Światła latarni odbijały się w kałużach i drobniutkich kropelkach deszczu. Mżawkowy pył skrzył się i mienił wszystkimi kolorami tęczy, którymi mieniły się również miejskie kałuże.
Powietrze pełne było wilgotnego światła, które nawilżało to, co dotąd było zeschnięte, wysuszone na wiór. Zarówno stare drewniane ławki i poręcze, jak i stare zaschnięte ludzkie nawyki i rutynowe myśli.
Część przechodniów odczuła to. Zatrzymali się, by kontemplować cudowny spektakl światła i wilgoci. Podziwiali piękne kałuże, deszcz mieniący się kolorami tęczy i światła latarni, które wspólnie tworzyły przepiękną scenografię.
Przystający ludzie nawet nie zauważali, że oddychają spokojniej i głębiej, a światło rozjaśnia ich płuca, serca, głowy i każdą komóreczkę ciała. Rozjaśniało również myśli. Jeden z przechodniów ułożył wiersz, który spisał tuż po powrocie do domu. Drugi – księgowy – wpadł na pomysł, jak jeszcze lepiej zoptymalizować swoją pracę. Inżynier rozgryzł problem, który go trapił, malarz namalował piękny obraz, a inni…? Każdy zrobił coś niecodziennego. I mało kto zdawał sobie sprawę z tego, że inspiracją były: mżawkowy pył, kałuże i światła latarni.
dla Anny-Marii napisała Ewa Damentka