Delikatna mgiełka – 53

Delikatna mgiełka unosiła się nad łąkami. Pierwsze promienie wschodzącego słońca łagodnie oświetlały rzekę, mgiełkę, łąki i drobniutką sylwetkę skowronka, którego poranny śpiew pieścił uszy i cieszył serca słuchaczy.

Na prastarym brzegu Wisły leżało dziesięć starych kopert. Były puste, ale z naklejonymi znaczkami i z daty stempla pocztowego wynikało, że mają one pięćdziesiąt lat.

Młody człowiek, który je odnalazł, zapakował koperty do plecaka, wsiadł na rower i odjechał. Pomyślał o wycieczce do Centrum, by tam zapytać o wartość starych znaczków.

Autor: Adam

Stary archiwista – 12

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył swoje dawne kłopoty.

Dobrze bawiły się – przyćmione światło, dym z cygar, zapach perfum, karty, roznegliżowane kobiety, muzyk grający skoczne melodie na pianinie, obok wielka kartka z napisem „UWAGA – nie strzelać do pianisty”, kowboje, chodzący rozkołysanym krokiem, z coltem u pasa.

Archiwista stał jak skamieniały. Kłopoty zobaczyły go i nie były zadowolone. „Znowu ten stary ciamajda” – jęknął któryś z nich. Zaczęły się naradzać. Jeden z nich krzyknął: „Wynoś się! Nie chcemy cię tutaj! Nie po to uciekliśmy, żebyś nas odnalazł”.

Patrzyły groźnie w jego stronę. Mężczyzna cofnął się zaskoczony. Obok niego przebiegło kilka cieni. Rozpoznał je bez problemu – to jego aktualne kłopoty. Skoczyły do sali z dawnymi. Drzwi się zamknęły, ściana zasunęła, a przycisk zniknął.

Archiwista czuł olbrzymie zdumienie, aż potrząsnął głową z niedowierzaniem. I pomyślał: „Kłopoty zniknęły. Już nie mam żadnego usprawiedliwienia. Muszę być zdrowy i zadowolony. Inaczej to wszystko nie miałoby sensu”.

Autor: Ewa Damentka

Stary archiwista – 11

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wózek pełen akt. Archiwista pokiwał głową i lekko się uśmiechnął. Nowa sekretarka sądowa ciągle zostawiała mu papiery w dziwnych miejscach. Westchnął, przeciągnął wózek do swojego biurka i usiadł do sterty akt.

Autor: Justyna Czekała

W samo południe – 47

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament. To, że znalazła się w tym miejscu było bardzo niezwykłe. Pustynia aż wstrzymała oddech, aby nie uronić nic z obcowania z tak kruchą i niezwykłą istotą. Wiedziała, że będzie to tylko chwila. „Chcę być taka, jak kostka lodu” – pomyślała pustynia.

I dlatego w nocy na pustyni jest bardzo zimno, a w dzień ziarnka piasku pustyni iskrzą się, jak małe diamenty.

Autor: Anna-Maria

Stary archiwista – 10

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył łąkę. Na niej pasące się krowy i dwa konie. Konie właśnie piły wodę z drewnianej wanny. Ową wannę zrobił dawno temu właściciel pobliskich łąk i gruntów. Wanna trochę się rozeschła, ale nie traciła dużo wody. Ogrodzenie pastwiska też było zrobione z drewnianych palików. Nieopodal stał dom owego właściciela gruntów. Dom też był oczywiście cały zrobiony z drewna.

Autor: Adam

Stary archiwista – 9

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył wnętrze łodzi podwodnej, pełnej uwijającej się w pośpiechu załogi – zaniepokojonej najwyraźniej migającym czerwonym światłem alarmu.

Szybko się wycofał i zatrzasnął przed chwilą jeszcze uchylone drzwi. Poczuł się jak intruz, którego nie powinno być podczas rozgrywających się tam wydarzeń.

