Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć często gościła w życiu ludzi. Iskra. Spokojnie leżała pod popiołem przygasającego ogniska. A tu nagle wiatr dmuchnął, chuchnął, iskra rozżarzyła się, rozpaliła drwa pozostałe w ognisku. Rozświetliła wesołe twarze biesiadników. Dookoła zrobiło się widno. Muzykanci zaczęli przygrywać z iskrą, więc wszyscy z życiem i rozmachem poderwali się do tańca i bawili się do białego rana, aż iskry leciały. A gospodyni wszystkich i wszystko doglądała, i pilnowała psa, który był żywy jak iskra. A że miała iskrę bożą do pisania, więc wszystko opisała w opowiadaniu pt. „Biesiada – pięćdziesiąt lat minęło”.
dla Eli napisała Danuta Majorkiewicz