Mikołaj szykował świąteczne prezenty. Pomagały mu inne renifery, bo ja akurat dostałem kataru i Mikołaj stanowczo zakazał mi przebywania w jednym pomieszczeniu z nimi i z prezentami. Całą noc przed wyjazdem spędziłem w szopie na sianie jak ten cymbał ostatni. A mówiła Pani Mikołajowa: nie chodź, Rudolf, boso po podjeździe, bo się przeziębisz! Do tego po katarze nos jakiś taki czerwony mi został. Chyba za karę, żebym następnym razem nie zgrywał cwaniaka.
Autor: Justyna Czekała