Rozległa pustynia – 26

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który zdawał się być coraz bardziej niespokojny. Przeczuwał zbliżająca się burzę piaskową i wyraźnie przyspieszył kroku, nie zważając na powściąganie lejców przez znużonego i beztroskiego jeźdźca.

Po kilku chwilach żółto-pomarańczowe barwy pustyni zmieniły się na biało-szare. Nadciągnął silny wiatr, wciskając wszędzie ziarnka piasku i groźnie, głośno świszcząc. Nagle wszystko stało się jednym wielkim tumanem kurzu i pyłu.

Duszące porywy wiatru zapierały dech w piersiach, a przymrużone mocno oczy, okrywane dłonią przed uderzeniami piasku, nie potrafiły wypatrzeć świateł ani nawet zarysu obozu.

Po kilku chwilach, zdających się wiecznością, wielbłąd doprowadził jeźdźca do namiotów. Tam mógł już bezpiecznie schronić się i odetchnąć z ulgą.

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 25

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który w zaskakująco wierny sposób odwzorowywał prawdziwego. Dzieło to, wykonane z mokrego piasku, wykończone starannie ciemno-brązową farbą, dumnie prezentował, szczerząc w uśmiechu białe zęby, młody Ali. Jako jedyny, z pobliskiej małej wioski, porzucił sprzedaż koralików i kamieni na rzecz piaskowej „sztuki jednego dnia”. I opłaciło mu się to stokrotnie! Z czasem został zaproszony przez prawdziwego artystę na nauki do jego atelier.

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 24

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który wyglądał jak czarna wycinanka.

Stał nieruchomo. Zastygł w bezruchu, zatrzymany w kadrze wspomnienia. Za tym wielbłądem być może szły kolejne, może nawet cała karawana… Już nie pamiętam. Zapamiętałam tylko jego ciemną sylwetkę na tle niebieskiego nieba.

Dokąd zmierzał? Co myślał? Czy lubił swojego właściciela? Co sądził o turystach, którzy wcześniej robili sobie z nim zdjęcia? Tego nie wiem… Nie jestem wielbłądem…

Autor: Ewa Damentka

Rozległa pustynia – 23

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który odpoczywał. Po chwili dołączyło do niego kilka innych, obarczonych ładunkiem, wielbłądów. Po godzinie odpoczynku konwój ruszył w dalszą drogę. Wielbłądy są bardzo wytrzymałe, przy czym mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że je podziwiamy.

Autor: Adam

Rozległa pustynia – 22

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który ciągnął za sobą worek. Tuż za nim szedł wędrowiec otulony w jasne szaty. Od czasu do czasu podnosił głowę i zerkał, czy wielbłąd nadal jest przed nim. Ufał mu, wiedział, że znajdzie drogę do domu. Zwierzęta wiedzą, gdzie i jak mają podążać, nawet gdy my, ludzie, nie widziny drogi. One wiedzą, jak dotrzeć do domu.

Autor: Patisonek

Rozległa pustynia – 21

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką pomarańczowo-żółtą barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który szedł wytrwale naprzód, bo dowiedział się, że na pustyni otworzyli duży sklep, hipermarket. Po trzech dniach wędrówki doszedł, a tam mnóstwo wody mineralnej do picia. Ku jego miłemu zaskoczeniu spotkał młodą wielbłądzicę. Otrzepał pył podróżny z futra. Poprawił grzywkę dmuchnięciem, podszedł do niej i spytał – „jak masz na imię”? Odpowiedziała – „Adela”. Nasz bohater poczuł mrowienie w garbie i paznokciach. Spojrzał przed siebie i stwierdził, że widzi na metr dalej, co mu się nigdy dotąd nie zdarzyło. Przez delikatność i skromność nie będziemy opisywali, co było potem.

dla Felka napisało Stare Dobre Małżeństwo

Rozległa pustynia – 20

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który był po prostu uprzejmym wielbłądem. Zawsze przepuszczał wszystkie wielbłądy przed sobą. Dopiero, gdy wszystkie ugasiły pragnienie, sam pił. Miał jednak taką fanaberię, że pił bardzo długo – co było jakby wynagrodzeniem za to, że przepuszczał wszystkie inne zwierzęta.

Autor: Adam

Rozległa pustynia – 19

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który mrużył swoje wielkie ciemne oczy, oprawione długimi zawiniętymi rzęsami, i uważnie przyglądał się człowiekowi owiniętemu szczelnie w niebieski turban, który nieubłaganie zbliżał się w jego kierunku. Mężczyzna zbliżył się w końcu na tyle, że jego wyciągnięta ręka ujęła wielbłąda za uzdę i jednym stanowczym ruchem zmusiła go do powstania z wygodnego legowiska. Wielbłąd posłusznie, z pełnym dostojeństwem, powoli udał się za niebieskim człowiekiem pustyni.

Autor: Ewa Majewska

Rozległa pustynia – 18

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który wiedział, że ma dużo czasu. Wędrował po pustyni, nie śpiesząc się. Ów wielbłąd Bernard miał zawsze swoje zdanie i swoje przemyślenia. Postanowił nie śpieszyć się w życiu, wtedy gdy dowiedział się, że gdzieś w innym rejonie świata istnieją konie, które są raczej szybkie.

Autor: Adam

Rozległa pustynia – 17

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który ze swoim wielbłądzim dostojeństwem i dumą powoli stąpał po żółto-pomarańczowych wydmach. Nie przejmował się ani trochę obsuwającym się co jakiś czas piaskiem, wytrącającym go tylko na chwilę z dostojnego, równego marszu, ani palącym słońcem, ani nawet burzą piaskową…, choć ziarna piasku, uderzające w jego sierść mocną siłą wiatru, musiały go boleć. On szedł, aż dostał sygnał, że jest na miejscu. Wtedy, z dostojeństwem i dumą wielbłądzią, padał na kolana i oddawał się zasłużonemu wypoczynkowi.

Autor: Ewa Majewska