Poranek obudził się – 18

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i… zdziwił się bardzo – czyżby w nocy ktoś zamienił mu kapcie na za małe, pastę do zębów na pastę do butów i podłożył dokładnie w tym samym miejscu? Miłośnik „Amelii” lub dowcipów na Prima Aprilis? Zabawne czy irytujące w skali od jednego do dziesięciu? Jaką odpowiedź byś wybrał, będąc na jego miejscu?

Autor: Ewa Majewska

Poranek obudził się – 17

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i poczuł, że znów jest właściwy dzień na tworzenie. Niewiele myśląc, zamalował całe niebo stalowoszarą akwarelką. Papier nasiąkał szybko, a Poranek ziewał z zadowoleniem, dopóki przypadkiem nie strącił kubełka z wodą. Rozwodniona szarość natychmiast rozlała się aż po horyzont i zaczęła strużkami spływać w dół. Poranek parsknął śmiechem i zabrał się za parzenie kawy. W międzyczasie akwarela przeschła, więc kiedy usiadł znów przy oknie, zamoczył nowy pędzelek w kawie i coraz bardziej zdecydowanie markował kształty na stalowoszarym tle. Z niewyraźnych plam stopniowo pojawiały się zaorane pola z drobnymi skibami ziemi tonącymi w deszczu. Miękko zarysowany krajobraz niósł obietnicę wiosny, życia i przebudzenia. Poranek odłożył pędzelki i wybrał się na poszukiwanie odpowiednich tonów świeżej zieleni do dalszej pracy.

Autor: Justyna Czekała

Rozległa pustynia – 33

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który szedł spokojnie miarowym krokiem i przenosił na swoim grzbiecie człowieka i jego bagaże. Wielbłąd przemierzał ten szlak wiele razy. Dobrze znał teren, mimo że pod wpływem wiatru wydmy zmieniały swój kształt i położenie. Wielbłądowi to nie przeszkadzało, jego właścicielowi również. Obydwaj nawet nie rozglądali się po okolicy. Wiedzieli, że nogi wielbłąda niechybnie znajdą właściwą drogę i doprowadzą ich prosto do domu.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 16

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i usiadł na łóżku. Niepewnie dotknął głowy. Wstał i z powrotem szybko usiadł na łóżku.

– Znowu balowałeś w nocy? – zapytał Świt, podając mu kawę.

– Nie. Wcześnie się położyłem. Miałem jakieś sny. Coś latało mi po głowie. Nie mogę sobie przypomnieć. Męczące to było.

– Jak ważne, to się przypomni. Na razie puszczę ci relaksację.

– Dobrze – niepewnie odpowiedział Poranek.

Wypił łyk kawy i trzymając się ścian dotarł do łazienki.

Odkręcił kurek, a gdy woda zaczęła napływać do wanny, usłyszał dźwięki relaksacji.

Z wdzięcznością pomyślał o Świcie – „On zawsze o wszystkim pamięta. Ideał chodzący”. Zaraz pojawiła się kolejna myśl – „Nieważne, wskakuję do wanny”.

Z rozkoszą zanurzył się w ciepłej wodzie, namydlił, wyszorował…

– Miłego dnia – krzyknął Świt – śniadanie masz w kuchni. Ja już wychodzę.

– OK! – odpowiedział Poranek

Leżał leniwie w wannie pełnej ciepłej wody, słuchał relaksacji i czuł, jak ciało zaczyna się rozluźniać, a myśli układać. Prawie zobaczył, jak przejaśnia mu się w głowie.

– Jeszcze wczesny ranek. Dużo zdążę zrobić – pomyślał z satysfakcją.

Zanurzył się głębiej w ciepłej wodzie i zaczął układać plan dzisiejszych zajęć.

Po chwili, radosny i rozluźniony, wyszedł z wanny. Ubrał się, zjadł śniadanie i wziął się do roboty.

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 15

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył plafon wiszący na suficie. W plafonie widoczne było zbiorowisko chitynowych pancerzy. Przypomniał sobie, że ubiegłego wieczora w plafonie siedziała martwa Heloiza, a obok niej powłóczył swoimi wieloszczetowymi nogami jej Abelard. Poranek współczuł Abelardowi, ponieważ nie chciało mu się zdejmować plafonu i uwolnić Abelarda. Częściowo wynikało to z lenistwa, częściowo zaś z faktu, że Poranek nie lubił owadów. I w ten sposób obok martwej Heloizy po pewnym czasie spoczął martwy Abelard, a to dlatego, że w plafonie paliły się żarówki i cała wilgoć, zgromadzona pod jego chitynowym pancerzem, wyparowała. Było to dla Poranka niemiłe zdarzenie, ale Poranek miał wieczornego doła. Dlatego, kiedy Poranek obudził się o poranku, poczuł się podbudowany, ponieważ smutną historię Heloizy i Abelarda miał już za sobą. A za oknem wstawał nowy dzień i Poranek postanowił zanurzyć się w jego jasne światło.

dla Felka napisał Dżony

Poranek obudził się – 14

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i ziewnął. „Chyba pora wstawać” – pomyślał sobie i znowu ziewnął.

