Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który zdawał się być coraz bardziej niespokojny. Przeczuwał zbliżająca się burzę piaskową i wyraźnie przyspieszył kroku, nie zważając na powściąganie lejców przez znużonego i beztroskiego jeźdźca.
Po kilku chwilach żółto-pomarańczowe barwy pustyni zmieniły się na biało-szare. Nadciągnął silny wiatr, wciskając wszędzie ziarnka piasku i groźnie, głośno świszcząc. Nagle wszystko stało się jednym wielkim tumanem kurzu i pyłu.
Duszące porywy wiatru zapierały dech w piersiach, a przymrużone mocno oczy, okrywane dłonią przed uderzeniami piasku, nie potrafiły wypatrzeć świateł ani nawet zarysu obozu.
Po kilku chwilach, zdających się wiecznością, wielbłąd doprowadził jeźdźca do namiotów. Tam mógł już bezpiecznie schronić się i odetchnąć z ulgą.
Autor: Ewa Majewska