Kiedyś dawno dawno temu – 55

Kiedyś, dawno, dawno temu, pewnej zimowej nocy urodził się mały chłopczyk. Mama przytuliła go z miłością, a Tata patrzył na niego kochającym wzrokiem i z nadzieją w sercu… Jak wszyscy rodzice, oboje byli przekonani, że ich dziecko jest wyjątkowe i gdy dorośnie, na pewno wiele zmieni. Chłopiec rozglądał się tylko wokół, jakby widział świat po raz pierwszy.

A był już wszystkim. Zanim został chłopcem, był już człowiekiem, zwierzęciem i rośliną. Był już wszystkimi organizmami i każdym żywiołem. Jego ciałko stanowiło mieszaninę cząstek wszystkiego, co do tej pory istniało. Atomy żelaza w jego krwi pochodziły z reakcji wewnątrz gwiazd – z procesów, które zaczęły się tuż po Wielkim Wybuchu. Energia dosłownie stara jak świat zmieniała postać niezliczoną ilość razy, by teraz wcielić się w chłopca.

Nie było to nic wyjątkowego; wszystkie stworzenia zawierały w sobie całe wszechświaty. Nie wszystkie jednak były tego świadome. Chłopiec również nie wiedział – miał zauważyć tę jedność trzy dekady później. I właśnie to głębokie poczucie nierozdzielności jego samego i wszystkiego wokół miało zmienić najwięcej.

Autor: Justyna Czekała