Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć mówiono jej by tego nie robiła. Wszyscy byli skupieni i wyciszeni. Ona i tak już zwracała uwagę swoją wielkością. Jak zacznie się poruszać, rozglądać, robić miny, to każdy zwróci na nią uwagę – tak jej mówiono w trosce o nią.
Malutka nie wiedziała, jak się tu znalazła, ani kim byli ludzie, wśród których przebywała. W większości byli to dorośli – mieli brody i wąsy. Ona była tylko dzieckiem, nawet nie wiedziała, ile ma lat. Jednak ci dorośli sięgali jej do kolan. Co ona tu robi? Gdzie są jej rodzice? Gdzie jest jej dom?
Dorośli tymczasem z troską zastanawiali się, co zrobić z kosmicznym dzieckiem. Zdaje się, że według kryteriów jej ludu, była bardzo malutka. Chyba nie zrozumiała, że statek się rozbił, a jego załoga zginęła. Ich szczątki spadły na Ziemię. Przeżyła tylko ona. Jak zawiadomić jej krajan, że ona żyje i potrzebuje ich pomocy? Co zrobić z nią, jeśli dalej będzie rosła w tak zastraszającym tempie? Przynajmniej jest pojętna i chyba rozumie, co się do niej mówi. Ale co z nią zrobić? I jak uchronić ją przed występami w cyrku, służbami bezpieczeństwa i szaleńcem, który chce dokonać sekcji jej zwłok, by poznać budowę jej ciała?
O tym wszystkim rozmawiali zatroskani opiekunowie. Całe miasteczko zebrało się, by ustalić, co robić z tym niezwykłym dzieckiem i jak ją chronić. Nie byli świadomi tego, że są obserwowani i podsłuchiwani przez kosmitów, którzy chcieli podbić Ziemię. Wysłali pierwszy statek z kolonistami – ten, który się rozbił. Teraz, słuchając, jak mieszkańcy miasteczka rozmawiają o ich dziecku i obserwując, jak się o nie troszczą, uznali, że nie będą podbijać Ziemi. Znajdą sposób, by przetransportować małą na statek-matkę i polecą – dalej w kosmos. Na ziemskiej orbicie zostawią obserwatorów. Może kiedyś nawiążą współpracę z Ziemianami. Może…, kiedyś…
Autor: Ewa Damentka