Harfistka delikatnie trącała palcami struny swojego instrumentu. Jego słodki, kojący dźwięk wypełniał całe pomieszczenie. Dobiegał również zasłuchanej kobiety o regularnych rysach, które podziwiał ukradkiem jej towarzysz. Harfa nigdy nie skradła jego serca, natomiast subtelna piękność wciąż pochłaniała uwagę mężczyzny. Cieszył się teraz, że przekonała go do tego koncertu, choć mogli spędzić cenny czas tylko we dwoje. Jednak właśnie w tym półmroku, wśród przyjaciół, na tle purpury foteli, w otoczeniu miękkich tonów harfy, jej szklące się od emocji oczy zachwyciły go jak widok milionów bieszczadzkich gwiazd. Miał ochotę wbiec na scenę filharmonii, uciszyć muzykę i powiedzieć wszystkim, że patrzą w odwrotnym kierunku – że największe piękno jest na widowni. I wtedy poczuł się najbogatszym człowiekiem na świecie.
Autor: Justyna Czekała