscu, gdzie rozmawiali, pojawiły się ciemne sylwetki. Przybysze rozglądali się, jakby węsząc, dokąd udały się interesujące ich osoby.

– Dopadniemy ich w końcu. Coraz szybciej ich wyczuwamy – powiedział jeden z nich.

– Na razie mamy kłopot – skomentował drugi, wskazując ręką na spływające z nieba świetliste sylwetki Ratowników.

– Zwijamy się – zarządził pierwszy.

W mgnieniu oka cała grupa ciemnych postaci rozpłynęła się, jakby nigdy nie istnieli.

Przyglądał się temu zatroskany Głos. Zastanawiał się, czy pomocnicy światła są wystarczająco silni i liczni? Ratownicy, Słuchacze i Obserwatorzy mają bardzo dużo pracy… A będzie jej coraz więcej… „Musi się udać” – pocieszył sam siebie i zabrał się za obserwację innych ekranów.

Autor: Archiwista SC

Przydrożny kamień – 20

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy uwielbiał ich obserwować. Sympatią obdarzał zwłaszcza tych, którzy wyciągali kompasy i sprawdzali, czy zmierzają jeszcze we właściwym kierunku.

Autor: Ewa Majewska

Poranek obudził się – 37

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i uśmiechnął się na widok promieni słońca, które zalewały jego sypialnię.

„Widocznie Świt odsłonił okna” – pomyślał Poranek z wdzięcznością i z radością rozpoczął nowy dzień.

W łazience czekała na niego wanna wypełniona gorącą wodą, a w kuchni znalazł kubek z parującą kawą i świeże bułeczki. Poranek znowu z wdzięcznością pomyślał o Świcie. Szybko zjadł śniadanie i zanurzył się w piankowej kąpieli.

Rozkoszując się ciepłą wodą, przypominał sobie listę zadań, jakie ma dziś zrealizować. Dopisał do nich jeszcze jedno – postanowił zrobić prezent swoim kuzynom. Dla Przedpołudnia i Południa też przygotuje miłe niespodzianki.

dla Anny-Marii napisała Ewa Damentka

Przydrożny kamień – 19

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy wsłuchiwał się w ludzkie myśli i uczucia. Wyobrażał sobie, że sam to wszystko przeżywa.

Aż pewnego dnia usiadł na nim robotnik drogowy, zjadł śniadanie, a kamień wyczuł że nastąpi w jego istnieniu jakaś zmiana. Po śniadaniu robotnik wielkim młotem rozbił kamień na drobny gruz i rozsypał go na budowanej nieopodal autostradzie. Droga została utwardzona, a na jej nawierzchni położono asfalt.

dla Ciebie napisał Andrzej

Księżyc wyszedł zza chmur – 47

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach. Zdawała się ona lekko unosić nad ziemią i posuwać powolnym, dystyngowanym ruchem przed siebie, znikając na koniec w oknie baszty. Po zapaleniu świateł i otwarciu drzwi zawsze okazywało się, że nikogo tam nie było.

Autor: Ewa Majewska

Przydrożny kamień – 18

Przydrożny kamień przestał liczyć czas. Przestał również rejestrować mijające go konie, wozy, samochody i inne pojazdy… Jeszcze wcześniej przestał zwracać uwagę na przechodzących drogą wędrowców. Ludzie tak szybko przemijają…

Robił jednak wyjątek dla tych, którzy przysiadali na nim, by odpocząć przed dalszą podróżą. Wtedy zastanawiał się, o czym myślą zmęczeni wędrowcy.

Kamień troszczył się o nich. Chciał przekazywać im swoje doświadczenia i siłę. Miał sposoby, by to realizować. Ludzie, myśląc, że tylko odpoczywają, dostają jeszcze w prezencie dobre myśli. To sprawia, że lubią to miejsce i często do niego wracają.

Autor: Adam

Poranek obudził się – 36

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i usłyszał cudowny śpiew ptaków.

Za oknem drzewa i krzaki, słoneczny poranek i masa ćwierkających ptaków.

Czas przedwiośnia. Przyroda fantastycznie dostosowuje się do pór roku – budzi się w omawianym okresie.

Podziwiam i pytam: „skąd przyroda wie, że trzeba wyjść spod ziemi i zacząć się zielenić?”

Autor: Adam