Poranek obudził się i leniwie przeciągnął. Otworzył oczy i zobaczył kłęby mgły, połacie całe lasów i zboczy górskich otulone, jak watą, białymi chmurami… i tylko wierzchołki gór mógł ozłocić. „Gdzie ludzie?” – zapytał.
Ludzie pili zwykle z niego, jak koktajl jakiś (z pomarańczą); z każdym łykiem nabierając przy tym rumieńców.
Ludzie za mgłą – skonstatował. Nagle na jednym ze wzgórz dojrzał Elę.
– Poranku, witaj! – zawołała – Zmachałam się, by tu dojść, a teraz żądam i namawiam: weź moją energię!
Poranek zniżył się, ucałował czółko Eli i zaczął pracowicie rozpędzać mgłę. Część wygnał w dalekie krainy, część spadła jako złoty deszcz kijanek i żab. Ela brodzi w deszczu zaczarowanym, schodząc ze wzgórza.
dla Felka napisał Motyl