Była malutka – 39

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć była bliska paniki.

Prawdę mówiąc, to chciała zerwać się i uciec z tej sali, pełnej ludzi. Udawała, że jest spokojna, ale sądziła, że i tak wszyscy już ją rozpoznali.

Wczepiła się w swojego przyjaciela, ścisnęła mu gardło, wykręciła palce, plątała myśli. Urosła tak bardzo, że już sama przed sobą nie mogła udawać, że jest malutka. Olbrzymiała i tak wypełniła sobą swojego przyjaciela, że wydawało się jej, że za chwilę rozerwie go na strzępy.

Zupełnie nieoczekiwanie poczuła coś ciepłego i chłodnego jednocześnie, coś jakby dotyk lub myśl. Z jednej strony ogrzewał jej zziębnięte serduszko, a z drugiej strony chłodził rozgrzany, spanikowany umysł.

Razem z tym Ciepłym i Puchatym dotykiem przyszła kojąca myśl – „On jest wystarczająco dobry. Uwierz w niego”.

Trwoga zmalała. Przestała być Paniką, a stała się Troską zastanawiającą się, czy jej przyjaciel sobie poradzi. Sala pełna ludzi, a on dużo od siebie wymaga i chciałby jak najlepiej zagrać.

Ciepłe i Puchate rosło, podsuwając wspomnienia przyjemności, jaką jej przyjacielowi sprawia muzyka. Troska postanowiła zamienić się w Lekką Skuteczność. Rozluźniła palce swojego przyjaciela i jego gardło. Rozjaśniła myśli i pozwoliła, by melodia popłynęła.

Muzyk grał w natchnieniu, sam był muzyką. A wszyscy słuchacze płynęli razem z nim…

dla Darka napisała Kokoryczka

Przez kawiarniane okno – 52

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich ja – mała Iskierka.

Szukałam Mgiełki, która mi się gdzieś zawieruszyła… Bez niej czułam się niekompletna, więc rozglądałam się uważnie, bo bardzo chciałam ją odnaleźć.

Widziałam Braciszka i Siostrzyczkę, którzy razem z Merlinem przeszli do Szkoły Czarowania przez portal, jaki utworzył dla nich mój nauczyciel – Głos.

Widziałam nawałnicę, która potem przeszła przez miasto i cudowną pomoc Niebiańskich Istot, które Głos nazywa Pomocnikami i Ratownikami.

Przeszukałam dokładnie cały Plac i zajrzałam do kawiarni. Okazało się, że właśnie w niej schowała się Mgiełka. Przycupnęła w kąciku i wyglądała na zagubioną. Ucieszyła się na mój widok i obiecała, że w przyszłości postara już nie odłączać ode mnie.

Mam nadzieję, że dotrzyma słowa, bo bez niej jestem niekompletna i czuję się nieswojo.

Autor: Iskierka

Była malutka – 38

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć miała jeszcze dużo czasu. Postanowiła wyjść tego dnia wcześniej. Na zewnątrz była jesienna pogoda. Dzień był słoneczny, a liście drzew mieniły się czerwienią i żółcieniami. Było bardzo ciepło, a do tego jeszcze ten promienisty, szczery uśmiech na jej twarzy.

Autor: Darek

Przez kawiarniane okno – 51

Przez kawiarniane okno widać było chodnik, ulicę, kawałek placu i ludzi idących chodnikiem lub przechodzących przez ulicę i plac. Było późne popołudnie, przechodniów było wielu – cały tłum. Szli duzi i mali, starzy i młodzi, a wśród nich moje drugie ja, czyli Iskierka. Tworzymy jedność, całość i zwykle jesteśmy nierozłączne.

Postanowiłam sprawdzić, jak może wyglądać życie bez mojej drugiej połówki. Uciekłam do świata ludzi, korzystając z przejścia, którym przeszedł Merlin, by ratować Braciszka i Siostrzyczkę.

Miasto przeraziło mnie. Gwar, tumult, zaduch, tłok…

Schowałam się w kawiarni i tęsknie patrzyłam na plac, modląc się, by Iskierka znalazła się przy mnie. Wkrótce ją zobaczyłam. Jest wierną przyjaciółką. Wyruszyła za mną! Jednak bałam się wyjść z kawiarni na ten dziwny plac.

Iskierka mnie odnalazła i znów jesteśmy razem. A ja sobie teraz myślę, że może jednak nie warto rozdzielać tego, co powinno być połączone.

Autor: Mgiełka

Była malutka – 37

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć i tak wiedziała, że nikt się jej teraz nie przygląda.

Zafascynowana patrzyła na mały kawałek czekolady, który leżał przy jej łóżeczku. Nie wiedziała, skąd się tu wzięła ta czekolada, ale była w jej pokoiku, więc chyba była jej. Na wszelki wypadek zasłoniła okno, zamknęła drzwi i zgasiła światło.

Usiadła w fotelu. W rączkach trzymała talerzyk z czekoladą. Chwilę oddychała głęboko, nie wierząc własnemu szczęściu. Wreszcie wzięła tę czekoladę i włożyła do buzi. Poczuła jej smak i wydawało się jej, że jest dobrze, jak w niebie. Odłożyła talerzyk i głębiej zanurzyła się w fotelu. Rozkoszowała się smakiem czekolady…

Duża Hanka zajrzała po chwili i zapaliła światło. Mała Haneczka spała, uśmiechając się rozkosznie. Duża wzięła ją na ręce i zaniosła do łóżeczka. Przykryła kołdrą i stała chwilę, przyglądając się uśmiechniętej buzi małej Hani.

