Poranek obudził się – 25

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i pomyślał – „jaka szkoda, że jest tak mgliście i pochmurno. Przydałoby się odrobinę słońca, które rozświetliłoby brzozy złociste w ten jesienny czas, a i człowiekowi lepiej by się wstało, raźniej”.

Autor: Felek

Poranek obudził się – 24

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył piękny słoneczny dzień.

– Czy wyraz „słońce” powstał od słowa „słoń”? – zastanawiał się Jaś.

– Jasiu, jedz śniadanie, bo trzeba iść do przedszkola.

Jaś jednak miał inne poczucie czasu i dalej myślał.

– Jasiu wychodzimy – powiedziała mama.

Jaś zapytał, czy święta Bożego Narodzenia nie mogłyby być również na wakacjach.

– Jasiu, nigdy tak nie będzie. Idziemy!

– Mamo, a czy przedszkole nie może przyjść do nas?

Autor: Adam

Poranek obudził się – 23

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył migotanie promieni słonecznych przez liście brzozy. Słyszalny był wiatr, który poruszał tymi liśćmi. Dobrze było siedzieć w cieniu tego drzewa i konsumować obiad. Rodzina była na wakacjach. Zorganizowała tego dnia wycieczkę na polanę i nad strumyk. Powietrze było świeże, obiad smaczny, a w oddali pasły się krowy.

Autor: Adam

Rozległa pustynia – 36

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który wędrował dostojnym krokiem przez pustynię. Za nim wyłonił się następny, a potem kolejne wielbłądy. To grupa turystów doświadczała przyjemności przejażdżki na tych zwierzętach. Było mnóstwo śmiechu i robienia zdjęć.

Autor: Anna-Maria

Poranek obudził się – 22

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył Noc, która pochylała się nad nim z troską w oczach.

– Wstawaj Poranku – odezwała się – Ja już muszę odejść, a Świtu jeszcze nie ma. Zadzwonił, że coś zatrzymało go w drodze. Dzisiaj go nie będzie, więc ty wcześniej musisz zacząć swój dzień.

Poranek zamrugał oczami i próbował wstać z łóżka. Zakręciło mu się w głowie. Pora była nieprzyzwoita. Jeszcze nigdy nie musiał wstawać tak wcześnie! Noc popatrzyła na niego ze współczuciem i powiedziała:

– Poranku, w kuchni czeka na ciebie kawa i gorąca owsianka. Ja już wychodzę.

Poranek pokiwał głową. Noc założyła płaszcz i pomachała mu ręką na pożegnanie. Usłyszał trzaśnięcie drzwi i powlókł się do kuchni. Kawa pachniała wspaniale. Ale wybrał owsiankę, bo burczało mu w brzuchu. Powoli wracała jasność umysłu. Rozpoczął nowy dzień…

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 21

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył kłęby mgły, połacie całe lasów i zboczy górskich otulone, jak watą, białymi chmurami… i tylko wierzchołki gór mógł ozłocić. „Gdzie ludzie?” – zapytał.

Ludzie pili zwykle z niego, jak koktajl jakiś (z pomarańczą); z każdym łykiem nabierając przy tym rumieńców.

Ludzie za mgłą – skonstatował. Nagle na jednym ze wzgórz dojrzał Elę.

– Poranku, witaj! – zawołała – Zmachałam się, by tu dojść, a teraz żądam i namawiam: weź moją energię!

Poranek zniżył się, ucałował czółko Eli i zaczął pracowicie rozpędzać mgłę. Część wygnał w dalekie krainy, część spadła jako złoty deszcz kijanek i żab. Ela brodzi w deszczu zaczarowanym, schodząc ze wzgórza.

dla Felka napisał Motyl

Rozległa pustynia – 35

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który uwielbiał pustynię i gwiazdy, które nad pustynią świecą jaśniej niż gdziekolwiek indziej na świecie. Mimo tego, bardzo chciał zobaczyć ocean.

Słyszał o nim tak wiele od ziaren piasku pustyni, które pamiętały jeszcze pieszczoty fal sprzed trzech milionów lat. Tak im pozazdrościł, że postanowił zrobić wszystko, żeby któregoś dnia zanurzyć wszystkie cztery nogi w morskiej wodzie i poczuć na własnej skórze chłód słonej wody i falowanie fal.