Może jednak coś powinien zrobić, skoro te drzwi zostały przed nim uchylone? Zagłębił się w stos archiwalnych dokumentów. Przeglądał je teraz pod nowym kątem. Szukał wzmianek o wojnie, działaniach łodzi podwodnych, informacji, kto tam był i jak się skończyła ta historia. Może to był głos dawnych żołnierzy, wołający o przywołanie ich dobrego imienia?

Autor: Ewa Majewska

W samo południe – 46

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament…

Czekała na osobę, która ją zauważy i doceni. Która nie potraktuje jej jak kuriozum, coś, czego nie powinno być. Na kogoś, kto zatrzyma się, zagadnie życzliwie, popatrzy z sympatią. Wtedy z kostki lodu zostanie zdjęty czar i odzyska ludzką postać.

Tym razem już nie będzie podatna na złe czarodziejskie wpływy, bo wcześniej dostanie bezinteresowną akceptację, życzliwość, zgodę na swoje istnienie i na to, że może być sobą. Już nigdy nikogo nie będzie musiała udawać.

Tak sobie leży i czeka na kolejnego turystę – wędrowca, który ją wypatrzy.

Kto wie, może czeka właśnie na Ciebie?

dla Anny-Marii napisała Ewa Damentka

Stary archiwista – 8

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył ogromną salę pełną zakurzonych ksiąg. Archiwista zszedł po schodkach do sali, stanął na jej środku i zamknął oczy. Trwał w skupieniu przez kilka chwil, po czym udał się prosto do jednego z regałów w najciemniejszym rogu biblioteki. Sięgnął po omacku na najwyższą półkę i zdjął z niej grubą książkę. Przekartkował uważnie, zatrzymał się na zupełnie pustych stronicach. Omiótł je spojrzeniem, zamknął książkę, odłożył na półkę i z uśmiechem wyszedł z ukrytej biblioteki. Światełko przestało już migać, przycisk znów zapadł się pod ziemię.

Autor: Justyna Czekała

Stary archiwista – 7

Stary archiwista kończył pracę i uważnie rozejrzał się po całym pomieszczeniu. Jego uwagę przyciągnęło migotanie czerwonego światełka na jednej ze ścian. Podszedł bliżej i zobaczył przycisk, którego wcześniej tam nie było. Zaciekawiony wcisnął go. Ściana rozsunęła się. Za nią były nieznane mu, lekko uchylone drzwi. Otworzył je szerzej i zobaczył kurtynę, która podniosła się i otworzyła widok na spokojne, otwarte morze. Zza kurtyny wyszedł aktor w błękitno-fioletowym stroju nurka, ukłonił się i zapraszającym gestem wskazał stanowisko do przebrania się. To działo się naprawdę! Podejść i poddać się biegowi wydarzeń, czy uszczypnąć mocno i obudzić, jeśli to sen?

Szczypanie nic nie dało. A więc, to wszystko dzieje się naprawdę… Może warto zobaczyć, co dalej wydarzy się w tym teatrze?

Autor: Ewa Majewska

W samo południe – 45

W samo południe, na rozgrzanym piasku pustyni leżała kostka lodu. W promieniach palącego słońca wyglądała jak iskrzący się, wyjątkowy diament i ciągle rosła. Lód systematycznie powiększał masę w pełnym słońcu południa. Jednocześnie tracił ciężar i po chwili uniósł się nad piaskiem, potem nad falującym powietrzem, aż ogromna bryła lśniącego lodu rozciągnęła się jak kosmiczny balon światła we wszystkich kierunkach, aż po horyzont. Wtedy kropelki skrzącej wody zaczęły padać na pustynię rzęsistym deszczem. Przez pryzmat lodu światło słońca rozszczepiało się na wszystkie kolory tęczy i barwiło pustynny deszcz, jak okiem sięgnąć. Ziemia odetchnęła i nabrała koloru.

Autor: Justyna Czekała