Mróz malował – 40

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

A tam wreszcie świeciło słońce i iskrzył się w nim świeży śnieg. Można było wyciągnąć ciepłą czapkę i rękawiczki, zabrać ze sobą psa i mimo silnego mrozu wyskakać się, wybiegać i natrzeć uszy śniegiem!

A potem nawet przystąpić do budowy lodowych rzeźb, które – jak co roku – są znaną atrakcją w okolicy.

Autor: Ewa Majewska

Stado obłoków – 27

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były oczywiście różnokolorowe i były namalowane ręką dziecka na bardzo dużej karcie. Dziecko, zapytane, dlaczego maluje na tak dużej karcie, nie potrafiło odpowiedzieć – było pewne, że tak po prostu musi być.

Dorosły może pomyśleć, że np. na dużym obrazku może zmieścić się więcej pięknych obłoków niż na małym lub inaczej, że np. przyjemność malowania na większym jest dłuższa niż na mniejszym.

Człowiek dorosły zastanawia się, ile razy można malować dom, drzewo czy las, a dziecko instynktownie maluje.

Jak pamiętam z dawnych lat, proces malowania czy rysowania był przeniesieniem się w inny świat, w którym czas się zatrzymywał, a wykonywana czynności dawała wielką radość.

Autor: Adam

Mróz malował – 39

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz, niczym przez dziurkę od klucza. W niektórych drzwiach te dziurki bywają na tyle duże, że całkiem sporo można przez nie zobaczyć.

Autor: Ewa Majewska

Stado obłoków – 25

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były bardzo intrygujące dla małego chłopca, który obserwował je, leżąc na łące.

Lubił tu przychodzić w słoneczny dzień i leżeć w zielonej trawie.

Lubił wyobrażać sobie nieznane dla siebie miejsca, które te obłoki odwiedziły. Wtedy układał w głowie plany swoich podróży.

Mały chłopiec nazywał się Włóczykij, a zielona kraina to Dolina Muminków.

Autor: Anna-Maria

Stado obłoków – 24

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były wyjątkowo klarowne – białe, różowe i przeźroczyste – tego dnia, niczym kieliszek dobrego wina z najlepszej winiarni. Takie wino smakuje się powoli, delektując się nim w dobrym towarzystwie.Wtedy smakuje najlepiej. Zresztą nie tylko wino…

Autor: Ewa Majewska

Mróz malował – 38

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz…

A jeśli chuchnęło się jeszcze trzy razy, ale bardzo mocno – lodowe ornamenty można było ująć delikatnie w dłonie i przyozdobić nimi obrus, blat stołu, szafkę lub drzwi. Potem utrwalić specjalnie przygotowaną mieszanką sypkich przypraw, aby ozdoba się nie rozpuściła…

Autor: Ewa Majewska

Stado obłoków – 23

Stado obłoków przepływało nad piękną zieloną krainą. Były rozjaśnione słońcem. Niebo, oczywiście niebieskie.

Wysoko przez chmury przelatywał samolot. Dzień ciepły, dopiero rozpoczynający się.

Jak dobrze, że jest jeszcze wcześnie – pomyślał słowik. Będę mógł ćwierkać dzisiaj bardzo długo.

Ptak coś przekąsił i dalej uraczał okolicę pięknym brzmieniem.

Wieczór był refleksyjny. Słowik zastanawiał się, czemu każdy kolejny dzień jest dłuższy od poprzedniego i dlaczego jesienią jest odwrotnie.

Autor: Adam

Mróz malował – 37

Mróz malował lodowe kwiaty na szybach. Zaczynał delikatnym rysunkiem. Potem ornamenty stawały się coraz bardziej ozdobne i wkrótce wypełniały całe okno. Jeśli chuchnęło się na szybę, tworzyło się okrągłe jeziorko, mała dziurka, przez którą można wyjrzeć na zewnątrz i oglądać wielki ośnieżony kwiat rosnący pod oknem.

Skąd się tu wziął w środku zimy? Kwiat róży – w pełni rozwinięty… Spod śniegu przebijał intensywny czerwony kolor jego płatków.

Jesienią krzak róży pieczołowicie zabezpieczono przed zimą. Róża znalazła jednak jakiś sposób i wypuściła nową gałąź z pojedynczym, olbrzymim kwiatem. Mimo mrozu, kwiat trzymał się dobrze, a nawet rósł dalej. Wydawało się, że wkrótce przesłoni całe okno. Patrząc przez nie widać było błękit nieba, czarne sylwetki drzew pokryte białym puchem, ośnieżone krzaki oraz pagórki i ten wielki czerwony kwiat…

Autor: Ewa Damentka