Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również uszu bardzo zagniewanego człowieka. Pan ten nigdy nie wybaczał. Rejestrował każdą prawdziwą lub domniemaną krzywdę, jaką mu wyrządzono i odpłacał pięknym za nadobne. Pilnował swojej złości, zaciętości i swojego gniewu, jak największych skarbów. Bo też one od lat wyznaczały kierunek jego życia, stanowiły jego sens.
Dźwięki harfy dobiegały zza ściany. „Widać nowa sąsiadka jest muzykiem” – pomyślał. Zaintrygowany rozsiadł się wygodnie w fotelu i zaczął słuchać. Dźwięki harfy były dla niego czymś nowym i dziwnym…
W pewnym momencie bardzo zaczęło boleć go serce, a jednocześnie jakiś żal mocno ściskał za gardło. Mężczyzna chciał krzyknąć, żeby sąsiadka przestała grać, ale nie potrafił wydać z siebie dźwięku. Nie mógł również ruszyć się, żeby wstać z fotela. Łzy płynęły mu po policzkach. Ból serca i ścisk w gardle nasilały się. Po długim czasie zelżały, a po jeszcze dłuższym puściły. Po policzkach dalej płynęły łzy, ale teraz były to łzy wzruszenia.
Mężczyzna wyciągnął notes, w którym były przekreślone, ale nadal czytelne, numery telefonów jego byłych przyjaciół. Pierwszy raz dopuścił do siebie myśl, że może warto którąś z tych znajomości odnowić…
Autor: Brzozowa Bajdulka