Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała mało czasu i z każdą sekundą powoli znikała, roztapiając się w zetknięciu z parapetem okna…
Autor: Ewa Majewska
ćwiczenia literackie
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała mało czasu i z każdą sekundą powoli znikała, roztapiając się w zetknięciu z parapetem okna…
Autor: Ewa Majewska
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć myślała, że to niepotrzebne. Gdzieś, w głębi siebie, po prostu sądziła, że nikt jej nie zauważa.
Rzeczywiście, otaczający ją ludzi zajęci było swoimi sprawami i swoimi kłótniami. Toczyli ze sobą wojnę, używając wszystkich im dostępnych środków. W końcu wojna to wojna. Nawet, jeśli mają ze sobą współpracować, to ktoś musi być górą, a każdy chciał być właśnie tym kimś.
Malutką bardzo to bolało, bo lepiej się czuła i lepiej się jej pracowało, gdy ludzie byli dla siebie mili. Gdy byli spokojni i wzajemnie się szanowali.
Skuliła się i znowu uważnie rozejrzała się dookoła. Zobaczyła, że jeden z kolegów nie bierze udziału w kłótniach i podchodach. Siedzi przy biurku i spokojnie robi swoje…
Malutką wstrząsnął ten widok. „To on w czasie wojny może być spokojny?” – pomyślała zdziwiona. „Można zajmować się tylko tym, co się ma do zrobienia? Tylko swoimi zadaniami?” – kolejne pytania tłoczyły się w jej główce. „Tak można” – usłyszała głos z głębi siebie – „Zostaw ich, ich sprawy i kłótnie – rób tylko to, co do ciebie należy”.
Malutka odetchnęła z ulgą. Zamrugała oczami i jeszcze raz przyjrzała się otoczeniu. Zawzięte, skrzywione złością twarze wyglądały jak maski. „To mnie nie dotyczy” – pomyślała i zajęła się swoimi zadaniami.
Kolega, pracujący spokojnie, zobaczył, że ona właśnie również wyskoczyła z zaklętego kręgu firmowych podchodów i rozgrywek. „Malutka, witaj w świecie wolnych ludzi” – pomyślał i dalej robił swoje.
dla Anny-Marii napisała Ewa Damentka
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć szukała czegoś interesującego, co ożywi ją i zachęci do wstania z fotela. Być małym to nie znaczy, nie móc osiągnąć rzeczy wielkich, To przecież tylko cecha fizyczna.
Autor: Anna-Maria
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć była bliska paniki.
Prawdę mówiąc, to chciała zerwać się i uciec z tej sali, pełnej ludzi. Udawała, że jest spokojna, ale sądziła, że i tak wszyscy już ją rozpoznali.
Wczepiła się w swojego przyjaciela, ścisnęła mu gardło, wykręciła palce, plątała myśli. Urosła tak bardzo, że już sama przed sobą nie mogła udawać, że jest malutka. Olbrzymiała i tak wypełniła sobą swojego przyjaciela, że wydawało się jej, że za chwilę rozerwie go na strzępy.
Zupełnie nieoczekiwanie poczuła coś ciepłego i chłodnego jednocześnie, coś jakby dotyk lub myśl. Z jednej strony ogrzewał jej zziębnięte serduszko, a z drugiej strony chłodził rozgrzany, spanikowany umysł.
Razem z tym Ciepłym i Puchatym dotykiem przyszła kojąca myśl – „On jest wystarczająco dobry. Uwierz w niego”.
Trwoga zmalała. Przestała być Paniką, a stała się Troską zastanawiającą się, czy jej przyjaciel sobie poradzi. Sala pełna ludzi, a on dużo od siebie wymaga i chciałby jak najlepiej zagrać.
Ciepłe i Puchate rosło, podsuwając wspomnienia przyjemności, jaką jej przyjacielowi sprawia muzyka. Troska postanowiła zamienić się w Lekką Skuteczność. Rozluźniła palce swojego przyjaciela i jego gardło. Rozjaśniła myśli i pozwoliła, by melodia popłynęła.
Muzyk grał w natchnieniu, sam był muzyką. A wszyscy słuchacze płynęli razem z nim…
dla Darka napisała Kokoryczka
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała jeszcze dużo czasu. Postanowiła wyjść tego dnia wcześniej. Na zewnątrz była jesienna pogoda. Dzień był słoneczny, a liście drzew mieniły się czerwienią i żółcieniami. Było bardzo ciepło, a do tego jeszcze ten promienisty, szczery uśmiech na jej twarzy.
Autor: Darek
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć i tak wiedziała, że nikt się jej teraz nie przygląda.