Duża Hanka zgasiła światło i poszła do kuchni. „Pora się czegoś napić” – pomyślała. Spojrzała na ekspres z kawą, zastanowiła się chwilę, potem się uśmiechnęła i pokręciła głową. Wstawiła czajnik z wodą na gaz. Sięgnęła po puszkę z herbatą. Wysypała odmierzoną porcję do czajniczka i zaparzyła ją. Usiadła wygodnie, rozkoszując się smakiem i aromatem herbacianego napoju.

dla Hani napisała Ewa Damentka

W dolinie – 36

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, leżała w łóżeczku mała dziewczynka. Czekała na tajemniczą wróżkę, która spełni jej trzy życzenia. Wiedziała, że przyjdzie. Tata jej to obiecał.

Autor: Patisonek

Była malutka – 36

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć wzrok przyciągała duża palma w doniczce.

Palma, jak wspomniano, była okazała, a doniczka była po prostu piękna. Jakiś artysta zrobił ją z gliny, formując unikalny kształt i fakturę zewnętrzną. Delikatne naturalne kolory ozdabiały doniczkę w starannie wybranych miejscach.

Każda roślina w takiej doniczce wyglądałaby wspaniale.

Autor: Adam

W dolinie – 35

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, pracowała młoda kobieta. Miała gęste ciemne włosy. Jej zielone oczy z uwagą przyglądały się wzorowi, który wyłaniał się z tkanego właśnie dywanu. Zręczne ręce przeplatały wątek między nitkami osnowy. Intuicyjnie dobierała odpowiednie kolory i odpowiednią grubość włóczki.

Każdy dywan był dla niej zagadką. Każdy wzór zaskakiwał. Teraz kobieta pracowała szczególnie uważnie, bo tym razem tkała dywan dla siebie samej.

Wszyscy, na których jej zależało – przyjaciele i rodzina, dostali już swoje dywany. Została tylko ona. Chciała skończyć go jeszcze tej nocy, by móc do nich dołączyć.

Udało się! Było jeszcze ciemno, gdy skończyła tkać. Zgasiła światło w pokoiku. Wszyscy w miasteczku spali, więc nikt nie zauważył latającego dywanu, który zaniósł kobietę prosto do nieba, do krainy szczęśliwie spełnianych marzeń. Krainy, która daje odwiedzającym ją ludziom siłę, radość i zdrowie.

Kobieta, razem z rodziną i przyjaciółmi, wróciła na ziemię jeszcze przed wschodem słońca. Kolejnej nocy, gdy całe miasteczko znów zaśnie, polecą tam ponownie, by całą noc cieszyć się swoim towarzystwem, zdrowiem i szczęśliwą krainą.

dla Pauliny napisała Ewa Damentka

Była malutka – 35

Była malutka, a może tak się jej wydawało. Leniwie rozglądała się dookoła, choć udawała, że niby nic się nie dzieje. Tak naprawdę szukała możliwości wyjścia z pokoju. Na zewnątrz lało, dlatego opiekunowie nie chcieli jej wypuścić na dwór. A ona musiała wyjść.

Na dworze, gdzieś, nie wiadomo gdzie, leżał jej malutki, bezbronny, zagubiony miś. „Na pewno jest mokry” – myślała mała Hania. „Muszę go uratować i tym razem nic mnie nie powstrzyma”.

Wychowawczynie nie znały przecież Misia, dlatego nie pozwalały wyjść. Hania założyła czerwone gumowce i granatowy płaszczyk i już była na dworze. Mokrą ścieżką wśród drzew pobiegła przed siebie, rozglądając się wokół.

Dostrzegła go pod rynną. Leżał mokry, lekko ubłocony. „Teraz już będziesz bezpieczny. Zabiorę cię do mojego królestwa”. Hania schowała misia pod kurtkę i wróciła cichutko do pokoju. Tam go wysuszyła. A potem uszyła mu małe misiowe ubranko.

I Miś i Hania byli bardzo szczęśliwi.

Opiekunki widziały, że miała mokre włosy i że wychodziła, ale machnęły na to ręką.

O Misiu na razie nie wiedział nikt. Był bezpieczny. Mała Hania też, bo to był jej zagubiony Miś, którego w końcu odnalazła.

Autor: Hania

W dolinie – 34

W dolinie leżało ciche, senne miasteczko. Jego mieszkańcy spali, odpoczywając przed kolejnym pracowitym dniem. Rozświetlone było tylko jedno małe okienko na poddaszu. Wewnątrz, w jasnym pokoiku, był czarny kot. I była tam piękna kobieta o śniadej cerze, ubrana na biało. Wpatrywała się w ciemność za oknem i czuła się bardzo, bardzo samotna. Jej długa biała szata powłóczyła się po podłodze. Kobieta opuściła ramiona i płakała za utraconym dzieciństwem. Wyczekiwała na księcia z bajki, który by ją uwolnił z marazmu i więzienia, jakie sama zbudowała z własnych mrzonek o szczęśliwym życiu.

Autor: Paulina