Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i delikatnym piórkiem zaczął głaskać po włosach, oczach i buzi. Buzia zaczęła ziewać, a potem cała postać przeciągnęła się jak kot i przetarła oczy. Za oknem promyki słońca rozświetlały kwitnący bez i zapraszały do spaceru po miękkiej, zielonej trawie. Wrzuciła więc na siebie lekki sweterek, przemyła oczy zimną wodą i boso wybiegła na zieloną trawę.
Autor: Ewa Majewska