W samo południe – 28

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament…

Co ciekawe, nie roztopiła się. Skrzyła się pięknie i zdawało się, że nie wie, jaka jest niezwykła. Kiedy w nocy na pustyni temperatura gwałtownie spadała, kostka odpoczywała od gorąca. W dzień jakby powracała, żeby się pięknie skrzyć i udowodnić, że wszystko jest możliwe.

Autor: Wędrowny Grajek

Księżyc wyszedł zza chmur – 49

Księżyc wyszedł zza chmur i oświetlił stary zamek zbudowany na wysokim wzgórzu. W jego świetle można było wyraźnie obejrzeć całą budowlę oraz postać, która o północy pojawiła się na zamkowych murach…

Turyści, słysząc taką historię od ludzi mieszkających obok zamku, nie wierzyli. Gdyby nocą można było zobaczyć nie tylko piękną budowlę, ale też coś tak niezwykłego…

Ci turyści, którzy byli nocą na zamkowych murach, nie mówią nic lecz zachęcają innych do nocnych odwiedzin zamku.

Autor: Adam

W samo południe – 27

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament, który odpadł od jakiejś większej bryły diamentowego lodu. Bryłę tę rozbijano na mniejsze części, używając srebrnego, berberyjskiego noża, z rękojeścią z rogu gazeli. Właśnie szykowano się na wesele. Rozstawione namioty miały chronić przybywających wkrótce gości od gorącego wiatru i palącego słońca, a kostki lodu dodane do napojów sprawiać rozkosz podniebieniom przybywających.

Autor: Ewa Majewska

Nitki babiego lata – 68

Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki…

Lato uśmiechnęło się samo do siebie. Plony zapowiadały się obfite, ludzie byli dorodni i opaleni. Pomyślało, że do żniw niedaleko…

Po żniwach stopniowo zacznie przekazywać jesieni Ziemię i jej mieszkańców, a następnie samo uda się na zasłużony urlop.

Autor: Jagódka

W samo południe – 26

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Skoro leżała w takich warunkach, to musiała niedawno spaść z nieba. Dlaczego spadła akurat na pustynię? Kto i co przez to chciał powiedzieć, pokazać? Może to, że suchy piasek i woda po prostu się uzupełniają.

Autor: Adam

Harfistka delikatnie – 32

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również do garderoby artystów. Tam, szczególnie uważnie wsłuchiwała się w niego skrzypaczka, która miała za chwilę wystąpić. Głęboko oddychając, wciąż walczyła z obezwładniającą ją tremą.

Autor: Ewa Majewska

W samo południe – 25

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament i to zrobiło na mnie ogromne wrażenie, a co najważniejsze, mogłam nią nareszcie zwilżyć usta. I choć potem poczęstowano mnie izotonikiem, to właśnie widok tej jednej kostki, jej blask, jej chłód na języku, ta wyczekiwana, niesamowita ulga, jaką mi ona dała – to właśnie pamiętam najlepiej. Dlaczego, mimo że minęło tyle czasu, do tej pory najlepiej pamiętam właśnie tę kostkę? Ponieważ pięknie wyglądała, przydała mi się i doskonale spełniła swoją funkcję.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 24

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament… Podniósł ją delikatnie miejscowy zaklinacz węży i szaman w jednej osobie. Przełożył do blaszanej sakiewki i zakręcił korkiem. Kiedy usiadł, żeby odpocząć – kostka lodu wciąż była gotowa do użycia, czekając na jego znak.

Autor: Ewa Majewska

Harfistka delikatnie – 31

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również dalej, poza salę. Słuchały go ptaki na drzewach i osoby przechodzące obok budynku. Było ciepło, więc okna były otwarte.

Patrząc na drzewa, można było mieć wrażenie, że ptaki siedzące na gałęziach zapraszały inne, by przylatywały posłuchać muzyki. Gdy harfa grała, ptaków przybywało. Oczywiście, uzupełniały one muzykę o swój śpiew, co było piękne i zabawne.

Autor: Adam