Światła latarni – 9

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy…

Dziewczynka, widząc to zjawisko, znowu chciała je narysować…

Możemy zrobić coś innego, aby mieć kolejną tęczę.

– A co? – zapytała dziewczynka.

– Możemy nacisnąć spust aparatu fotograficznego. I wtedy zobaczysz, co się stanie.

Autor: Adam

Stary archiwista – 31

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył jasną poświatę wpadającą przez maleńkie okno. Jeden z promieni oświetlał, niczym reflektor, zakurzoną teczkę leżącą na podłodze. Podszedł do niej i delikatnie otrzepał ją z kurzu. Na teczce widniał numer, którego tak długo szukał w całym archiwum. Z nieopisaną ulgą i radością wrócił z odzyskaną zgubą do swojego pokoju.

Autor: Ewa Majewska

Światła latarni – 7

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy… Schowanemu pod parasolem pewnemu panu wydało się słuszne zauważenie niedoli moknących na przystanku osób. Przypomniał sobie, że żona często przypomina mu, że powinien być bardziej uprzejmy i empatyczny niż zwykle. Może warto zastosować się do jej rad? Pomyślał, że zaraz to zrobi. Podejdzie do przystanku i powiadomi pasażerów o tym, jak bardzo serdecznie im wszystkim współczuje. W domu opowie o tym żonie. Na pewno pochwali go. Wreszcie…

Autor: Justyna Czekała

Stary archiwista – 30

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył obraz telewizyjny na dużym ekranie. Obok leżał pilot z wieloma przyciskami. Kanałów było wiele, ale archiwista zatrzymał się na jednym. Program przyrodniczy o ptakach. Wyjaśniano kwestię wewnętrznego kompasu ptaków i odgadywano, dlaczego i gdzie ma ptak lecieć w odpowiedniej porze roku.

Ludzie też mają wewnętrzne kompasy. Niektórzy je uruchamiają, a inni nie robią tego. Niektórzy potrafią je odczytywać, a inni nie.

Autor: Adam

Drewniana łódka – 42

Drewniana łódka lekko kołysała się unoszona przypływem. Poziom wody szybko się podnosił i wkrótce stare koryto dla świń, pomalowane wczoraj na biało, wypełniło się po brzegi. Łódeczkę Mateusz wystrugał specjalnie dla Ani poprzedniego popołudnia, kiedy deszcz przerwał mu koszenie trawy na Zielonym Wzgórzu. Nie lubił zbyt wiele rozmyślać o uczuciach, ale zachwyt Ani był dla niego źródłem ogromnej radości i już nie mógł się doczekać, kiedy pokaże jej tę zabawkę. Ani zalśnią oczy i zacznie zaraz opowiadać swoje niestworzone historie o driadach i innych duszkach uwięzionych w wodzie, a on, Mateusz, zapali fajkę i będzie udawał, że nuży go cała ta dziewczęca paplanina.

Autor: Justyna Czekała

Światła latarni – 5

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy…

Dziewczynka, widząc to zjawisko ponownie chciała je narysować. Ojciec zauważył, że już to rysowała, więc może teraz namaluje tęczę. Dziewczynka zgodziła się. Następnego dnia wieczorem rodzina odwiedziła duży sklep, gdzie zostały kupione m.in. farby plakatowe i pędzelki.

Autor: Adam

Stary archiwista – 29

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył siedem karzełków w czerwonych czapeczkach i czerwonych kaloszkach. Karzełki zwinnie łupały ciężkimi narzędziami, z równą wprawą rzucając mięsem. Jeden z nich obejrzał się na archiwistę i, balansując na drabinie jak elf na gałązce jodły, odezwał tymi słowy: „Pan przymknie drzwi, bo panu cały gabinet zapyli od gipsu! Jeszcze kwadrans i będzie spokój! Zaraz mamy fajrant, no”!

Autor: Justyna Czekała