Zaspany popatrzył na Świt, który krzątał się wesoło po kuchni.

– No, wstałeś wreszcie – z ulgą powiedział Świt – śniadanie masz w kuchni, ja już wychodzę

– Mieliśmy pogadać – niepewnie szepnął Poranek.

– Dziś już nie zdążymy. Może jutro się uda? – odpowiedział Świt.

– Codziennie tak mówisz – mruknął Poranek i wygodniej ułożył się w łóżku.

– Bo codziennie długo śpisz. Co robiłeś w Nocy?

– Nie pamiętam, chyba byłem czymś zajęty.

– To życzę miłego dnia. Do jutra! – Świt przesłał całusa i zniknął.

Poranek pomyślał, że pewnie znowu poleciał na randkę z Jutrzenką.

Zastanowił się chwilę, i niechętnie zszedł z łóżka.

Przedpołudnie z Południem pewnie zaczną niedługo dobijać się do drzwi, Niedługo potem zjawi się Popołudnie a następnie Wieczór. Nie wypada, żeby zastali go zaspanego i w piżamie.

Wszedł pod prysznic i, kiedy mył się pod ciepłą wodą, pomyślał z buntem, że ma dziś dużo pracy. Zaraz jednak przyszedł spokój. Poranek przypomniał sobie, że to od niego zależy, jak ułoży się cały dzisiejszy dzień.

Poszedł do kuchni, wlał sobie herbaty, posłodził ją. Zjadając śniadanie planował dzisiejsze zajęcia…

Autor: Ewa Damentka

Rozległa pustynia – 32

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który co chwila opiekuńczo zerkał na drugiego wielbłąda – swojego towarzysza. Był bardzo przywiązany do niego, a każde, nawet kilkugodzinne, rozstanie wiązało się z wielkim wielbłądzim smutkiem. Trzeba o tym pamiętać i nie rozdzielać połączonych w spójną całość elementów, szczególnie żywych!!!

Autor: Ewa Majewska

Poranek obudził się – 13

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i ziewnął. Rozejrzał się dookoła i wyskoczył z łóżka. „Zaczyna się nowy dzień” – pomyślał wesoło – ciekawe, co przyniesie”.

Zrobił sobie poranną kawę i poszedł na spacer. Zaciekawiony przyglądał się ludziom smętnie wędrującym na przystanki autobusowe i tramwajowe. Poranek chuchnął, dmuchnął, trzepnął palcami, a otaczający go drobniutki pył uniósł się w powietrze i powędrował do zaspanych ludzi.

Każdy z nich otrzymał przynajmniej jedną drobinkę tego pyłku, niektórzy nawet więcej. Ludzie prostowali się, rozjaśniały się im oczy i raźnym krokiem szli do tramwajów i autobusów.

„Na pewno nie spóźnią się do pracy i na pewno będzie się im dobrze pracowało!” – pomyślał Poranek.

Niektórzy ludzie zastanawiali się, skąd taka nagła poprawa nastroju, a Poranek uśmiechał się tajemniczo i dalej wędrował przez zaspane uliczki, wypatrując kolejnych przechodniów, którzy wyszli z domu do pracy.

dla Felka napisała Kokoryczka

Rozległa pustynia – 31

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który był w pełnym galopie i właśnie dobiegał do mety podczas wielkiego pustynnego noworocznego wyścigu na Saharze Tunezyjskiej. Tuż za nim galopowali pozostali zawodnicy. On jednak wyprzedzał ich o całą długość swojego ciała. Smak zwycięstwa radował ogromnie i był nagrodą po długich i żmudnych ćwiczeniach całego roku.

Autor: Ewa Majewska

Poranek obudził się – 12

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i usłyszał, że grzmiało. Poranny deszcz stukał o blaszany parapet. Błyskawice pojawiały się niezbyt często, ale huk był duży.

Gdy burza przeszła, wszystko budziło się do życia. Zaczęły fruwać ptaki, ludzie wyszli z domów, a auta nie musiały już mieć wilgotnych wycieraczek.

Dało się zauważyć, że dzieci bardzo lubią kałuże. Stoją w nich, biegają i to niejednokrotnie w kaloszach.

Autor: Adam