Nitki babiego lata snuły się w ciepłym, sierpniowym powietrzu. Zapach nagrzanej ziemi mieszał się z wonią kwiatów i wilgocią napływającą znad pobliskiej rzeczki, gdzie chłopak w umorusanych dżinsach, nie zważając na skwar, z determinacją szorował sprzęty, które wyjmował z wózka pełnego staroci. Potem rozkładał je na trawie do wyschnięcia. Obok leżały przygotowane narzędzia do dalszych prac. Młodzieniec już z oddali przykuł uwagę spacerowicza w słomkowej fedorze, który szedł niespiesznie brzegiem rzeki. Zajęty pracą chłopak nie zwracał na niego uwagi, ale gdyby przyjrzał się twarzy przechodnia, dostrzegłby w niej nagłe olśnienie i uśmiech człowieka zdecydowanego zrobić coś bezinteresownego. Spacerowicz podszedł bliżej i przemówił…
Autor: Justyna Czekała