Stary archiwista – 2

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wysoką szczupłą postać pochyloną nad komputerem. Szybko schował się za ścianą, bo nie chciał, żeby go zauważono. Zadzwonić do ochrony, czy zapytać tej postaci, kim jest i co tutaj robi? O tej porze nikogo, poza nim, nie powinno być w archiwum…

Autor: Ewa Majewska

Przy pięknej starej toaletce – 52

Przy pięknej, starej toaletce usiadła młoda dziewczyna. Z szuflady wyjęła jasny, rogowy grzebień i zaczęła rozczesywać swoje gęste, lśniące włosy. Uśmiechała się do swojego odbicia w lustrze, bo jeszcze pamiętała swój poranny sen.

Śniła w nim, że jest w sadzie i zbiera jabłka. Myje je w beczce z deszczową wodą i zjada jedno po drugim. Jabłka są bardzo smaczne i oczywiście świeże. Kolejne jabłka zbiera do koszyka, ale czuje, że koszyk jest tak ciężki, że nie da rady go utrzymać.

W tym momencie dziewczyna obudziła się i zobaczyła, że na jej ręce położył się kot Mruczek.

Autor: Adam

Stary archiwista – 1

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył bibliotekę pełną regałów i półek uginających się pod opasłymi tomami. Nareszcie je znalazł – wszystkie przepisy na ciasta ciotki Klotyldy, posegregowane według kolorów nadzienia!

Autor: Justyna Czekała

Harfistka delikatnie – 46

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również komnaty królowej, która pochylała się nad rozpostartą na marmurowym stole mapą, przysłoniętą figurami rzeźbionymi w bursztynie i malachicie. Podniosła jedną z nich i z zaciętymi ustami wpatrywała się w punkt na mapie, obracając w dłoniach połyskującą złoto figurkę. Kiedy muzyka wybrzmiała, królowa ocknęła się z chwilowego rozmarzenia. Zważyła w dłoni figurkę i odstawiła ją na miejsce. Poddane ziemie zyskały kolejny dzień pokoju.

Autor: Justyna Czekała

Drewniana łódka – 28

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce okolicy nie dało się już wcale rozpoznać. Pod wodą nie zniknęły tylko wierzchołki drzew. Listonoszka obserwowała powódź z dachu budynku, wdzięczna losowi za ocalenie. Gdyby nie dała się zatrzymać starszej pani spod ósemki na pogawędkę, dawno płynęłaby z prądem przez osiedla. Tymczasem wydobyła z torby trzy pozostałe do doręczenia listy. Wyjęła złożony arkusz papieru z koperty i złożyła w samolocik. Patrzyła przez chwilę, jak szybował nad wartkim potokiem wody i błota, aż znikł za rogiem sąsiedniego budynku. Wtedy dostrzegła, jak szybko przez ten czas podniosła się woda – sięgała już najwyższej kondygnacji. Listonoszka wyjęła kolejny list i złożony w łódeczkę, puściła na płynące tuż pod jej stopami fale. Z ostatniego listu zrobiła dziecięcą zabawkę piekło-niebo. W nagłym szumie powietrze zaczęło wibrować. Helikopter ratunkowy lądował na dachu.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 42

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Dwóch rewolwerowców, prosto z planu nagrywanego obok westernu, rzuciło się na nią niemal w tym samym momencie. Zakotłowało się, zakurzyło, ku uciesze i lekkiemu zdziwieniu towarzyszy i świadków tego zdarzenia. Kostka lodu oczywiście zniknęła w piasku, przygnieciona przez jednego z rywalizujących ze sobą mężczyzn.

Autor: Ewa Majewska

Drewniana łódka – 27

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce fale zaczęły coraz silniej targać małą łupiną. Łódka znała ten stan ze swego długiego życia i wiedziała, że kiedy poziom wody osiągnie apogeum, woda zacznie się uspokajać, a dookoła rozciągnie się piękny widok łąk i pól.

dla Ciebie napisała Magda z Dachu

Harfistka delikatnie – 45

Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również szmer zza siedzeń. Na koncert udały się przypadkiem myszy. Dopóki było cicho, myszy spały. Dźwięki instrumentów pobudziły myszy na tyle, że chodziły one w swoim szyku w rytm muzyki. Wędrowały drogami, które same sobie wyznaczyły. Jedna z tych dróg prowadziła przez scenę. W pewnym momencie widownia zauważyła sznur myszy wędrujących obok harfistki. Harfistka też je zauważyła. Koncert trwał jednak w najlepsze…

Autor: Adam

Drewniana łódka – 26

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce zaczęło mocniej wiać i padać. Coraz więcej białych grzyw spychało intruzów, ośmielających się wkroczyć na ich terytorium, uderzając o kadłub łodzi i wprowadzając go w duże przechyły. Załoga, milcząc, w skupieniu wykonywała swoje obowiązki.. Fale coraz częściej zalewały pokład. Lżejszy już strach stopniowo ustępował miejsca coraz większej koncentracji w dopasowaniu się do nowych warunków i wyłapywaniu poziomu przy sterze. Ważna była już tylko busola, linia horyzontu i utrzymanie wyznaczonego kursu. Wtedy bezmiar groźnych, rozjuszonych fal zamienił się w nierówności terenu na szerokiej bezgranicznej drodze, którą należało pokonać uskrzydlonym, wzbijającym się wysoko raz po raz „rydwanem”, którego dziób z coraz większą zwinnością pokonywał białe grzywy atakujących go fal. Po jakimś czasie przestał już być intruzem. Kurs został utrzymany. Fale zelżały, ręce mogły odpocząć. JESTEŚMY JEDNOŚCIĄ…

Autor: Ewa Majewska

W samo południe – 41

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. Ilustracja, napisanego odręcznie zbioru baśni, na pierwszy rzut oka nie miała wiele wspólnego z historią, której towarzyszyła. Przypominała kryształy ze snów, o których mama często opowiadała przy śniadaniu. Do książeczki dołączone były akwarelki, żeby samodzielnie pokolorować baśniowe obrazki. Najlepszy prezent na świecie.

Autor: Justyna Czekała