Wkrótce przyjechał kupiec i odkupił od pustynnej karawany kilka wielbłądów, które miały wozić na swoim grzbiecie na krótkie przejażdżki niedzielnych turystów z aparatami fotograficznymi. Te przejażdżki odbywać się miały – tak zupełnie przypadkiem – po jednych z najpiękniejszych, piaszczystych plaż nad wielkim otwartym oceanem…

Autor: Ewa Majewska

Poranek obudził się – 20

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i znowu je zamknął. Zanurzył się głębiej w ciepłą pachnącą poduszkę. Głowę miał lekką i jasną.

– Jaki cudowny dzień – pomyślał – mam dużo czasu… i taki jestem wypoczęty…

Uszy pieściła łagodna muzyka.

„Noc nastawiła relaksację, jak miło” – pomyślał i uśmiechnął się do siebie.

– A ja przynoszę ci śniadanie do łóżka – powiedział Świt.

– Mmmm? – niepewnie mruknął Poranek.

– Głośno myślałeś – uśmiechnął się Świt.

Poranek speszony usiadł na łóżku. Świt podał mu tacę ze śniadaniem. Kawa pachniała wspaniale.

– Nie musisz się śpieszyć, wcześniej wstałeś.

– Aha – odpowiedział Poranek, pałaszując świeże bułeczki.

– Plan zajęć masz na biurku, ja jeszcze nastawię zmywanie – powiedział Świt i zniknął w kuchni.

Poranek jadł z leniwą przyjemnością. Popatrzył na biurko i uśmiechnął się do siebie. „Zapowiada się wspaniały dzień” – pomyślał….

Autor: Ewa Damentka

Poranek obudził się – 19

Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i jeszcze raz się przeciągnął. Zamknął oczy i znów je otworzył. Pomyślał. Czasu było pod dostatkiem, więc myśli zaczęły krążyć w wypoczętym umyśle. Dzisiaj Poranek badał, czy jego myśli idą na zewnątrz czy do wewnątrz organizmu.

Autor: Adam

Rozległa pustynia – 34

Rozległa pustynia, z wielkimi piaszczystymi wydmami, przybrała głęboką żółto-pomarańczową barwę. Na tle błękitnego nieba wyraźnie odcinała się sylwetka wielbłąda, który właśnie dotarł na sam jej środek, a przynajmniej tak mu się zdawało. Wielbłąd miał za sobą mnóstwo przygód, przypadkowych spotkań, fatamorgan i prawdziwych oaz. I choć teraz widział tylko piasek i błękit, był pewien, że ma już w sobie wszystko, czego potrzebuje. Przystanął w blasku zachodu, czując na języku dziwnie słodki i chłodny smak. Otwarł pyszczek i wypuścił z niego bańkę mydlaną, potem jeszcze jedną, a potem kolejne. Zdziwiony przyglądał się, jak powoli unoszą się przed nim, odbijając jego postać jak barwne lusterka.

Wielbłąd nie wiedział wiele o bańkach mydlanych, ale z całą pewnością mógł stwierdzić, że te nie są zwyczajne. Być może wcale nie były tym, czym się wydawały. Niby unosiły się jak bańki i lśniły jak bańki, ale ciągle rosły, a wnętrza miały zamglone. Wielbłąd przypatrywał się w skupieniu; im dłużej te nie-bańki wisiały w powietrzu, tym bardziej zmieniały formę z obłej na kanciastą i stawały się coraz bardziej przejrzyste. Wreszcie zmieniły się w czyste kryształy i teraz odbijały promienie słońca ze zwielokrotnioną mocą.

Nie zastanawiając się, co robi, wielbłąd narysował wokół siebie kopytkiem szeroki okrąg, a kryształy ułożyły się nad piaskiem wzdłuż wyznaczonego kształtu. Czuł ich przyjemny chłód, a kiedy zaczęły się powoli obracać wokół własnych osi, wywołały lekki ruch powietrza, jakiego wielbłąd od dawna nie czuł w gęstym upale. Sprawiło mu to niewypowiedzianą ulgę. Jednocześnie poczuł, jak bardzo doskwiera mu już pragnienie i właśnie wtedy na końcach kryształów zalśniła skroplona woda. Oczy wdzięcznego wielbłąda zalśniły również.

Wiele lat później, kiedy kostki wielbłąda i jego późniejszych towarzyszy zbielały już dawno i rozsypały się w proch, a wiatr pojawił się wreszcie i zabrał wielbłądzi pył ze sobą, kryształowy krąg ciągle wisiał nad pustynią, dając wędrowcom schronienie i pozwalał uzupełnić zapasy wody, jak wisząca studnia. Wokół narysowanego dawno temu okręgu wyrosły odporne na pogodę rośliny, których kolorowe owoce o słodkim miąższu wbrew legendom nie odurzały, ale przywracały siły i poprawiały wzrok.

Autor: Justyna Czekała