Światła latarni – 19

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy, a tymczasem nasza bohaterka szykowała się do wieczornego wyjścia. Jeszcze był czas na odświeżenie się pod prysznicem. Odkręciła tubkę z hotelowym żelem do mycia, ale ona stawiała wyraźny opór. Korek był odkręcony, ale żel nie chciał wyjść. Nacisnęła mocniej. Wtedy żelowy pocisk trafił ją bez żadnego ostrzeżenia prosto w lewe oko, odbijając się rykoszetem od ramienia i zmieniając perfidnie tor lotu. Zabawne, nawet bardzo. Sama bohaterka nie wiedziała, czy bardziej śmiać się, czy płakać. Tymczasem oko łzawiło i tak, nie czekając na jej decyzję. Czarne okulary, jak zawsze, uratowały sytuację i ukryły opłakany stan górnej lewej części twarzy. Tylko bardziej wnikliwi i uważni obserwatorzy z troską zapytali, co się stało? Inni zajęci byli zgłaszaniem ważnych uwag na każdy temat. Jak zwykle.

Autor: Ewa Majewska

Stary archiwista – 36

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wielki plac zabaw. Mnóstwo zabawek, rowery, deskorolki – po prostu plantacja zabawek. Na półkach leżały jabłka, pączki i wiele innych smacznych rzeczy. tylko brać i bawić się w razie potrzeby.

Autor: Adam

Światła latarni – 18

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy… Na przystanku tłoczyła się spora grupa ludzi, jakby co najmniej dwa autobusy pod rząd wypadły z kursu. Kiedy już prawie zbliżałem się do przystanku, akurat spóźniony przegubowiec z impetem wtoczył się przed oczekujących, wpadając po drodze w ogromne bajoro przy krawężniku i ochlapując wszystkich wodnistym błotem. Ambitnie postanowiłem ruszyć z pomocą. Nie mając jednak pojęcia, co robić, postanowiłem zaznaczyć, że nieszczęście ochlapanych nie przeszło całkiem niezauważone. Skorzystałem z chwili, kiedy pasażerowie przegubowca próbowali jednocześnie wysiadać i otwierać parasol lub nie dostać cudzym w oko, podszedłem do oczekujących przy drzwiach. Na widok płaszczy i kurtek pokrytych plamami ciemnej brei nie musiałem się nawet specjalnie wczuwać, bo widok ów był naprawdę żałosny. Zauważyłem więc ten fakt na głos, żeby pokazać, jak bardzo przejąłem się ich losem. Chciałem, żeby nikogo ta świadomość bycia zauważonym nie ominęła, toteż odezwałem się dość głośno. I wtedy okazało się, jaka to była banda niewdzięczników. Wszyscy bez wyjątku spojrzeli na mnie w taki sposób, że momentalnie odechciało mi się pomagać komukolwiek. Jak mawia mój sąsiad z dołu – ludzie to jednak są…!

Autor: Justyna Czekała

Na marmurowym blacie – 51

Na marmurowym blacie leżała otwarta stara księga. Jej karty pełne były różnych historii. Zawierały dzieje wszystkich ludzi żyjących na świecie – i tych, którzy przeżyli kiedyś swoje życie, i tych, którzy żyją teraz…

Właśnie zapełnia się nowa karta, dla nowego podróżnika, dziecka, które było wymodlone i długo wyczekiwane przez swoich rodziców. Od dawna było już w drodze – wiele miesięcy w maminym brzuchu formowało się, rozwijało i szykowało do pierwszej dużej zmiany. Niedawno się urodziło, ku radości zakochanych w nim rodziców…

Całe życie przed nim. I dzięki temu, na kartach księgi pojawią się nowe, kolejne zapiski…

dla Maleństwa napisała Ewa Damentka

Światła latarni – 17

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Góry w oddali były wyraziste, o ostrych konturach. Wierzchołki były jeszcze oświetlone, ale na dole panował mrok. Bliżej, w kałużach obok zabudowań, wróble brały kąpiel. Pewnie myły sobie skrzydła.

Spacerujący drogą pies ugasił pragnienie też wodą z kałuży. Po upalnym dniu deszcz tak ochłodził powietrze, że wiele osób wyszło z domów, aby spacerować i po prostu oddychać.

Autor: Adam

Stary archiwista – 35

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył rodzaj starego bunkra, chyba poniemieckiego, wyglądającego na schronienie

w czasie nalotu lub jakiegoś dłużej trwającego zagrożenia. Na półkach stały puszki z jedzeniem i baniaki z wodą pitną, książki, mapy, lampy naftowe i kartony zapałek. Latarki, baterie, radio, apteczka pierwszej pomocy i jakieś leki. Wszystko pokrywał wieloletni kurz… O co tu chodzi? Przeniósł się w czasie? Otworzył drzwi do innego wymiaru?

Autor: Ewa Majewska

Światła latarni – 16

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy. Tęczowe kropelki deszczu zostawały we włosach i kapeluszach, ramionach płaszczy, pantoflach i teczkach. Kiedy już wyschły, tęcza uporczywie trzymała się ich dalej, wzbudzając zdziwienie i wdzięczność za maleńki znak cudu w codzienności życia.

Autor: Ewa Majewska

Światła latarni – 15

Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy…

Mały ufoludek przyglądał się temu z dużą przyjemnością.

Oglądał już wiele planet, zwiedził różne zakamarki wszechświata, ale jak dotąd żaden z widoków nie przypadł mu do serca tak bardzo, jak wieczorny, jesienny, drobny deszczyk padający w pewnym mieście na planecie Ziemia.

Autor: Ewa Damentka

Stary archiwista – 34

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył świat swojego dzieciństwa. Obrazy, smaki, dźwięki i zapachy mieszały się ze sobą, tworząc harmonijną całość. Przypominały mu świąteczne pierniczki przygotowywane przez jego babcię.

Stary człowiek stał w półotwartych drzwiach, chłonąc świat, który przeminął, a jednocześnie był w nim cały czas…

„Pora na nowe obowiązki” – pomyślał – „Teraz, kiedy przechodzę na emeryturę, skupię się na tym, by zapewnić wspaniałe dzieciństwo swoim prawnukom”.

Autor: Ewa Damentka