Zafascynowana patrzyła na mały kawałek czekolady, który leżał przy jej łóżeczku. Nie wiedziała, skąd się tu wzięła ta czekolada, ale była w jej pokoiku, więc chyba była jej. Na wszelki wypadek zasłoniła okno, zamknęła drzwi i zgasiła światło.
Usiadła w fotelu. W rączkach trzymała talerzyk z czekoladą. Chwilę oddychała głęboko, nie wierząc własnemu szczęściu. Wreszcie wzięła tę czekoladę i włożyła do buzi. Poczuła jej smak i wydawało się jej, że jest dobrze, jak w niebie. Odłożyła talerzyk i głębiej zanurzyła się w fotelu. Rozkoszowała się smakiem czekolady…
Duża Hanka zajrzała po chwili i zapaliła światło. Mała Haneczka spała, uśmiechając się rozkosznie. Duża wzięła ją na ręce i zaniosła do łóżeczka. Przykryła kołdrą i stała chwilę, przyglądając się uśmiechniętej buzi małej Hani.
Duża Hanka zgasiła światło i poszła do kuchni. „Pora się czegoś napić” – pomyślała. Spojrzała na ekspres z kawą, zastanowiła się chwilę, potem się uśmiechnęła i pokręciła głową. Wstawiła czajnik z wodą na gaz. Sięgnęła po puszkę z herbatą. Wysypała odmierzoną porcję do czajniczka i zaparzyła ją. Usiadła wygodnie, rozkoszując się smakiem i aromatem herbacianego napoju.
dla Hani napisała Ewa Damentka
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć wzrok przyciągała duża palma w doniczce.
Palma, jak wspomniano, była okazała, a doniczka była po prostu piękna. Jakiś artysta zrobił ją z gliny, formując unikalny kształt i fakturę zewnętrzną. Delikatne naturalne kolory ozdabiały doniczkę w starannie wybranych miejscach.
Każda roślina w takiej doniczce wyglądałaby wspaniale.
Autor: Adam
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć udawała, że niby nic się nie dzieje. Tak naprawdę szukała możliwości wyjścia z pokoju. Na zewnątrz lało, dlatego opiekunowie nie chcieli jej wypuścić na dwór. A ona musiała wyjść.
Na dworze, gdzieś, nie wiadomo gdzie, leżał jej malutki, bezbronny, zagubiony miś. „Na pewno jest mokry” – myślała mała Hania. „Muszę go uratować i tym razem nic mnie nie powstrzyma”.
Wychowawczynie nie znały przecież Misia, dlatego nie pozwalały wyjść. Hania założyła czerwone gumowce i granatowy płaszczyk i już była na dworze. Mokrą ścieżką wśród drzew pobiegła przed siebie, rozglądając się wokół.
Dostrzegła go pod rynną. Leżał mokry, lekko ubłocony. „Teraz już będziesz bezpieczny. Zabiorę cię do mojego królestwa”. Hania schowała misia pod kurtkę i wróciła cichutko do pokoju. Tam go wysuszyła. A potem uszyła mu małe misiowe ubranko.
I Miś i Hania byli bardzo szczęśliwi.
Opiekunki widziały, że miała mokre włosy i że wychodziła, ale machnęły na to ręką.
O Misiu na razie nie wiedział nikt. Był bezpieczny. Mała Hania też, bo to był jej zagubiony Miś, którego w końcu odnalazła.
Autor: Hania
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć myślała, że robi to szybko…
„Spokojnie, tylko spokojnie” – myślała i zaczęła głęboko oddychać. Udało się! Westchnęła z ulgą, bo na szczęście nie zdążyła urosnąć. Spokój i oddech pomogły jej pozostać malutką.
Panika nie lubiła być duża, bo nie wiedziała wtedy, co się z nią dzieje. A i świat wydawał się inny, zmieniony, gdy znowu malała. Był bardziej szary i jakby zniszczony…
Tymczasem, gdy była malutka, to inni się nią zajmowali, opiekowali się nią i byli dla niej mili.
Tak, stanowczo wolała być małym dzieckiem.
dla Małej Hani napisała Jenczy
Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć śladów na śniegu było jeszcze niewiele.
Był zimowy mroźny poranek. Ludzie pojedynczo drałowali do pracy, pozostawiając ślady w głębokim śniegu.
Na przystanku autobusowym ślady ludzi jakby się rozmnożyły, a na przyległej ulicy były odciśnięte linie opon.
Autobusy ruszały z przystanku z dużym opóźnieniem, a pasażerowie przez okna oglądali padający śnieg.
Autor: Adam